Rozdział 16: Ĺťyczenie i determinacja


Rozdział 16: Ĺťyczenie i determinacja

 

 

 

Dało się dostrzec – nie, “dosłyszeć” zmianę w otoczeniu.


Było o wiele ciszej.


Haruhiro i pozostali ukrywali się w jednej z zagrĂłd ze Ĺ›wibakami. Znajdowali się jeszcze dosyć daleko od miejsca, w ktĂłrym prawdopodobnie był Ranta, ale parę chwil wcześniej dotarł stamtąd spory zgiełk.


Coś się jednak zmieniło i wĂłwczas nie dochodziły do nich praktycznie Ĺźadne dĹşwięki.


Co to mogło oznaczać?


Dopadli go czy uciekł?


Jeśli zdołał się wydostać, mĂłgł teĹź wejść z powrotem na trzeci poziom. Na myśl o tym Haruhiro nieco się zmartwił, gdyĹź wcześniej nie brał pod uwagę takiego scenariusza.


Gdybym był trochę mądrzejszy, wziąłbym pod uwagę wszystkie moĹźliwości i wybrał szybko tę z największą szansą na sukces. Co nie?
Jakkolwiek smutne by to nie było, nie potrafił wyobrazić siebie w takiej sytuacji. Musiał poradzić sobie z takim ilorazem inteligencji, jaki został mu dany.


– Ruszamy. Rozejrzymy się za nim. Znajdziemy go… –
To znaczy, prawdopodobnie, prawie mu się wymsknęło.


– Wszystko jest w porządku – powiedziała Merry, klepiąc go po ramieniu. – Po prostu rĂłb wszystko tak, jak myślisz Ĺźe będzie najlepiej.


– Tak, tak – zgodziła się Yume i z niewiadomych dla niego powodĂłw poklepała go po głowie. – Panie Haru, jesteś panem Haru, poniewaĹź bycie panem Haru czyni cię panem Haru.


Nie mam pojęcia, co chcesz przez to powiedzieć, ale wygląda to na tyle szczerze, Ĺźe prawdopodobnie nie ma głębszego znaczenia… choć bycie głaskanym po głowie jest fajne, nawet jeśli zawstydzające. Nie będę narzekał.


Moguzo wstał z takim stęknięciem, jakby chciał odpowiednio nastawić się do tego co miało nadejść.


Shihoru brała głębokie wdechy, by się nieco uspokoić.


W końcu cała druĹźyna wzięła się do roboty.


Następnie ruszyli do miejsca, gdzie potencjalnie mĂłgł ukrywać się Ranta.


Tak jak myślałem, nie ma ich wielu,
pomyślał Haruhiro. W sumie to nie ma Ĺźadnego. Jest cicho. Zbyt cicho.


Kiedy tak szli między zagrodami z dziwacznymi zwierzętami, nagle uderzyło go swego rodzaju złe przeczucie.


NiezaleĹźnie od tego co się stało, jest tu zbyt spokojnie. CzyĹźby go dopadli?


Strasznie go kusiło, by wykrzyczeć jego imię.


Nie Ĺźebym miał to zrobić. Byłoby to obrzydliwe, ale nie w tym problem. Po prostu nie powinienem teraz podnosić głosu.


Wyglądało na to, Ĺźe jego pozostali towarzysze teĹź mieli własne przemyślenia na ten temat. Zapewne nie przychodziło im na myśl Ĺźadne szczęśliwe zakończenie.


– Jeszcze tego nie wiemy – wyszeptał, lecz po chwili zauwaĹźył, Ĺźe mĂłgł uĹźyć lepszych słów.


Jeśli juĹź naprawdę musiałem się odzywać powinienem zapewnić, Ĺźe Ĺźyje. Zawsze tylko te półśrodki. Cieszę się, Ĺźe zachęcają mnie do bycia sobą, ale powinienem popracować nad własnymi wadami. Czy w ogĂłle jestem do tego zdolny? Czy ludzie są w stanie tak Ĺ‚atwo się zmienić?


Auuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu…


– Czy właśnie… – zaczęła Merry, zatrzymując się gwałtownie.


– …ZauwaĹźyli nas? – Yume zaczęła rozglądać się po okolicy.


– Nie. – Shihoru szeroko otworzyła oczy, potrząsając lekko głową.


– Pan Ranta. – Moguzo wyciągnął swojego półtoraka stając w pozycji bojowej.


Gdzie? Z naszej lewej? Usłyszałem tylko wyraĹşne, pojedyncze wycie koboldĂłw dochodzące z tamtego kierunku. Jednak nie było ich wiele—przynajmniej tak mi się wydaje. Nie wygląda na to, by miało nam to pokrzyĹźować plany.


