Rozdział 2: Nijaki przewodniczący


Rozdział 2: Nijaki przewodniczący

 

 

 

– …tak było! Nie zmyślam! – Jego podekscytowanie wcale nie zmalało, gdy w rogu Tawerny Sherry’ego opowiadał swoim towarzyszom całą historię.


Tak naprawdę w pewnym momencie zauwaĹźył, Ĺźe słuchają go nie tylko Ranta, Moguzo, Yume, Shihoru i Merry, ale takĹźe inni ludzie pijący przy pobliskich stolikach, więc poczuł się lekko zawstydzony.


Przeczyścił gardło.


– Byli po prostu zdumiewający. Renji i jego druĹźyna. Tak naprawdę sam Renji był juĹź niezwykły. Ten ork, Ish Dogran, teĹź był dość twardy. Do pewnego momentu nawet myślałem, Ĺźe wygra. Ale tak naprawdę byłem w błędzie. Renji walczył tak, by wyglądało na to, Ĺźe lada chwila moĹźe zginąć. Po prostu wszystkich nas oszukał. Byłem przekonany, Ĺźe nie moĹźe uĹźywać swojej lewej ręki. Ish Dogran teĹź dał się na to nabrać.


– Whoa! – Ranta zmierzwił swoje kręcone włosy. – Czyli wykorzystał sytuację na swoją korzyść kiedy było tego najbardziej trzeba! Ale chłop ma jaja, nie mogę w to uwierzyć! Cholera, cholera, cholera! TeĹź tak chcę! TeĹź tak zrobię, obiecuję! Na sto procent!


– No dobrze, droga wolna. Jak się nie uda, to Ĺźadnej straty nie będzie, nie? – Yume spojrzała na niego chłodno.


– Tak jakby mi się nie udało! Oczywiście, Ĺźe mi się uda! Gwarantuję ci, Ĺźe to będzie wielki sukces!


Shihoru, ktĂłra koniec końcĂłw była zmuszona kupić nowy kapelusz, zwrĂłciła się do niego zirytowana:


– …Na jakiej podstawie to mĂłwisz…?


– Co? Podstawie? No wiesz… – Zastanawiał się, lecz najwidoczniej zabrakło mu pomysłu. – Kretynko, nie potrzebuję Ĺźadnej przeklętej podstawy! Wystarczy  jedynie pewność siebie! Powiedzenie z przekonaniem “tak, mogę to zrobić”! Musisz to mieć!


– TakĹźe sądzę, Ĺźe pewność siebie jest potrzebna. – Merry podniosła swĂłj porcelanowy kubek do ust, a następnie wzięła krĂłtki oddech.


– Co nie?! To jest właśnie Merry! Ona rozumie, bo walczy dłuĹźej od kogokolwiek z was! Jest inna! Nie jest małą płotką jak wy!


– Zbytnia pewność siebie zabija. – Dała mu nieme, acz powaĹźne spojrzenie.


– Urkh… – Ranta nie był na to gotowy.


Oczywiście nie miał prawa mieć Ĺźadnej riposty w zanadrzu, poniewaĹź słowa Merry były dla nich aĹź nazbyt prawdziwe. Jej pierwsza druĹźyna poczuła się zbyt pewnie, za co przyszło im słono zapłacić. Straciła wtedy trĂłjkę swoich towarzyszy.


– A-ale… – wymamrotał Moguzo. Pomimo Ĺźe bardzo kochał swĂłj hełm, tym razem leĹźał on na stoliku. – S-są naprawdę zdumiewający. Serio. Renji i jego druĹźyna. Pomimo Ĺźe pojawili się tu w tym samym czasie co my, to teraz są od nas o niebo lepsi…


Kiedy juĹź Haruhiro skończył raczyć wszystkich “Legendą Renjiego”, niektĂłrzy klienci podchodzili do niego z uśmieszkami na twarzy, klepiąc go po ramieniu i mĂłwiąc coś w stylu: “Pracuj ciężko, ZabĂłjco GoblinĂłw”, a następnie odchodząc.


– …Cholera, dupki. – Ranta cmoknął z niezadowoleniem. – Robią sobie z nas jaja!


