Rozdział 10: Awans

Wkrótce miał nadejść świt.

Panowała cisza. Nikt nawet nie śmiał drgnąć. Wydawało się, że wszyscy starali się stłumić swoje własne oddechy.

No, ale był tam też ten idiota, Ranta, zasłaniający swoje usta dłońmi, zginający się to w przód, to w tył.

Chce mu się kichać?, pomyślał Haruhiro. Kręci mu się w nosie i ze wszystkich sił to powstrzymuje? No chyba żart. Co on do cholery robi?

Cholera.

Nie jest dobrze.

Zaraz wybuchnie.

Już zaraz.

Nie.

Wygląda na to, że udało mu się wstrzymać. Haruhiro odetchnął z ulgą. Dzięki bogu.

Ale była to przedwczesna ulga. 

– Apsik!

Kilkadziesiąt spojrzeń wbiło się w Rantę z powodu jego niezdolności do powstrzymania kichnięcia.

Jednak ten, gdy spojrzał na pozostałych ochotników zebranych wokół, wykonał gest będący w mniejszym stopniu przeprosinami, a bardziej oznaczał 'och, uspokójcie się’.

Ani krzty skruchy i wstydu. Co jest z nim nie tak?

Haruhiro wychylił głowę zza sterty drewna i rozejrzał się po obozach. 

Te składały się zazwyczaj z jednej wieży i jednego, dwóch, czasem trzech namiotów. Na szczycie niektórych wież znajdował się ork, lecz nie było to regułą.

Ani znaku alarmu w obozach wroga. Dźwięk kichnięcia prawdopodobnie do nich nie dotarł. Byli bezpieczni.

Słońce jeszcze nie wzeszło, ale było już całkiem jasno.

Siły Zielonej Burzy prowadzone przez Britneya, czyli Brikusia, znajdowały się na wschód od Strażnicy Martwych Głów. Leżeli w czymś, co wyglądało na pozostałości obozu, przynajmniej sądząc po drewnie, tkaninach i kamieniach leżących dookoła.

Obozy orków były atakowane przez ochotników, niszczone, a następnie odbudowywane. Niejednokrotnie się to już zdarzało, zatem pozostało też wiele takich miejsc, które im teraz służyły za kryjówkę. Mimo to Haruhiro martwił się, że orkowie mogą ich znaleźć w każdej chwili.

Czuł się też niespokojny i niecierpliwy. Oczekiwanie było trudne. Ile by dał, aby się to wszystko już zaczęło. Czułby się o wiele lepiej w takiej sytuacji.

W oddali dostrzegł twierdzę, której wieże wznosiły się nad krajobrazem złowieszczo niczym rogi diabła. Szczeliny w murach z kamienia wypełnione były jakąś czarną substancją. Czerwoną farbę użyto do wypisania liter i niezrozumiałych symboli. Wieże pokryto pociętymi kawałkami metalu i drewna, lecz nie wyglądało to na dekorację. Ich celem było prawdopodobnie poprawienie zdolności obronnych.

Ściany wschodnia i zachodnia miały po cztery metry wysokości, prawda?, pomyślał Haruhiro. To nie jest strasznie wysoko, ale nie będziemy w stanie się na nie wspiąć. Wygląda na to, że drabiny będą konieczne.

Wieże obozu były ozdobione czaszkami zwierząt, a także zasuszonymi, odciętymi głowami wbitymi na pale, a przynajmniej takie, które nie zdążyły jeszcze zgnić i pozostawić białe czaszki.

Są tam także ludzkie czaszki i głowy. To stąd wzięła się nazwa Strażnica Martwych Głów, co? Nie chcę tak skończyć, pomyślał nagle. Nie zamierzam, jasne?

Haruhiro sprawdził niesioną przez siebie drabinę. Była dość ciężka. Choć sam ciężar nie był problemem, a raczej jej nieporęczność. Tarcza mająca blokować strzały była przywiązana sznurkiem do jego pleców. To także przeszkadzało.

Wtem powstał Brikuś.

Popatrzył na swój złoty zegarek kieszonkowy. Kiwnął głową, po czym podniósł jedną rękę.

W końcu nadszedł czas. Haruhiro oczekiwał z zapartym tchem.

Brikuś przeciął ręką powietrze.

– Rozpocząć atak!

W tej samej chwili usłyszeli krzyki radości. Może z głównych wojsk? A może były to oddziały Sił Dzikiego Orła?

– Szarża! Zniszczyć obozy! – krzyknął Brikuś.