Co mam zrobić?


– Za mną! – Zaczął biec.


Czy to dobra decyzja? Być moĹźe naraĹźam ich wszystkich. Jak mogę być pewien, Ĺźe nie popełniam błędu?


Jeśli będzie niebezpiecznie, po prostu zawrĂłcimy. Tak. Nie znajdujemy się przecieĹź jeszcze w krytycznej sytuacji.


Frustruje mnie to, Ĺźe wymyślam tylko wymĂłwki i się ze wszystkim ociągam. Chcę być stanowczy. Czy mogę taki być? Jeśli nie mogę, nic nie poradzę, ale gdybym chociaĹź na takiego wyglądał. Chcę choćby udawać, Ĺźe jestem stanowczy. To jest na pewno o wiele lepsze. Na pewno by wszystkich pokrzepiało.


Tutaj.


Biegnące koboldy.


Trzy, moĹźe cztery. Nie, pięć. Piątka. Jeden starszy, pozostali wyglądają na robotnikĂłw. Mogło być gorzej, damy sobie radę.


Goniły kogoś. A raczej juĹź kogoś otoczyły. Jeden uzbrojony człowiek przeciwko grupie koboldĂłw.


Miał długi miecz w prawej dłoni, ktĂłrym machał wokół siebie. PrĂłbował zgubić pościg, ale nie do końca mu to wychodziło.


Skoczył prosto do przodu, zwiększając odległość między nimi. Przynajmniej prĂłbował, bo wnet znaleĹşli się obok niego.


– Ranta…! – krzyknął Haruhiro.


Usłyszawszy to chłopak wyglądał, jakby właśnie zobaczył ducha.


Nie, chłopie, to powinna być moja kwestia,
pomyślał Haruhiro, lecz gdy tak o tym pomyślał zorientował się, Ĺźe Ranta wcale niczego nie powiedział. Nie moja kwestia—Więc co moje? Chyba nie ma to znaczenia. Nie mam na to teraz czasu.


Gdy Ranta stał tam niczym posąg, został zaskoczony i obalony przez jednego z robotnikĂłw.


– Hę…?! – wrzasnął.


– JuĹź biegniemy! – krzyknął do niego jeszcze raz Haruhiro.


Jeden z nich go przygwoĹşdził. Pozostała czwĂłrka takĹźe się na nim skupia, w ogĂłle nie zwracają na nas uwagi. MoĹźemy sobie z tym poradzić.


– Do ataku! Wszyscy na raz! – Gdy to mĂłwił, widział juĹź mglistą linię światła. Prowadziła od ostrza jego sztyletu przez robotnika, aĹź do grzbietu starszego.


Długa,
pomyślał.


Bez większego namysłu, jego ciało zaczęło się poruszać, niczym na autopilocie.


Szybkie pchnięcie w robotnika, a następnie w starszego. Nie wiedział jak opisać uczucie, gdy czubek jego broni zanurzył się w punkcie witalnym przeciwnika. Tak jakby coś ściskało go w klatce piersiowej.


Tak, udało się,
po prostu to czuł.


Gdy Haruhiro instynktownie zajmował się tą dwĂłjką, Moguzo przy uĹźyciu swojej firmowej umiejętności – Dziękczynnego Cięcia – zdjął kolejnego robotnika. Merry uĹźyła swojej laski uderzając kolejnego przeciwnika, by potem Shihoru uĹźyła na nim Tętentu Cieni. Wojownik wykończył go, po tym jak Yume uĹźyła połączenia Karczowania i Cięcia KrzyĹźowego, by zapędzić go w kozi rĂłg.


– BoĹźe! Cholera! – Ranta dalej był przyszpilony.


Haruhiro cicho podbiegł do ostatniego z koboldĂłw, złapał go od tyłu, a następnie płynnym cięciem pod brodą zakończył jego Ĺźywot. Pająk.


– JuĹź cię leczę! – Merry pomogła mu usiąść i natychmiast zajęła się jego ranami przy pomocy magii światła.


Ramiona chłopaka falowały pod wpływem ciężkich oddechĂłw. Gniewnie spojrzał na Haruhiro.


– …Nie krzycz tak znikąd. Pikawa mi prawie wysiadła.


Jest w okropnym stanie. Merry zaczęła od rany na jego lewej ręce, ktĂłra wyglądała na dosyć głęboką, ale jego twarz jest całkowicie rozwalona, więc nawet ciężko się na niego złościć.


– Przepraszam – powiedział szczerze.


Ranta odwrĂłcił się i spojrzał w drugą stronę.


– Ohhh? – Yume krążyła przed jego oczyma, by po chwili szeroko otworzyć oczy. – Czy ty płaczesz?