– Spokojnie, spokojnie. – Yume oparła się łokciami o stół i zatopiła swoją twarz w dłoniach. – Yume sądzi, Ĺźe powinniśmy po prostu robić wszystko we własnym trampie.


– Tempie, nie trampie. – Haruhiro łagodnie ją poprawił, a następnie przytaknął. – I tak, zgadzam się z Yume. No wiecie, jak zobaczyłem go w akcji… Nie mogłem się powstrzymać przed myślą: “Ach, jest po prostu ulepiony z innej gliny niĹź my”. Nawet gdybyśmy prĂłbowali, nie potrafilibyśmy go imitować, a będąc szczerym, to nie jest dla nas nawet dobrym punktem odniesienia…


– …Jeśli będziemy nieostroĹźni… – Shihoru spojrzała w dół, marszcząc brwi, tak jakby chciała jeszcze coś dodać.


Być moĹźe go wspomina. Cennego towarzysza, ktĂłrego Haruhiro i pozostali utracili.


– …Gdyby stało się coś, czego nie moĹźna naprawić, wszystko pĂłjdzie na marne…


– Mierzycie zbyt nisko! – Ranta wskazał palcem Yume, potem Haruhiro i Shihoru, jedno po drugim. – Jesteście kurczakami?! Kto nie ryzykuje, ten nie zyskuje, nie mam racji?! Bez ryzyka nie ma zabawy! Małe ryzyko to małe zyski, jeśli chcecie mierzyć wysoko, musicie być przygotowani na najgorsze!


Haruhiro poczuł się przez te słowa uraĹźony.


– Minimalizowanie ryzyka przy jak największym zysku powinno nam wystarczyć. Radzimy sobie nieĹşle w ten sposĂłb.


– NieĹşle… – zadrwił chłopak. – Po prostu to powiem. Jedyne co nieĹşle nam wychodzi, to chodzenie w kółko, zamiast przejść do samego sedna. Łapiesz? Rozumiesz to? Chłopie, rozejrzyj się.


– Co? Rozejrzyj się…? – Popatrzył po ludziach siedzących w przybytku.


Teraz, gdy Ranta o tym wspomniał, Haruhiro rzeczywiście zauwaĹźył, Ĺźe ze wszystkich ochotnikĂłw przebywających tutaj, to oni wyglądali na największych obdartusĂłw.


To było coś, czego nie mogli tak po prostu zmienić; ich ekwipunek był w większości z drugiej ręki. Zamieszkiwali miejsce, gdzie nie moĹźna było porządnie zamknąć własnych pokoi, więc cenne rzeczy musieli zabierać zawsze ze sobą. Z tego powodu zawsze ubierali się tak samo, bez znaczenia czy byli w karczmie, czy na polowaniu w Damuro. Po prostu byli na swĂłj sposĂłb ohydni.


– W ogĂłle o tym myśleliście? – Stuknął palcem wskazującym o blat stołu. – “Jesteśmy świeĹźakami, a Renji od początku był na całkiem innym poziomie, więc nic na to nie poradzimy”, o to chodzi? PozwĂłlcie mi coś powiedzieć: wszystko się zmienia, łapiecie?


Moguzo nachylił się, spoglądając na niego z dołu.


– …Jak to wszystko?


– Z tego co słyszałem, przybyli jacyś nowi. Grupka przed nami liczyła tylko trzy osoby. To niewiarygodne, ale nie kupili jeszcze swoich odznak. Grupa dziwakĂłw, nikt nie wie, co teraz robią. Nasza grupa liczyła dwanaście osĂłb, prawda? Najwidoczniej tym razem jest ich jeszcze więcej. Wszyscy są teraz w gildiach i pobierają początkowe szkolenia, niedługo będą pewnie je kończyć. W końcu utworzą druĹźyny, a moĹźe nawet przyjdą do Damuro.


– Nic w tym złego. – Yume nadęła policzki. – Jeśli wielu przyjdzie, to wielu przyjdzie. Yume myśli tylko nad tym, co się stanie z naszą grupą, jak coś pĂłjdzie nie tak. Czy wszyscy nie mogliby ze sobą współpracować, Ĺźeby zająć się większymi grupkami gobusiĂłw?


MoĹźna było tak na to patrzeć… ale—Haruhiro nie mĂłgł patrzeć na przybycie nowych w tak pozytywnym świetle jak Yume.


