Rozdział 17: Kłamstwo oraz wczoraj, dzisiaj i jutro


Rozdział 17: Kłamstwo oraz wczoraj, dzisiaj i jutro

 

 

 

– Hej, Harucchi! Słyszałem, słyszałem, pokonanie Plam Śmierci jest super! Sam chyba jestem aĹź zazdrosny! Jej, zazdrosny!


Kiedy tak pili sobie w Tawernie Sherry’ego, podszedł do nich Kikkawa, tak głośny i irytujący jak zawsze. Dzięki przechwałkom Ranty wszyscy wiedzieli, Ĺźe Haruhiro i jego grupa pokonała
te Plamy Śmierci.


Cóş, nie Ĺźebym narzekał. Nawet jeśli był to czysty fart, to jednak go zdjęliśmy, a to zdecydowanie lepsze niĹź przydomek ZabĂłjcĂłw GoblinĂłw.


– Achhh. Dzięki bogom. – Yume połoĹźyła głowę w swoich ramionach na stole, wzdychając. – Szczerze to Yume myślała, Ĺźe juĹź po nas.


– T-tak – powiedział Moguzo, brzmiąc nieco śpiąco. – To było naprawdę niebezpieczne…


– …I pewien ktoś musiał zrobić coś szalonego. – Shihoru spojrzała z urazą na Haruhiro.


– Nie, to było, no wiesz… – Podrapał się po głowie i kaszlnął, by oczyścić gardło. – …Taa. Zastanowię się nad swoim zachowaniem. Przepraszam.


– Co…? – Shihoru w dziwny sposĂłb spuściła głowę. – T-to był Ĺźart. Wcale cię nie obwiniałam, tak naprawdę ja…


– Gdyby pan Haru nie zatrzymał Ścian Śmierci, Yume i pozostałych dotknęłaby wzajemna obstrukcja – nuciła w zadumie dziewczyna.


– …Yume. Wzajemna destrukcja, dobra? Nie wzajemna obstrukcja. – Haruhiro musiał ją poprawić.


Lekko zdziwiona przechyliła głowę.


– Co? Wzajemna konstrukcja?


– Nie, Ĺşle. Nie â€œkon”, “des”. Do tego nie Ĺšciany Śmierci, a Plamy Śmierci.


– Och. Naprawdę? To takie trudne.


– Jednak! – oznajmił Moguzo, wskazując na wyglądający niczym nóş miecz, ktĂłry miał przy boku. – Wszystko dobre, co się dobrze kończy, jak to mawiają…


– To prawda. Nawet zdobyłeś sobie nową broń i w ogĂłle.


– Racja… – Przytaknęła Shihoru. – Ten półtorak był juĹź trochę zniszczony.


– Co nie? – Moguzo miał szeroki uśmiech na twarzy. – Co powinienem zrobić? Chodzi o nazwę dla tego miecza. Zastanawiałem się jak go nazwać, ale nie mogę na nic wpaść…


Yume zaoferowała nazwę “Nóş do krojenia mięsa numer 1”, lecz Shihoru z rezerwą odmĂłwiła.


Moguzo chyba chce mu nadać jakąś fajną nazwę, ale co jest fajne? Egzekutor Zewnętrznych Płomieni czy coś takiego?


Haruhiro zdecydował się nie wypowiadać nazwy, ktĂłrą wymyślił.
Z jakiej strony by nie patrzeć, ta nazwa była okropna. Nie ma naprawdę czegoś fajnego?


Ranta bawił się z Kikkawą. Opowiadali wspĂłlnie innym ochotnikom historie o ich bohaterskich wyczynach w walce z Plamami Śmierci. W jakiś sposĂłb brzmiało to tak, jakby Kikkawa był tam razem z nimi, a Haruhiro nie był pewny, czy jest mu w tej sprawie wszystko jedno.


Chwilkę wcześniej Merry powiedziała, Ĺźe idzie porozmawiać z Hayashim i skierowała się na piętro. MoĹźe pomoĹźe to jej w końcu pogodzić się ze swoją przeszłością.


Haruhiro wziął łyk piwa, krzywiąc się lekko.
Gorzkie.


Cieszę się, Ĺźe nikt nie musiał umrzeć. Czuję ulgę, Ĺźe sam zdołałem przetrwać. Lecz w głębi duszy wciąż nie mogę w pełni tego docenić. Czy to dobrze? Czy nie popełniłem błędu? Czy nie było lepszej opcji, ktĂłrą mogłem wybrać? Wtedy myślałem, Ĺźe to najlepsza decyzja.