Nie!


– Ale oczy masz całe mokre!


– Tak, bo wszystko mnie boli!


– Nie musisz się złościć. Mamy szczęście, Ĺźe moĹźemy siebie nawzajem jeszcze zobaczyć. Ĺťywi.


– Chciałem was zobaczyć! – powiedział, szybko dodając – Nie! Nie chciałem! Wcale nie chciałem was zobaczyć! Nie takich przegrywĂłw! Po prostu jak pomyślałem, Ĺźe nie zobaczę juĹź nigdy więcej waszych twarzy, moja klatka piersiowa, moja…


– Co z nią? Czułeś, jakby coś ją rozrywało od Ĺ›rodka?


– Cicho, Małe Cycki!


– Nie nazywaj ich małymi!


– Będę je nazywał jak chcę! Ile razy chcę! Małe, małe, małe, małe, małe, małe, małe, małe, małe, małe, małe, małe, małe, małe, małe, małe, małe, małe, małe, małe, małe, małe, małe, małe, małe.


– Przestań. – Merry złapała go za szczękę. – Zamknij się i nie ruszaj. Chyba Ĺźe nie chcesz leczenia?


Jej twarz była pozbawiona wyrazu, a głos nawet nie zadrĹźał. To właśnie przez to jej słowa miały jeszcze większy efekt.


– …Nie. – Wyprostował się. – …Przepraszam.


– Zostałeś skarcony – droczyła się z nim Yume.


Ranta jedynie spojrzał na nią gniewnie, ale nie ruszył się nawet o centymetr. Musiał straszliwie bać się Merry.


– …Dzięki bogom… – Shihoru osunęła się na ziemię.


– Tak – westchnął z ulgą Moguzo.


Właśnie wtedy dotarło to do Haruhiro,
zaczynamy się rozluĹşniać. To właśnie wtedy…


To właśnie wtedy musimy najbardziej uwaĹźać. Naszym największym wrogiem są błędy popełniane przez opuszczenie gardy.


Rozejrzał się dookoła.


No właśnie, są tutaj. Przybyli.


Grupa koboldĂłw wyskoczyła z jednej z zagrĂłd gdzieś w oddali.


DwĂłjka, nie, trĂłjka? Z tyloma sobie poradzimy, ale nie ma gwarancji, Ĺźe nie przybędzie ich tutaj więcej.


Merry, co z Rantą? – zapytał.


– Prawie skończyłam – odpowiedziała.


– Wynośmy się stąd. Ranta, wstawaj. MoĹźesz biec, prawda?


– Jasne, Ĺźe tak! Za kogo ty mnie masz, śmieciu? – prychnął.


Kogo niby nazywasz śmieciem? Może byś chociaż podziękował, chłopie?
pomyślał Haruhiro.


Gdyby powiedział, Ĺźe nie przeszło mu to przez myśl, byłoby to oczywiste kłamstwo, ale Ranta był Rantą, poniewaĹź bycie Rantą czyniło go Rantą. Z tym tokiem rozumowania, podobnym do toku Yume, po prostu to zignorował.


Auuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu…


Jeden z koboldĂłw zawył, tak jak było moĹźna się tego spodziewać, ale w tym czasie wszyscy juĹź zwiewali. Znowu jednak musieli polegać na ucieczce, co czyniło tę sytuację wysoce niebezpieczną. Nie powinno się teĹź znowu przesadzać.


– Na trzeci poziom! Merry, przepraszam, ale nie jestem pewny, czy pamiętam drogę! ProwadĹş nas do najbliĹźszego przejścia!


– Jasne!


– Ranta, bądĹş obok Moguzo! Obstaw tyły!


– Jasne! Jak ja nie cierpię słuchać rozkazĂłw od takiego przegrywa jak ty!


– Przestań jęczeć! – warknęła Yume.


Dziewczyna wyjęła mu to z ust, więc nie musiał zbyt mocno wkurzać się na chłopaka.


WskazĂłwki Merry co do drogi były precyzyjne i trafne.


Nagle pewna myśl przemknęła przez umysł Haruhiro. Być moĹźe chciała tutaj wrĂłcić. W myślach przechodziła przez labirynty tych kopalni tyle razy, bez końca, aby mĂłc tutaj wrĂłcić.


Chciała się z czymś pogodzić.


Czy miała tutaj jakieś niedokończone sprawy? CzyĹźby w sekrecie miała nadzieję, Ĺźe ktĂłregoś dnia uda się jej to osiągnąć? CzyĹźby to była zemsta, jakby moĹźna było sądzić? Czy moĹźe—


Dotarli do studni. Po wysłaniu przodem dziewczyn, Ranta, Moguzo i w końcu Haruhiro wspięli się po sznurowanej drabinie.