Jak tylko wydał rozkaz, z góry złomu wyłonili się ochotnicy, bezzwłocznie atakując orkowe obozy.

– Naprzód! My także musimy iść! – wrzasnął Haruhiro, a jego głos był bardzo ostry. Podniósł drabinę, posuwając się naprzód wraz z całą tylną częścią Sił Zielonej Burzy.

– Światło, niech boska ochrona Lumiarisa zstąpi na ciebie Protekcja! – Merry rzuciła zaklęcie. Na jego lewym nadgarstku pojawi się lśniący heksagram, dzięki któremu jego ciało stało się lżejsze.

Ale co z innymi? Oni też je mieli.

Haruhiro próbował biec, lecz był powolny. Obwiniał za to drabinę. Zdecydowanie utrudniała poruszanie się.

Aha. Może czuję się trochę spięty? Przez chwilę zapomniał, gdzie jest. Czy z Choco wszystko w porządku? Gdzie ona jest? Nie mam czasu, żeby się tym martwić, co?

Wszyscy byli niesamowici. Orkowie padali jak muchy. Czyżby to magia Arve?

Namioty płonęły. Niektórzy ochotnicy burzyli już nawet wieże. Obozy były zdobywane na jego oczach.

Jak daleko zaszli ci z przodu? Nie mógł ich dostrzec, więc tak naprawdę nie wiedział. Wątpił jednak, by już dotarli do muru.

Może powinniśmy się trochę pospieszyć? Robimy co możemy, ale tylko na tyle nas stać.

– Widać sygnały dymne! – krzyknęła Merry. Gdy spojrzał w jej stronę, dziewczyna wskazywała fortecę.

Z trzech wież unosiły się cienkie smużki gęstego, szarego dymu. Wezwanie posiłków. Jednak Żelazna Forteca Nadrzeczna także powinna być już atakowana. Posiłki nie powinny nigdy nadejść.

– Daleko w oddali także widać dym! – powiedziała Yume.

To prawda.

Na zachodzie także było widać kilka smug dymu.

Co to mogło oznaczać? Czy przekazywali sygnał dalej? Mogły istnieć inne miejsca niż Strażnica Martwych Głów, które mogły wznieść i przekazać sygnał dalej.

Stąd do Nadrzecza było jakieś czterdzieści kilometrów, więc nie mogliby ich stamtąd zobaczyć w inny sposób. Chwila. Czy te smugi dymu nie wznosiły się po dwie na raz?

Właśnie tak. Wtem zrozumiał. Nie tylko tutaj. Nadrzecze także wysyłało sygnał, gdy było atakowane. To musiało być to: obie strony próbowały zakomunikować sobie nawzajem, że są atakowane.

W takim wypadku, orkowie z Strażnicy Martwych Głów wiedzieli, że nie mogą liczyć na żadne posiłki. Gdyby myśleli, że te nadejdą, staraliby się ograniczyć straty do minimum i kupić czas aż do ich przybycia.

Jeśli nie, co by zrobili? Czy nie stawialiby rozpaczliwego oporu, oszaleli ze strachu przed śmiercią?

Wyżsi rangą z pewnością pomyśleli o tym wszystkim. Zwykłe osoby nie powinny się tym martwić. Haruhiro i reszta musieli po prostu dobrze wykonać swoje zadania.

Innymi słowy, drabina.

Po zniszczeniu obozów przez ich sojuszników, musieli wnieść drabiny na mury. A wszelkie znaki mu mówiły, że obozy dookoła zostały już zrównane z ziemią.

Drużyna Choco była za nimi. Szli wolniej niż towarzysze Haruhiro.

Możemy już iść, pomyślał.

Szybko okazało się, jak bardzo się mylił. To wcale nie będzie takie proste. I, chwila

Kto pozwolił im się przedrzeć? To orkowie. Dwóch z nich. Biegną w naszą stronę.

No w sumie nie za bardzo w naszą stronę.

Zmierzali w kierunku Choco i jej grupy.

– Orkowie! – wrzasnął. – Dwóch nadchodzi!

Gdy tylko podniósł głos, by ich ostrzec, zatrzymali się

Czekaj, co? Po co się zatrzymaliście?

Wyglądało na to, że sami nie wiedzieli.

– Ach!

– Cholera!

– Drabina!

Niedobrze. Jest bardzo źle. Są bezradni.

Drużyna Choco była zdezorientowana i spanikowana. Nie było mowy, by mogli uciec lub podjąć w jakikolwiek sposób walkę.