Nie biorąc pod uwagę Merry, Haruhiro i jego towarzysze byli najświeĹźszymi ochotnikami. Nieuniknionym więc było, Ĺźe ich grupa jest jeszcze mała i słaba.


Ranta miał rację. Był tego świadom.


JednakĹźe to się zmieni. WkrĂłtce przybędą nowi, ktĂłrzy będą deptać nam po piętach. Jeśli nie będziemy się starać, prześcigną nas. Czy nie będzie to Ĺźałosne…?


– Myślę, Ĺźe nie ma co się spieszyć… – powiedziała Merry, tak jakby wyczuwając, co chodzi po głowie Haruhiro.


—Jasne… Ma rację,
pomyślał. Jak się człowiek spieszy, to się diabeł cieszy. MoĹźemy robić jedynie to, co potrafimy. Ci, ktĂłrzy potrafią przeskakiwać schodki, Ĺźeby wspinać się szybciej, niech sobie to robią, ale nie wygląda na to, byśmy byli do tego zdolni. Gdybyśmy sprĂłbowali i zawiedli, skończylibyśmy co najmniej z drobnymi ranami, ale tak naprawdę rĂłwnie dobrze moglibyśmy zginąć.


Nie powinniśmy się spieszyć, lecz iść krok po kroku, powoli. Ale—
Haruhiro miał pewne wątpliwości. Ale czy naprawdę tak robimy? Być moĹźe wcale się nie wspinamy, lecz maszerujemy w miejscu…?


– Mam pomysł. – Nie mĂłgł nikomu spojrzeć w oczy, więc gapił się w blat stołu. – …To tylko pomysł, ale przecieĹź nie moĹźemy do końca Ĺźycia polować na gobliny, więc moĹźe sprĂłbujemy czegoś innego… To dobry pomysł, co nie? Nie musimy od razu całkowicie zmieniać miejsca naszych polowań. Ale zajmując się cały czas tą samą rzeczą, moĹźemy popaść w rutynę, a z tego powodu moĹźemy popełnić błędy. Potrzebujemy jakiegoś nowego impulsu… Ale to tylko pomysł.


– Haruhiroooo. – Ranta uśmiechnął się od ucha do ucha. – Choć raz gadasz z sensem. Raz na jakiś czas ci się zdarza. Oczywiście jestem za!


– No cóş, więc Yume jest przeciwko.


– Ja też… – powiedziała Shihoru.


Widać było, Ĺźe Ranta się załamał, gdy sprzeciwiły się temu pomysłowi tak szybko.


– Muh… – Moguzo zrobił ciężką do określenia minę. Pogrążył się w myślach.


A co z Merry?
Haruhiro nie potrafił nic wyczytać z jej wyrazu twarzy, ani z gestĂłw. Nie miał zielonego pojęca, co myśli.


– To nie był plan… – kontynuował, drapiąc się z tyłu głowy. – Po prostu pomysł, tak jak powiedziałem. Ja tak to widzę. Odwiedziliśmy prawie kaĹźdy kąt w Damuro, więc pojawia się problem, co robić dalej.


– Co robić dalej? – Yume złapała swoje warkocze i oplotła nimi szyję. – Yume wystarcza to, co jest teraz, pĂłki dajemy sobie radę. Czy robienie tego samego codziennie jest czymś złym? Ostatnio nie wpadamy juĹź w Ĺźadne kłopoty, a nawet odkładamy trochę pieniędzy. Yume nie ma na co narzekać.


– A gdzie chęci na samodoskonalenie się? – Cmoknął Loczek. – Nie jesteś juĹź nawet człowiekiem. Świnią, tym jesteś. Świnią.


– Prosiaczki są słodkie! Ale prosiaczki dorastają i stają się świniami, a one nie są juĹź takie słodkie… Więc Yume sądzi, Ĺźe w porządku jest, aby prosiaczki pozostały prosiaczkami.


– Co? O czym ty gadasz? Jakie znowu prosiaczki? W ogĂłle tego nie Ĺ‚apię.


– Nie Ĺ‚apiesz tego, bo jesteś głupek, Ranta. To nie wina Yume.