– Nie zostanę znowu z tyłu, dobra? – zaczął narzekać rudowłosy, ale to nie to, Ĺźe Haruhiro mu nie ufał, nie chciał po prostu juĹź więcej ryzykować w Ĺźaden sposĂłb.


Koboldy nie goniły ich aĹź na ten poziom. Po tym wszystkim byli wycieńczeni, więc zdecydowali się odpocząć w miejscu, gdzie nie było tak wielu rozkwitających błyskotek.


Tak—taki był plan.


Było tutaj ciemno. Bardzo ciemno. Tak ciemno, Ĺźe nie widzieli niczego. Ocean ciemności.


Haruhiro się zatrzymał.


– …StĂłjcie. Usłyszałem coś.


– …Coś? – zapytała Shihoru, przechylając głowę.


Począł się wsłuchiwać.


Słyszał.


Klek, klek.


Klak, klak.


Klek, klek.


Był to cichy dĹşwięk, ale poruszał się.


To nie kobold—tak mi się wydaje.


– Zaczekajcie tutaj – powiedział Ranta, odwracając się i idąc tam, skąd przybyli.


Zebrał dwie garści błyskotek i rzucił je daleko w ciemność. Potoczyły się w kierunku ich stĂłp.


—Ich stĂłp.


– Och! Och…! – wrzasnął Moguzo, cofając się. – …D-duch…!


– Eek! – krzyknęła Yume, podskoczyła, przytuliła się do Ranty, po czym od razu go odepchnęła. – Co ty prĂłbowałeś mi zrobić?!


– To ty się do mnie przykleiłaś!


– …Czy to mogą być… – Shihoru kurczowo trzymała swoją laskę, a jej oddech był przyspieszony. – …szkielety…?


– Tak. – Merry ruszyła do przodu.


Kiedy huknęła rękojeścią swojej laski o ziemię, dało się słyszeć czysty dĹşwięk brzęczących pierścieni.


– To zwłoki, ktĂłre otrzymały tymczasowe, fałszywe Ĺźycie poprzez klątwę NieĹźywotnego KrĂłla. Tym właśnie się stają, gdy ich ciało do końca zgnije. Szkieletami.


– NiemoĹźliwe… – Haruhiro zamilkł, tracąc głos.


W miejscu oświetlonym przez przyćmione światło błyskotek, mĂłgł zobaczyć, Ĺźe te rzeczy—nie, ci ludzie—było ich więcej niĹź jeden.


Było ich trzech.


KaĹźdy z nich miał na sobie ubranie, zbroję i broń, ktĂłrą nosili za Ĺźycia. Lekko żółtawa biel ich kości migotała w nieosłoniętych lub zniszczonych juĹź miejscach.


Jeden miał na sobie ciężką zbroję, a przy sobie miecz. Drugi był ubrany podobnie do Haruhiro i trzymał w dłoni sztylet. Ostatni nosił szaty maga oraz laskę.


– Dawno się nie widzieliśmy – powiedziała Merry.


Stała bliĹźej niĹź on, więc nie widział jej twarzy.


Jakie emocje przedstawiała? Cokolwiek by to nie było, głos jej nie zadrĹźał. MĂłwiła w takim samym tonie, jakby pozdrawiała starych, drogich jej znajomych, ktĂłrych nie widziała od lat.


Prawdopodobnie była na to przygotowana.


Właśnie tutaj, w kopalni Cyrene, straciła trĂłjkę swoich towarzyszy. Nigdy nie wspominała mu, Ĺźe chciała tutaj wrĂłcić, by znaleźć ich ciała. Odprawienie naleĹźytego pochĂłwku było niemoĹźliwe. Musiałaby ich tutaj zostawić.


A ci, ktĂłrzy umierali w granicznych ziemiach Grimgaru, w ciągu maksimum pięciu dni, a czasem nawet po trzech dobach, zamieniali się w poruszające się trupy za sprawą klątwy NieĹźywotnego KrĂłla. Oczywiście jedynie wtedy, gdy nie zostali skremowani.


Merry spodziewała się tego nieszczęsnego końca swoich znajomych.


– Michiki. Ogu. Mutsumi – wypowiedziała kaĹźde z ich imion, a następnie dodała: – …przepraszam.


– Przygotujcie się! – krzyknął Haruhiro.


Zrobił to po zorientowaniu się, Ĺźe Mutsumi – mag, podnosiła swoją laskę. Ale to były jedynie kości. To wszystko co z niej zostało, więc jakim prawem przemĂłwiła?