– Nie możemy sobie pozwolić na utratę połowy drabin! – zawołał Haruhiro. – Musimy im pomóc! Na orków! Opuścić drabiny i tarcze!

– T-tak! – krzyknął Moguzo, pozwalając swojej drabinie upaść na ziemię i zdejmując tarczę z pleców.

– Jasne! – Ranta zawsze był szybki w takich sytuacjach. – Nadszedł czas na zakończenie szkoły! Tracę dziewictwo!

– Uch! – Shihoru podniosła tarczę, którą odrzuciła Yume i złożyła ją razem ze swoją.

Merry położyła drabinę u swoich stóp i skinęła głową do Haruhiro.

– Oszczędzajcie na razie swoją magię! – krzyknął, biegnąc naprzód.

Najpierw musiał zorientować się, jaka jest siła ich przeciwników. Czekała ich prawdopodobnie długa walka.

Wślizgując się między zdezorientowanych członków grupy Choco, Moguzo ciął pierwszego orka, zaś Ranta zaszarżował w kierunku drugiego. Przeciwnicy mieli na wyposażeniu coś w rodzaju pancerza z łusek, hełm zakrywający wszystko poza twarzą, a także solidne miecze. Z hełmów wylewały się włosy. Żółte u przeciwnika Moguzo, zaś czerwone u kolejnego. Skóra obydwu była zielona.

Haruhiro porozumiał się wzrokiem z Yume, po czym spróbowali oskrzydlić lub zajść od tyłu oponenta Ranty.

Cholera, ale bydlaki.

Co prawda, ich wzrost nie był aż tak imponujący. Byli wyżsi od niego, lecz nie przerastali Moguzo. Byli jednak znacznie szersi. Hiperbolizując, wyglądali na dwukrotnie większych od zwykłych ludzi. 

W porównaniu do Moguzo jednak byli 'jedynie’ o rozmiar więksi. A sam wojownik nie należał do małych – sto osiemdziesiąt sześć centymetrów wzrostu. Co więcej, to prawdopodobnie byli orkowie przeciętnego rozmiaru.

Mówiono, że orkowie stanowili najliczniejszą frakcję na granicy Grimgaru, a Haruhiro mógł w to uwierzyć. Wyglądali na twardzieli i nie było to wcale na pokaz. Byli naprawdę silni.

Ranta oczywiście został odepchnięty przez swojego przeciwnika, więc użył Dystansu, by się od niego oddalić i uciekać bez opamiętania. Ten oczywiście pogonił za nim.

W efekcie, Ranta utrudnił manewr oskrzydlania wroga przez Haruhiro i Yume, którzy również zostali zmuszeni pobiec za orkiem.

Sytuacja Moguzo również nie była idealna. Otrzymywał wiele cięć, lecz jakoś udawało mu się je przyjmować na swoją zbroję. Dzięki temu w jakiś sposób się przed nimi bronił – w pewnym sensie można by nazwać to wyrównaną walką. Na pierwszy rzut oka było jednak widać lekką przewagę orka.

Siła mięśni, co?

Tak właśnie byli zbudowani. Ich mięśnie były znacznie silniejsze od ludzkich. To nie tylko wpływało na krzepę ich ramion, ale także nóg. Im lepsza budowa ciała, nawet jeśli byli przez to ciężsi, tym szybciej mogli biegać i wyżej skakać. Duży rozmiar nie musi wcale oznaczać powolnych ruchów. Muskulatura wpływała nawet na ich zwinność.

Mieli zadarte nosy, duże usta i kły przypominające kły dzika. Z perspektywy Haruhiro jako człowieka – do pięknych to oni nie należeli. Mimo ohydnego wyglądu, nie wyglądali na szczególnie głupich. Po konstrukcji wież i namiotów było od razu widać, że są inteligentni.

Eksponowanie czaszek i odciętych głów na wieżach w mniemaniu Haruhiro to oczywiście barbarzyństwo, ale wszak ludzie i orkowie mieli ze sobą konflikt. Jeśli robili to, by zastraszyć ludzi, w pełni rozumiał powody.

Przewyższali ich fizycznie. Trudno też było powiedzieć, która strona jest bardziej inteligentna. W takim razie, jeśli chodzi o potencjał bojowy, czy mogli przewyższyć ludzkość?

– Nie dajcie się zastraszyć! – krzyknęła Merry. – Jak tylko się do nich przyzwyczaicie, będziecie w stanie z nimi walczyć!