– Nie zwalaj winy na innych! Nie jestem głupkiem! Jeśli ktokolwiek jest tutaj głupkiem, to jesteś właśnie ty!


– Głupek, głupek, głupek.


– Ty…!


– P-przestańcie… – Moguzo starał się ich powstrzymać, ale była to dość powściągliwa prĂłba, więc nie przyniosła Ĺźadnego efektu.


Haruhiro podniĂłsł drewniany kubek do ust, Ĺźeby wziąć łyk lemoniady.
Czy za bardzo się spieszę? Nie mogę temu zaprzeczyć. Oczywiście, Ĺźe tak. Renji i jego druĹźyna jest na kompletnie innym poziomie, nie mam nawet ochoty, by prĂłbować im dorĂłwnać. Nie chciałbym nawet prosić, by być jak oni, ale jeśli zapytałby mnie ktoś czy taki stan mnie satysfakcjonuje, no cóż… powiedziałbym, Ĺźe nie jestem pewien. Jeśli przyjdą nowi i nas wyprzedzą, to nie sądzę, by mi się to podobało. Troszeczkę by mnie to gryzło. Ba, byłby to cios w serce.


Ale rozumiem, co Yume ma na myśli.


Jaki mamy cel? Po prostu przeĹźyć, tak naprawdę. Ĺťyć dalej. Tak dobrze, jak to tylko moĹźliwe.


Teraz, kiedy juĹź kupiliśmy swoje odznaki, moĹźemy uĹźywać pensjonatu za darmo. Jest w marnym stanie, ale moĹźliwość snu z dachem nad głową to waĹźna sprawa. Jeśli uwaĹźnie będziemy wybierać miejsca, gdzie jemy, będziemy mogli na tym zaoszczędzić. Jeśli będziemy musieli na czymś zaoszczędzić, jest na to wiele sposobĂłw… Ale ja się duszę. Chcę mieszkać w czymś lepszym. Gdybym mĂłgł wynająć pokĂłj z zamkiem, byłoby wspaniale. Miałbym miejsce, w ktĂłrym bez obaw mĂłgłbym zostawić swoje rzeczy. MĂłgłbym mieć ich więcej.


Jeśli dalej będziemy chodzić do Damuro i oszczędzać, w końcu pewnie uda nam się na to uzbierać. Nie musimy się forsować. Co, jeśli się przeliczymy i stanie się coś złego?


Możemy umrzeć.


Nie.


Nie “możemy”.


Po prostu umrzemy.


—Manato.


Nie chcę dopuścić do kolejnej śmierci. Nie chcę znĂłw przez to przechodzić. Musimy być ostroĹźni.


Pomimo tego, czy to w porządku? Kiedy o tym pomyślę, odkąd kupiliśmy odznaki, nie nauczyliśmy się Ĺźadnych nowych umiejętności ani nie kupiliśmy Ĺźadnego lepszego uzbrojenia, po prostu chodzimy bez sensu tam i z powrotem do Damuro.


Pomściliśmy Manato, zabijając opancerzonego goblina i hobgoblina. Po tym kupiliśmy odznaki, a jedną z nich ofiarowaliśmy na jego grĂłb.


Mieliśmy cel, ktĂłry nas napędzał. Czuliśmy napięcie, chęć doskonalenia się, to, o czym mĂłwił Ranta. Musieliśmy stać się silniejsi, nauczyć się lepiej walczyć, bo w innym przypadku nie osiągnęlibyśmy go. Te dni się jednak skończyły.


Misja zakończona powodzeniem.


Tak to teraz ma wyglądać? Czy wszyscy stracili przez to ikrę? Czy mogę być pewny, Ĺźe to nie jest powĂłd tego wszystkiego?


MoĹźe status quo jest wygodny, ale jeśli sądzimy, Ĺźe stanie w miejscu jest proste, Ĺźe to najłatwiejsza droga, to czy nie przyniesie nam to zguby?


– …Um, nie sądzicie, Ĺźe pora wracać? – zaproponowała niepewnie Shihoru.


Nikt nie miał Ĺźadnych przeciwwskazań, więc zaczęli się zbierać.


Merry poĹźegnała się z nimi, gdy tylko opuścili przybytek.


Kiedy pozostała piątka była w drodze do pensjonatu, Haruhiro nagle się zatrzymał.