– …Delm… Hel… En… – Jej głos brzmiał niczym przeraĹźający wiatr, ale Haru nie miał czasu, by się tym martwić.


– Nie dajcie się trafić! – wrzasnęła Merry i odskoczyła na bok. Bez chwili wahania wszyscy zrobili to samo, rozpraszając się.


– …Van… Arve…


Wiatr. Niesamowicie silny podmuch wiatru uderzył prosto w niego.


Nie był to zwykły wiatr. Podmuch parzył jego skĂłrę.


– Gorący…?! – Odruchowo zasłonił twarz ramionami.


Myślę, Ĺźe nie jest wystarczająco gorący, by mnie spalić doszczętnie. Ale na pewno niebezpieczny. Bardzo ciepły. Stopiłby moje oczy, gdybym tylko je otworzył. ChociaĹź moĹźe nie?


– UĹźyję Rozproszenia, by uwolnić was od tej okropnej klątwy! – Wyglądało na to, Ĺźe Merry, wbrew ich zwyczajowej taktyce, zamierzała ruszyć naprzĂłd. – Muszę dostać się bliĹźej!


Nie mogę jej zatrzymać,
pomyślał. Nawet jeśli jej powiem, Ĺźe to niebezpieczne, ten jeden raz mnie nie posłucha. Muszę jej pozwolić zrobić to, co chce. Aby tak się stało, potrzebuje wsparcia.


– Moguzo, weĹş na siebie wojownika! – zawołał. – Ranta, złodziej!


Z okrzykiem na ustach Moguzo zaczął walczyć z Michikim.


– Zostaw to mnie! – Ranta podobnie, doskoczył do Ogu.


– Yume! – Haruhiro dał jej znak własnym wzrokiem.


Merry prawdopodobnie planowała uĹźyć Rozproszenia na Mutsumi w pierwszej kolejności. Musiał współpracować z Yume w taki sposĂłb, aby jej w tym pomĂłc. Dziewczyna błyskawicznie skinęła głową i krzyknęła jedynie “Jasne!”.


– Ochhhhhhhhh…!


Walczył przeciwko szkieletowi, więc jego okrzyk prawdopodobnie nic nie dał, gdy zaszarĹźował prosto na maga. Yume była zaraz przy nim.


Gdy zauwaĹźymy, Ĺźe zaczyna czarować, musimy tego uniknąć. Poprzedni czar to był pewnie Gorący Wiatr. To typ Magii Arve, tak sądzę. Rodzaj ten powinien mieć w swoim zasobie wiele ofensywnych i niszczących zaklęć, więc trafienie oznaczałoby kłopoty.


– …Delm… Hel… En…


Nadchodzi.


Mutsumi za pomocą swojej laski rysowała pieczęcie Ĺźywiołów i zaczęła splatać zaklęcie.


Delm, hel, en. Ta część była taka sama. Magia Arve.


– Teraz!


Haruhiro rzucił się w lewo, zaś Yume krzycząc w zabawny sposĂłb pognała w prawo tak szybko, jak tylko mogła.


– …Rig… Arve…


Co to jest?


Coś rozbłysnęło. Płomienie.


Płomienie. Ściana ognia pojawiła się przed Mutsumi.


– Ściana ognia! – krzyknęła zaskoczona Shihoru, a następnie sama zaczęła splatać magię. – Ohm, rel, ect, nemun, darsh…!


Splot Cienia. Ĺťywiołak cienia przyczepił się w miejscu, do ktĂłrego zmierzał Ogu. Wkroczył w niego i został unieruchomiony.


– Brawo Shihoru! – Korzystając z przewagi, Ranta podwoił swoje natarcie. – Hah, hah, hah, hah, hah…! Co…?!


JednakĹźe złodziej Ogu był niczym Haruhiro. Sztyletem parował wszystkie ataki rudzielca. Parował i parował.


Taka taktyka nie sprawdziłaby się przeciwko silnym uderzeniom Moguzo, lecz nawet Haruhiro prawdopodobnie zdołałby blokować ataki Ranty. Loczek mĂłgł nie dać rady przeciwko Ogu.


– Hmpf! Haaaaaa…!


W tym samym czasie Moguzo mierzył się z Michikim. Gwałtownie przepychali się raz w tę, a raz w drugą stronę. Moguzo chciałby uĹźyć Natarcia, ale obydwaj byli wojownikami, więc znając swoje ruchy nie było to takie proste. Jego przeciwnik musiał sprawiać mu niemałe problemy.


– C-co moĹźemy zrobić…?! – Yume stała przed Ĺ›cianą ognia.


Mutsumi jest po drugiej stronie. Nie moĹźemy jej dostrzec przez te płomienie.