Ma rację, pomyślał. Przynajmniej musimy w taki sposób myśleć. Jeśli stracimy ducha walki, nawet łatwe potyczki mogą stać się nie do wygrania.

– Słuchajcie się Merry! – wrzasnął. – Nie jesteśmy jeszcze przyzwyczajeni do tego, jak się poruszają, to wszystko! Moguzo, dasz radę! Nie ma mowy, byś sobie nie poradził!

– Muh! – Moguzo ruszył do ataku, a raczej użył umiejętności walki w ciężkiej zbroi. Stalowy Pancerz.

Celowo użył swojej zbroi, by odepchnąć broń przeciwnika. Następnie, gdy ork został wytrącony z równowagi, wbił w niego Siekacz. Pomimo że ten próbował się bronić, ostrze po prostu się w niego wbiło.

Widząc jak jego towarzysz ma problemy, drugi ork zaczął ostrożniej stawiać swoje kroki.

Oczy Haruhiro i Ranty spotkały się.

Nic nie mów! – wrzasnął rudzielec.

Nawet gdy jego przeciwnik się zbliżył, Ranta nie uciekł Dystansem. Ork podchodził dużo ostrożniej i wolniej niż wcześniej.

– Teraz!

To był Odrzut.

Ranta odepchnął wroga, natychmiast ruszając za nim.

– Gniew!

Tak, to było dobre pchnięcie.

Ork jednak wykręcił się i uniknął ciosu.

Jednak ledwo się uchylił. Było blisko. Ranta już prawie go miał.

– Wiem! Jestem niezwyciężony! – zawołał chłopak.

– Od kiedy?! – wrzasnął do niego Haruhiro.

Jego tyły.

Mimo, że wróg stał odwrócony plecami do Haruhiro, ten nie widział tej linii.

Użył Pająka, lecz ork w ostatniej chwili go zauważył i uniknął. Chłopak nie był jednak sam.

– Tak! Ha! – Yume zaatakowała Karczowaniem i Cięciem Krzyżowym.

Przeciwnik odbił broń dziewczyny z głośnym brzękiem i spróbował skontrować. 

– Hajaa! – odtoczyła się niczym szczur ziemny.

Ork próbował natychmiast ruszyć za nią, ale Yume nie była sama.

– Hej, hej, hej! – Ranta zamachnął się dziko swoim mieczem. Praktycznie rzucił się na wroga.

Tymczasem Yume przyjęła z powrotem postawę bojową. Haruhiro ponownie starał się zajść przeciwnika od tyłu. Ork miał coraz mniej możliwości. Zdecydowanie musiał czuć się naciskany. Potrzebowali jeszcze tylko jednego impulsu.

Ten bodziec nadszedł.

– Dzięki! – Moguzo wymierzył Cięcie Dziękczynne w ramię swojego oponenta.

Ten nie upadł, lecz chwiał się na nogach. Nie mógł sprawnie władać mieczem. To była tylko kwestia czasu.

Jego towarzysz był zdezorientowany i spanikowany.

Haruhiro znajdował się tuż za nim, więc nie widział jego wyrazu twarzy. Mimo tego było widać, jak bardzo był zdenerwowany.

Dźgnięcie od Tyłu.

Haruhiro po cichu zmniejszył dystans i gładko wsunął sztylet. Biorąc pod uwagę to, że nie widział linii, ostrze łatwo przebiło się przez pancerz i dotarło do ciała.

To nie było śmiertelne trafienie, pomyślał sobie.

Było jednak wystarczająco dobre.

Gdy odskoczył, Yume uderzyła orka trzy razy maczetą. Maczeta była krótsza niż miecz, lecz i tak ważyła dosyć sporo. Nie udało się jej przebić, jednak samo uderzenie wyrządziło sporo szkód.

Przeciwnik zawył.

– Zawiść! – Ranta wyskoczył spoza zasięgu wroga, czego ten się nie spodziewał. Nie zdążył uniknąć.

Ramię. Miecz chłopaka dosięgnął celu, ale z piskiem prześlizgnął się po zbroi orka.

Czy to było celowe?

Ranta nie przeciął twardej, łuskowej zbroi, zamiast tego celując w twarz, obracając broń nadgarstkiem.

To musiał być czysty przypadek. Nie wierzę, że zrobił to celowo.

Miecz chłopaka przeciął pasek podtrzymujący hełm orka, a następnie go zahaczył. Ten spadł z jego głowy.