W tej chwili, gdybym znowu znalazł się w tej samej sytuacji, czuję, Ĺźe dalej wybrałbym to samo. Ale czy to dobrze? Czy na pewno nie było wcześniej szansy, by uniknąć tego wszystkiego?


Nie mogę być w pełni szczęśliwy, jeśli tylko Ĺźałuję swoich decyzji. Jednak mam wraĹźenie, Ĺźe pozostali tak tego nie odczuwają. Dlaczego? Czemu tylko ja?


Haruhiro był liderem, co czyniło go innym od reszty jego towarzyszy.


To przez to? Jest między nami przepaść. Czy moĹźna ją jakoś wypełnić? Czy zawsze tak będzie…?


– Co jest? – zapytał ktoś, klepiąc go po ramieniu. 


Gdy obejrzał się w tamtą stronę, zobaczył Merry. Była dosyć blisko, czym go trochę przestraszyła.


– …Ach, wrĂłciłaś?


– Tak, jestem z powrotem. Coś się stało?


– Cz-czemu pytasz? – wydukał.


– Zachowujesz się trochę dziwnie.


– Serio? Nie sądzę. Naprawdę… to nic takiego.


– Nie umiesz kłamać, Haru. – Uśmiechnęła się lekko.


– …Tak? – Przesunął lekko swoje krzesło i Merry usiadła obok niego.


Yume, Shihoru i Moguzo ciągle z pasją debatowali na temat nazwy nowego miecza.


Chciałem z nią porozmawiać. Kilka dni temu, mogłem się przed nią otworzyć ze swoimi zmartwieniami, ale nigdy juĹź więcej tego nie zrobię. Prawdopodobnie dlatego, Ĺźe mam teraz świadomość swojej pozycji. Bez względu na to, czy mam do tego zdolności—jestem liderem, prawda? Jeśli wymięknę, wszyscy zginą.


– Serio, to nic takiego. – powiedział znowu, uśmiechając się i dodając: – Cóş, to kłamstwo, ale nie kłamię.


Merry ponownie połoĹźyła dłoń na jego ramieniu. Jej delikatne palce nie dotykały go długo, lecz to wystarczyło, by poczuł się nagrodzony za cały ten wysiłek.


Nie będę się z siebie śmiał za bycie prostym i niewymagającym. Gdy coś czyni cię szczęśliwym, w porządku jest tak się czuć. Dobre czasy nie trwają wiecznie. Mogą zakończyć się w kaĹźdej chwili.


– Hej, Haruhiro! – Ranta i Kikkawa trzymając się za ramiona w podskokach zbliĹźyli się do niego. – Reszta takĹźe! ChodĹşta tu na chwilę! Kemuri z PogromcĂłw Dnia akurat wpadł tutaj na drinka i chce postawić nam kolejkę za załatwienie Plam Śmierci!


– MoĹźesz nigdy nie mieć więcej takiej szensy, Harucchi! Sze-szensy!


– …Czym niby ma być ta szensa? – Wzruszył ramionami i westchnął, a następnie mrugnął kilkukrotnie. – Co? Chwila, Pogromcy Dnia? Chodzi ci o grupę Soumy?


– Ochhhh. – Yume szeroko otworzyła oczy.


– …W jakiś sposĂłb zamieniło się to w wielką sprawę… – Shihoru skurczyła się sama w sobie.


– C-c-c-c-co powinniśmy zrobić? – Moguzo bez przerwy podnosił się i siadał.


– To miła oferta – oznajmiła Merry, wyglądając na niewzruszoną. – Dlaczego więc nie pĂłjdziemy?


Haruhiro był zaskoczony, Ĺźe instynktownie przytaknął. Jeszcze do wczoraj, niezaleĹźnie jaka by była ostateczna decyzja, zacząłby od chwili zawahania. Jaka była róşnica między wczorajszym, a dzisiejszym Haruhiro? Jaki będzie jutrzejszy?


Skoro nie umarł dzisiaj, będzie miał szansę spotkać jutrzejszego siebie. Być moĹźe będzie to wspaniała rzecz.


– ChodĹşmy – zwrĂłcił się do wszystkich.

 

 

 

<<Poprzedni rozdział

Kolejny rozdział >>