– C-co masz na myśli, co… – Jego głowa odskoczyła do tyłu. – Ach…?!


Mała kropla światła przeleciała przez Ĺ›cianę, uderzając go prosto w twarz. Przez moment myślał, Ĺźe nie Ĺźyje, lecz ciągle było z nim wszystko w porządku. Nie doznał większych obraĹźeń niĹź przy uderzeniu pięścią w twarz, ale bĂłl był bardzo podobny.


—Czy to był Magiczny Pocisk…?!


– Achh?! – Zabrzmiało to tak, jakby Yume teĹź oberwała.


Krople światła podrywały się wokół.


Jedyną opcją było wycofanie się od przeszkody i unikanie pociskĂłw. Nigdy by nie pomyślał, Ĺźe magia moĹźe być wykorzystywana w taki sposĂłb.


Usłyszał za sobą stęknięcie.


Czyżby dorwali Moguzo…?!


Nie, wygląda na to, Ĺźe uniknął ciosu w ostatniej chwili. Michiki. Ta technika.


Haruhiro zdołał tylko rzucić okiem, ale czy właśnie ten szkielet nie wykonał przewrotu w tył, tnąc jednocześnie nisko mieczem?


Czy to umiejętność wojownika? Więc oni teĹź posiadają takie akrobatyczne manewry w swoim arsenale?


Moguzo natychmiast sprĂłbował wyprowadzić kontratak, lecz jego przeciwnik szybko odskoczył do tyłu, przez co znowu byli na rĂłwni.


Ten wojownik jest twardy. Michiki. Jego zwinne techniki są lepsze od tych Moguzo. W sile mogą być nawet rĂłwni.


W walce jeden na jeden w końcu zyskałby nad Moguzo przewagę. JuĹź zaczyna go przytłaczać.


Jeśli Moguzo padnie, nie będzie nikogo, kto będzie w stanie powstrzymać Michikiego. MoĹźemy mieć przewagę liczebną, ale jeśli będziemy padać jeden po drugim—Przegramy. Muszę mu pomĂłc.


Gdy o tym pomyślał, Shihoru wypuściła czar.


– Ohm, rel, ect, vel, darsh…!


Tętent Cieni. Ĺťywiołak przypominający czarną kulę wodorostĂłw uderzył w bark Michikiego. I to tyle. Być moĹźe drgnął na chwilę, lecz niezauwaĹźalnie. Oznaczało to, Ĺźe Tętent Cieni był bezuĹźyteczny przeciwko szkieletom.


– Shihoru, uĹźyj Splotu! – krzyknął.


– TwĂłj czar się skończył! – W tym samym czasie wrzasnął Ranta.


Gdy Haruhiro spojrzał w tamtą stronę, Ogu rzeczywiście poruszał się bez problemu, przez co rudowłosy był w tarapatach.


Splot Cieni powinien trwać 25 sekund. Czy tyle czasu juĹź minęło? Nie, na pewno nie.


Haruhiro nie znał szczegółów, lecz wiele rzeczy mogło wpływać na to, czy czar działa, czy moĹźe jednak nie. Nawet jeśli zadziałał, były najwyraĹşniej sposoby na osłabienie jego efektu poprzez siłę woli lub coś zgoła innego.


– J-juĹź się robi…! Ohm, rel, ect, nemum, darsh…! – Shihoru prĂłbowała złapać Ogu uĹźywając Splotu Cienia, lecz najwyraĹşniej było to zbyt oczywiste. Szkielet przeskoczył Ĺźywiołaka i zbliĹźył się do Ranty.


Przez cały ten czas krople światła wystrzeliwały zza ściany ognia, a kiedy nadchodziły, Haruhiro musiał je uniknąć, więc—


Co powinienem zrobić…?!


– Mutsumi…! – wykrzyczała imię swojej towarzyszki Merry.


– …Co? – Haruhiro osłupiał gdy zobaczył to, co się dzieje. – Poczekaj, Merry…


Co?


O czym ty do cholery myślisz?


Dziewczyna szarĹźowała w kierunku ściany płomieni.


Nie ma szans.


Spalisz się.


Jeśli to zrobisz, spalisz się.


Gdyby mĂłgł ją zatrzymać, zrobiłby to, ale było juĹź za późno.


Zniknęła za Ĺ›cianą ognia.


– …Światło, niech boska ochrona Lumiarisa zstąpi na ciebie… Rozproszenie!


Usłyszał jej głos.


Wkrótce płomienie osłabły, wnet znikając.


Klęczała na ziemi.


U jej stĂłp leĹźała szata i kapelusz, laska potoczyła się nieopodal.


Oprócz tego był tutaj jedynie popiół.