– Ta-dam! – Ranta miał na sobie poczerniały basinet. Przyłbica była opuszczona, więc jego twarz była skryta, ale pewnie teraz wystawiał język.

W tym momencie używał swojej broni nie tyle do cięcia przeciwnika, co do okładania go. Uderzał go jak szalony.

Ork nie był w stanie długo wytrzymać. Nawet gdy padł, chłopak nie okazał litości. Nie próbował nawet się powstrzymać.

Moguzo użył drugiego Cięcia Dziękczynnego, by ściąć swojego przeciwnika. Jego towarzysz także już się nie poruszał. Gdy tak się tylko stało, Ranta się zatrzymał.

Choco i jej grupa wyglądali na przerażonych. Mimo to Haruhiro nie skrytykował rudzielca. Nie wyglądało to zbyt przyjemnie, lecz Ranta nie popełnił błędu w tym, co zrobił. Nawet jeśli było to okrutne, słusznie wykończył wroga. Żywe istoty potrafią być nieustępliwe. Choć tak łatwo ginęły, gdy ich czas nadszedł, czasem nawet po otrzymaniu śmiertelnego ciosu potrafiły przeprowadzić zaciekły kontratak.

Heh, heh, heh – Ranta uniósł swoją broń. – Zdobyłem swoje vice! W końcu nie jestem prawiczkiem! Brawa dla mnie!

Ma rację, co nie? pomyślał Haruhiro. Dodatkowo bez żadnych ofiar. Merry i Shihoru nie musiały nawet użyć magii.

– Jej! – zawołała Yume, wyskakując w powietrze. – Yume i wszyscy są niesamowici, co nie?!

Ranta wydał z siebie obrzydliwy śmiech.

– Twoje cycki są takie małe, że nie podskakują nawet wtedy, gdy sama skaczesz Hej, nie musiałaś mnie uderzać!

– Powiedziałeś coś, co zasługiwało na cios – odpowiedziała Yume.

– Tak jest! – Moguzo podniósł rękę i skinął głową sam do siebie.

Shihoru uśmiechnęła się z wahaniem, ale wydawała się szczęśliwa.

Merry wyglądała na zadowoloną.

To nie tak, że Haruhiro nie czuł niczego. Czuł. To uczucie – od koniuszków palców, łaskotało jego serduszko i wywracało je do góry nogami, a następnie wznosiło się do jego głowy i odurzało go. Szczerze mówiąc, przez chwilę się tym rozkoszował.

Niesamowite – wymamrotał Pan Uprzejmy z drużyny Choco.

To są właśnie nasi senpai – powiedział Śmieszek. Słowa te mogły zabrzmieć sarkastycznie, choć to raczej nie była jego intencja.

– Uratowaliście nas – Pan Kapłan siedział na ziemi. Wyglądał na dosyć przestraszonego.

– Łał – powiedziała Pani Krótkie Włosy. Wyglądała na lekko zbitą z tropu.

Choco patrzyła na Haruhiro. Podobnie jak Pan Krótkie Włosy, była oszołomiona. Jej usta były lekko rozchylone.

To nie było złe uczucie.

Wtem poszedł Pan Wysoki i wszystko zepsuł.

– Cóż, wszędzie tam zabijają orków.

– Heeeeeeeeeeeeej! – Ranta wycelował czubek swojego przesiąkniętego krwią miecza w jego stronę. – Słuchaj typie! Nie dobijaj faceta, gdy jest z siebie dumny! Za kogo ty się uważasz, Stary Zrzędo?

Nie jestem aż tak stary – odpowiedział mężczyzna. – A kto to ma być? Ten Stary Zrzęda?

– Niby ja to powinienem wiedzieć? – odparł Ranta.

– Ty to powiedziałeś.

– Zamknij się! Po prostu się zamknij! To, że jesteś trochę wyższy, wcale nie znaczy że!

– Ranta! Dosyć! – wykrzyknął Haruhiro.

Pan Wysoki także wkurzył Haruhiro, ale nie mieli na to czasu. Pognał do miejsca, w którym zrzucili drabiny i tarcze.

Musimy iść! Potrzebują drabin! – wrzasnął.

W pośpiechu przypiął tarcze do swoich pleców i ponownie podniósł drabinę. Niewielka liczba ochotników zbliżała się już do muru.

Haruhiro i pozostali pobiegli.

Ekipa Choco podążyła za nimi.

Mijane przez nich obozy były niezamieszkane. Widzieli jedynie trupy orków.