– …Ach. Wróćcie beze mnie. Muszę jeszcze coś zrobić…


– Coś zrobić? – Yume zamrugała kilkakrotnie. – Niby co?


– Um… Uch, łazienka! Muszę skoczyć do Ĺ‚azienki. Nie wytrzymam, pĂłki wrĂłcimy, dlatego…


– Co, chcesz się wyszczać? – parsknął Ranta. – Załatw się gdzieś tutaj. Poczekamy.


Czemu właśnie teraz Ranta musiał okazać swą Ĺźyczliwą stronę, ktĂłrej tak naprawdę wcale nie posiadał? Prawdopodobnie zrobił to nieumyślnie, ale zdenerwowało to Haruhiro.


– Nie będę załatwiał się na zewnątrz – odpowiedział. – Znajdę gdzieś sklep i szybko tam skorzystam.


– Ach, jakiś ty dystyngowany.


Po odesłaniu Ranty, ktĂłry go zirytował, a takĹźe reszty swoich towarzyszy, Haruhiro skierował się drogą, ktĂłrą przed chwilą szli.


Kiedy wszedł z powrotem do Tawerny Sherry’ego i rozejrzał się wokoło, odnalazł wzrokiem Merry siedzącą na końcu szynkwasu. Prawdę mĂłwiąc, gdy odwrĂłcił się zaraz po tym, jak się rozdzielili, wydało mu się, Ĺźe dojrzał jak dziewczyna wchodzi z powrotem do przybytku.


Podszedł do niej i wskazał na miejsce obok.


– Merry. Mogę tutaj usiąść?


– Nie ma problemu. – Wyglądała na trochę zaskoczoną, ale przytaknęła. – Czy nie szedłeś przypadkiem do pensjonatu?


– MĂłgłbym zapytać o to samo. – Usiadł obok niej, uśmiechając się lekko. – Co pijesz? Jakiś alkohol?


Spojrzała w dół zawstydzona, przyciągając do siebie porcelanowy kubek.


– MiĂłd pitny. Uznałam, Ĺźe wypiję jeszcze jeden.


– MiĂłd pitny… alkohol z miodu, tak? MoĹźe teĹź sprĂłbuję.


Kiedy juĹź zapłacił i zamĂłwił napĂłj u jednej z kelnerek, okazało się, Ĺźe nie jest w stanie wydusić z siebie ani słowa.


Przyszedłem tutaj, by ją znaleźć. I tak, rzeczywiście tutaj jest, ale… Muszę o czymś z nią pogadać, muszę zapytać ją o radę. Chciałem zapytać, ale to coś, o czym ciężko mĂłwić, gdy dookoła jest tyle osĂłb. Nawet bez nich byłoby ciężko.


Kelnerka przyniosła mu kubek. NapĂłj nie był koloru miodu. Być moĹźe coś do niego dodawali, bo miał lekko czerwony odcień. Wziął łyk. Był słodki, goryczka była ledwo wyczuwalna.


– Słyszałam, Ĺźe dodają tutaj syropu malinowego – wyjaśniła Merry.


– Ach, więc to tak – odpowiedział. – Faktycznie da się to wyczuć. Dobre.


– Co jest?


– Taaaaa…


Koniec końcĂłw, nie potrafił sam zacząć tej rozmowy.
Jestem beznadziejny, pomyślał. Muszę się zmienić.


– Merry, byłaś dotąd w wielu druĹźynach, prawda? Mam parę pytań. Ach…


Skrzywiła się. Tak to właśnie wyglądało.


Spieprzyłem,
zauważył.


Nie odcięła się całkowicie od swojej przeszłości; nie było w niej ani śladu wiecznie uśmiechniętej osoby, ktĂłrą kiedyś była. Lecz pomimo tego starała się. Jeśli chciała zapomnieć o tym co było, nie było dziwnym, Ĺźe tak zareagowała na te słowa.


Nie powinienem o tym wspominać.


Merry jednak lekko skinęła głową.


– Nie martw się o mnie. Wszystko jest w porządku.


– …Na pewno? Jeśli się zmuszasz, to niedobrze… nie chciałbym tego. Uch, chwila, to ja o tym wspomniałem, więc to trochę dziwne, Ĺźe teraz tak mĂłwię.