PrĂłbował ją zawołać, lecz zabrakło mu słów.


– Wszystko dobrze! – Wstała.


Niby jak “dobrze”?


Nie możesz czuć się dobrze.


Jej włosy lekko się osmoliły. Jej twarz była lekko czerwona od ciepła. Oczywiście to nie wszystko. Merry właśnie odesłała swojego towarzysza—kogoś, kto był jej przyjacielem—i uczyniła to własnymi rękoma. Nie ma szans, by po czymś takim czuła się wyśmienicie.


Lecz podnoszenie jej na duchu musi jeszcze poczekać.


– Yume! Shihoru! Pomóşcie Moguzo! – zawołał.


– Jasne!


– D-dobra…


Pozostawiając wsparcie Moguzo tej dwĂłjce, on sam sprĂłbował dostać się za Ogu. Jednak ten takĹźe był złodziejem. Poruszał się sprawnie, ciągle trzymając w szachu Rantę, a takĹźe mając na oku chłopaka, by ten nie mĂłgł dostać się za jego plecy.


Jest lepszy ode mnie
, pomyślał Haruhiro. Jego zwinność była nieporĂłwnywalnie większa. Nawet pomimo tego, Ĺźe jest szkieletem. Jego umiejętności muszą być na takim samym poziomie jak za Ĺźycia.


Prawdopodobnie w zwykłej walce nie miałby z nim szans. Szybko i Ĺ‚atwo zostałby pokonany.


—Przepraszam, Ogu. Sorka, Ĺźe tak cię nazywam, jakbyśmy byli ziomkami, lecz jestem przyjacielem Merry, właśnie dlatego. MoĹźe i jestem od ciebie słabszy, ale nie walczę sam.


– Ranta! – wrzasnął.


– Robi się!


Haruhiro zamienił się z nim miejscami. Właśnie w takich momentach rudowłosy zaskakująco szybko ogarniał, o co mu chodzi. Miał świetny instynkt.


Ogu wyglądał na lekko skonfundowanego, tak jakby szukał Ranty. Jakby mĂłwiąc “jesteś odsłonięty”, Haruhiro pchnął go sztyletem.


Szkielet odpowiedział Odepchnięciem. Następnie przystąpił do kontrataku, więc tym razem Haruhiro uĹźył Odepchnęcia. Ten schemat powtarzał się jeszcze kilkukrotnie.


Gdy przeciwnik uĹźył owej umiejętności po raz czwarty, Haruhiro wpadł w popłoch. Ogu zmienił kąt ataku, przez co chłopak ledwo zdołał sparować cios.


Tak jak myślał, nie miał szans z nim wygrać. Jednak nie musiał.


Haruhiro wkroczył, pchnąć swoim ostrzem.


Odepchnięcie było techniką czysto defensywną, pozwalającą ustrzec się od ciosĂłw wroga. UĹźytkownik chociaĹź na chwilę musiał skupić całą swoją uwagę na nadchodzącym ataku. Gdy juĹź się do tego przyzwyczaił, robił to instynktownie i niejako automatycznie. Być moĹźe nawet wtedy, gdy nie powinien.


Ogu znów tego użył.


– Teraz…! – Właśnie w tym momencie Ranta skosem od tyłu nabiegł na wroga, tnąc swoim mieczem jego prawą nogę.


Haruhiro przeszły ciarki.


To nie było planowane, więc tym bardziej jestem zdumiony, Ĺźe się domyśliłeś, Ranta. W sumie to trochę straszne, Ĺźe wiedziałeś o co mi chodzi.


– Ogu…!


Gdy jego noga złamała się w pół i nie mĂłgł juĹź dalej stać o własnych siłach, Merry pognała do niego.


– Światło, niech boska ochrona Lumiarisa zstąpi na ciebie… Rozproszenie!


Czy mĂłgł na to patrzeć, czy jednak powinien odwrĂłcić wzrok? Haruhiro nie wiedział.


Obserwował jak światło pochłania Ogu i gdy jego ciało, a raczej kości rozpadały się w nicość, poczuł bĂłl w klatce piersiowej. Nawet lekko zachciało mu się płakać.


Z jednej strony myślał, Ĺźe to dobrze, iĹź Merry, ktĂłra była dawniej jego towarzyszką, uwolniła nieszczęśnika od klątwy. Z drugiej strony nie nazwałby tego przyjemnym zadaniem. To było dla niej okrutne.


Dziewczyna upadła na kolana, zgarniając popiół, ktĂłrego niegdyś nazywała przyjacielem, do rąk. Nawet gdy je kurczowo chwyciła, wymykały się między jej palcami.


– …Pozostał tylko Michiki – powiedziała ze zwieszoną głową.