Wydawało mu się, że Yume powiedziała 'Ały…’, ale to nie było to. To było raczej 'Strzały!’

Orkowie ustawili się w szeregu na murze, z napiętymi łukami w pogotowiu. Nie, nie tylko w pogotowiu. Strzelali.

– Cholera! – krzyknął Haruhiro. – Tarcze! Strzały! Unieście tarcze!

Strzały posypały się w dół. Haruhiro używał swojej tarczy niczym parasola. Trudno było nieść w tym samym czasie drabinę, ale nie miał wyboru. Choć atak nie był zbyt intensywny, czasem leciały w ich stronę. A trafienie, może oznaczać śmierć.

– Drabiny! Szybko! – krzyczeli ochotnicy przy murze.

– Się robi! – odkrzyknął Ranta, ale Haruhiro powstrzymał go, nim ten zdążył popędzić do przodu.

– Najpierw musimy je złożyć! – wrzasnął do niego.

Och! Racja!

– Merry, Yume, Shihoru, użyjcie tarcz! – zawołał do dziewczyn.

Kazał całej trójce ustawić się z tarczami obok siebie, a następnie zaczęli za nimi składać drabiny. Musiał dopasować je do siebie i wbić w nie gwoździe. Ręce mu się trzęsły. Jedna ze strzał przebiła tarczę, a Shihoru wydała z siebie krótki jęk bólu. Haruhiro nie dawał sobie z tym rady.

– Daj mi to! – Moguzo wyrwał mu młotek z rąk, wbijając gwoździe jeden po drugim. Pchnął i pociągał za drabinę.

Chyba jest dobrze Tak myślę.

– Gotowe, idziemy! – zawołał Haruhiro.

Gotowe drabiny miały ponad cztery metry długości. Nie mogły być przenoszone przez jedną osobę. Haruhiro i Ranta wzięli jedną z nich, zaś Moguzo i Yume drugą.

Orkowie byli zdesperowani. W miarę zbliżania się do murów, liczba strzał rosła. Intensywność wzrastała. Strzały przebijały się przez ich tarcze.

Hej, chwila czy to nie my jesteśmy celem ataku?! pomyślał Haruhiro.

– Och, cholera, cholera, cholera, cholera! – wrzasnął.

– Łoa! To przerażające! – krzyknął Ranta.

– Hunnnnnnnnnnnngh! – chrząknął Moguzo.

– Iiiiiiiik! – krzyknęła Yume.

W-wszyscy, dajcie z siebie wszystko – zawołała Shihoru.

– Wszystko w porządku! Mamy tarcze! – krzyknęła Merry.

Nie zatrzymuj się, pomyślał Haruhiro. Nie możemy się zatrzymać. Jeśli przestaniemy iść choćby na sekundę, prawdopodobnie nie będziemy w stanie iść naprzód. Wszystko na raz. Musimy zrobić to wszystko na raz.

Krzycząc co sił w płucach, ruszyli naprzód. Czuli, że w każdej chwili mogą się potknąć, lecz wnieśli drabinę na kolczasty mur.

Ochotnicy ryknęli jak jeden mąż. Powietrze zatrzęsło się i zadrżało. To było jak okrzyk zwycięstwa. Przyjemne uczucie, silniejsze niż przy zabiciu orka.

Jak to? Jak to?! Udało mi się! Naprawdę mi się udało! Patrzcie! Spójrzcie tylko! Czy to właśnie jest ten słynny zastrzyk endorfin?

– Ruchy! – Renji odepchnął Haruhiro na bok. Próbował wspiąć się po drabinie. Nie miał tarczy. Mimo tego, że zaraz nad nim mierzyli orkowie z łukami.

On się nie boi?, pomyślał. Ma jaja.

– Wstrzymaj się Renji! – Usłyszeli krzyk Brikusia. – Nie musimy się tak śpieszyć!

Znowu powietrze zatrzęsło się i zadrżało.

Tym razem to nie było tutaj, pomyślał Haruhiro. Skąd to się wzięło? Czy to Siły Dzikiego Orła przy zachodnim murze? A może to tak czy inaczej, to nie były ludzkie głosy. Prawdopodobnie byli to orkowie. Wściekły ryk. Ta masa dźwięku sprawiła, że niebo i ziemia zadudniły. Czy to mogło być

– Z głównej bramy?! – krzyknął Haruhiro.

 

<<Poprzedni rozdział

Kolejny rozdział >>