– O co chcesz zapytać? – Jej twarz lekko zesztywniała albo po prostu takie moĹźna było odnieść wraĹźenie.


MoĹźe Haruhiro zbyt duĹźo o tym myślał, ale gdyby teraz przerwał rozmowę, byłoby to straszliwie dziwne.


– Zastanawiałem się, co sądzisz o naszej druĹźynie? W sensie, do czego jesteśmy zdolni. Nie, tak naprawdę, to chcę wiedzieć co sądzisz o tym, co robię.


– A co ty o tym myślisz, Haru?


– Cóş, moĹźe to dziwne, Ĺźe ja to mĂłwię, ale jestem liderem lub coś w ten deseń?


– Coś w ten deseń? Jesteś liderem?


– …MoĹźe jestem liderem. Czy byłem w tym wystarczająco dobry?


Merry spuściła wzrok, zastanawiając się chwilę, nim otworzyła usta.


– Z mojego doświadczenia, liderzy dzielą się z grubsza na dwie grupy.


– Jakie to grupy?


– Dyktator i przewodniczący. Dopiero wymyśliłam te nazwy, więc się nad nimi zbytnio nie zastanawiaj.


– Dobra. Dyktator… Coś w stylu “jestem silny” i ciągną wszystkich za sobą. Coś w ten deseń?


– Tak. Zazwyczaj mają silną osobowość, a takĹźe zdolność zmuszania ludzi, aby spełniali ich żądania bez Ĺźadnych obiekcji. DruĹźyna robi to, co tylko zechcą. Ktokolwiek, kto się z nimi nie zgodzi zostanie ukarany albo wydalony, więc niezadowoleni z takiego obrotu spraw szybko opuszczają takie druĹźyny.


Renji pasuje do tego opisu,
pomyślał Haruhiro. Jestem prawie pewny, Ĺźe nikt nigdy nie podwaĹźał jego decyzji.


– Przewodniczący są inni… W jaki sposĂłb? Niwelują róşnice? – zapytał.


– Tak. PoniewaĹź są lubiani i umieją rozmawiać, skłaniają wszystkich wokół do tego samego punktu widzenia. Nie muszą być wcale silni. Czasami wygląda na to, Ĺźe są liderami tylko na pokaz. NiektĂłrzy na pierwszy rzut oka mogą się zastanawiać, dlaczego takie osoby są na czele. JednakĹźe nawet jeśli w druĹźynie jest jakiś konflikt, taka osoba potrafi go bezproblemowo rozwiązać.


– Rozumiem. Dyktator i przewodniczący. Hmm. Jestem…


Zdecydowanie nie dyktatorem. Więc jestem przewodniczącym? Ale przecieĹź nie jestem zbytnio lubiany, w dodatku kiepski ze mnie mĂłwca. Nie moĹźna nazwać mnie unikalnym, nie mam mocnego charakteru, nie mam teĹź siły, by zmusić innych do posłuszeństwa. Brakuje mi wszystkiego, czego potrzeba do zostania dyktatorem, więc jeśli mam aspirować do ktĂłregoś rodzaju, powinien być to przewodniczący. Myślę, Ĺźe to podsumowuje wszystko.


Ciekawe jak było z Manato? Było widoczne, Ĺźe jest na samym szczycie druĹźyny. Jednak nigdy nie zmuszał nas, byśmy za nim podążali. Po prostu go słuchaliśmy, pozwoliliśmy mu, by nami kierował.


– …Czy jest jeszcze coś pomiędzy dyktatorem, a przewodniczącym?


– Powiedziałam, to tylko luĹşny podział. Nie są to Ĺźadne ściśle określone kategorie. Kiedy ktoś moĹźe być archetypowym dyktatorem, ktoś inny moĹźe mieć cechy dyktatora i przewodniczącego, wykorzystując je adekwatnie do sytuacji.


– Po prostu kaĹźdy jest inny, tak?


– Tak. Przepraszam, jeśli to zbytnio nie pomogło.


– Nie, to nie prawda. Wybierając między tymi dwoma, byłbym przewodniczącym, prawda? Gdybym miał się w ogĂłle określić.


– Tak sądzę.


– Hmm… – Haruhiro spojrzał na sufit. – Jako przewodniczący chciałbym, Ĺźeby wszyscy byli bardziej asertywni. “Ja chcę to”, “ja chcę tamto”. Albo â€œpowinniśmy to zrobić”. W naszej grupie jedynie Ranta mĂłwi prosto z mostu. Reszta z nas, wliczając w to mnie, jest pasywna. Po prostu idziemy z nurtem.


– Czujesz się zagubiony?


– Nie powiem, Ĺźe nie. Ach, często nie wyraĹźam się jasno, tak jak właśnie teraz.


Usta Merry lekko się rozluźniły.


Ona,
pomyślał chłopak z odnowionym podziwem, jest naprawdę piękna.


I właśnie siedział z nią, sam na sam.


Kiedy tak o tym pomyślę, czuję się dziwnie. Niekomfortowo. Czy naprawdę powinienem z nią tutaj siedzieć? Zaczynam myśleć, Ĺźe to nieodpowiednie dla mnie, bym był tutaj z nią.


– …tak jakby “nikt cię tutaj nie zaprosił”? – wymamrotał.


– MĂłwiłeś coś? – zapytała.


– Co? Słyszałaś coś? MoĹźe tylko ci się wydawało…? – Sztucznie się uśmiechnął.
Ups, wymsknęło mi się. Muszę się ogarnąć i być bardziej opanowany. Jako lider druĹźyny muszę się poprawić.


To nie tak, Ĺźe chcę to robić.


To wcale nie tak, Ĺźe jestem liderem, bo tego chciałem. Robię to tylko dlatego, Ĺźe nie miałem wyboru.


– O tym, co mĂłwiłeś wcześniej – powiedziała. Merry prawdopodobnie starała się być taktowna.


Zmuszał ją, by była taktowna.


– Ach tak, racja. – Przybrał bardziej powaĹźną minę. – Co takiego powiedziałem?


– O zmianie miejsca naszych polowań.


– Och. Yume i Shihoru się nie zgodziły, a potem gadaliśmy o niczym… Wszystko dzięki Rancie. Cholera.


– PĂłki nie będziemy się za bardzo spieszyć, myślę, Ĺźe to nie jest taki zły pomysł.


Cóş, tak naprawdę to trochę się spieszę.
Chciałby to powiedzieć, ale zachował to dla siebie. Nie chciał pokazać Merry, Ĺźe jest słaby. Ale mogło być na to za późno.


– Rozumiem. Cóş, jeśli mielibyśmy pĂłjść gdzieś indziej, co byś zaproponowała?


Wyglądało na to, Ĺźe miała juĹź przygotowaną odpowiedĹş.


– Kopalnia Cyrene – odpowiedziała szybko i krĂłtko, nie pokazując niczego po sobie.


Haruhiro prawie powiedział,
Ale czy to nie tam, gdzie—, jednak w ostatniej chwili ugryzł się w język. To nie tam umarli twoi towarzysze? Walczyliście z niebezpiecznym koboldem zwanym Plamy Śmierci czy coś takiego i trĂłjka z was przypłaciła to Ĺźyciem.


Jeśli dobrze pamiętam, czy nie byli to wojownik Michiki, złodziej Ogu i mag Mutsumi? Co się z nimi potem stało? NiemoĹźliwym było odzyskać ich ciała, prawda?


Jeśli nie zostali skremowani, to klątwa NieĹźywotnego KrĂłla sprawiła, Ĺźe…


Czy powinienem o tym mĂłwić? Czy lepiej nie ruszać tego tematu?
Haruhiro nie mĂłgł się zdecydować.


W końcu wypytał Merry o wiele rzeczy związanych z koboldami i kopalnią Cyrene, a następnie opuścił budynek. Była juĹź noc.


W drodze do pensjonatu Ĺźałował wszystkiego, co się tak naprawdę zdarzyło, przez co dokuczał mu nieprzyjemny, gorzki posmak w ustach.


Jestem nijaki…


Pomimo tego to nie była decyzja, ktĂłrą musiał podjąć juĹź teraz. Miał czas, by się nad tym bardziej zastanowić i wszystko przemyśleć.


Taki był jego plan, lecz nie był w stanie nim podążać.

 

 

 

<<Poprzedni rozdział

Kolejny rozdział >>