– Hej! – Nie wiadomo co miał w głowie Ranta, lecz wycelował czubek miecza w jej stronę. – Masz teraz nas! Nie zapominaj o tym!


Nie, Haruhiro w jakiś sposĂłb rozumiał, co starał się przekazać. JednakĹźe był prawdopodobnie lepszy i bardziej łagodny sposĂłb na powiedzenie tego, niĹź wycelowanie ostrzem w jej stronę.


Pomimo tego Merry podniosła twarz.


– Prawda.


Nawet uśmiechnęła się w tamtym momencie, więc być moĹźe wszystko było w porządku.


– Panie Haruhiro! – krzyknęła Shihoru.


– Skończmy to! – OdwrĂłcił się w stronę Michikiego.


Ten powoli spychał Moguzo. Wyglądało na to, Ĺźe ani Yume, ani Shihoru nie mogły zbyt wiele na to poradzić. Gdyby Moguzo wdepnął w Splot Cieni, skończyłoby się katastrofą, dlatego pewnie było im tak ciężko.


– Ranta na ratunek! – Chłopak zamachnął się od boku.


Michiki bez problemu sparował cios, lecz to pozwoliło Moguzo złapać oddech.


Haruhiro zdecydował się celować w jego tyły.


Widzi więcej niĹź Moguzo, lecz nie tyle co Ogu. Ranta bez wahania atakuje, zaś Moguzo takĹźe jest dosyć sprytny, a do tego świetnie współpracuje z resztą. To moĹźe się udać.


—Tutaj.


Właśnie teraz.


Chłopak chwycił szkielet od tyłu. To były same kości, więc dĹşganie go sztyletem na niewiele by się zdało.


Złapał go za szyję. Objął obiema ramionami, wyrywając jego czaszkę z podstawy kręgosłupa. Zaraz po tym Moguzo swoim półtorakiem odciął jego prawą rękę.


– Hmpf…!


Prawa gĂłrna kończyna wraz z mieczem popłynęła przez powietrze.


– …Światło, niech boska ochrona Lumiarisa zstąpi na ciebie…


Nadchodziła Merry.


PrzyłoĹźyła pięć palcĂłw do swojego czoła, robiąc znak pentagramu. Następnie, przykładając środkowy palec do brwi, zakończyła rysowanie symbolu Lumiarisa, heksagramu.


Wycelowała wewnętrzną część dłoni w kierunku swojego zmarłego towarzysza.


– Rozproszenie…!


Światło było jasne, lecz w chłodnym, smutnym odcieniu. Michiki rozpadł się w ramionach Haruhiro.


Fakt, iĹź pozostają po nim jedynie jego rzeczy i ten popiół, sprawia, Ĺźe wygląda to jeszcze bardziej przygnębiająco.


Jednak tak samo było z Manato. Tak samo jest ze wszystkimi. Gdy umierasz, to się właśnie dzieje. Koniec końcĂłw tym jest właśnie śmierć.


Gdy światło zgasło, Haruhiro osunął się na ziemię. Nie mĂłgł wydusić ani słowa. Nie potrafił myśleć. Nic nie przychodziło mu do głowy.


Merry kucnęła przed tym, co kiedyś było Michikim. Moguzo i Ranta stali wyprostowani. Yume takĹźe. Shihoru trzymała swĂłj kapelusz, a jej ramiona unosiły się pod wpływem ciężkiego oddychania.


– …Posprzątaliśmy – powiedział Ranta.


– Tak. – Merry zgarnęła popiół po swoim towarzyszu i zamknęła oczy. – …To koniec. W końcu. W końcu zrobiłam to, co musiałam. Nie dałabym rady bez waszej pomocy. Dziękuję.

 


– Był silny. – Westchnął Moguzo. – Silny był ten Michiki. TeĹź muszę stać się silniejszy.


Shihoru skinęła głową.


– …Chcę mieć większą siłę ognia. Nauczyć się nowych zaklęć. Muszę…


– Hmm. – Ranta trzymał swĂłj podbrĂłdek w zadumie. – MoĹźe opracuję swĂłj własny super atak, taki wystarczająco dobry dla mnie.


A ten znowu z tymi swoimi głupotami. Właśnie dlatego go ignorujemy.


– Yume chce sprĂłbować wychować wilczura – oznajmiła dziewczyna. – Za jedną złotą monetę pozwolą jej mieć szczeniaczka. Ale trochę czasu zajmuje nim dorosną.


– …Co będziesz z nim robić do tego czasu? – SprĂłbował zapytać Haruhiro, Ĺźeby zobaczyć jej odpowiedĹş.


Przechyliła głowę na bok.


– Nie przywiąże się do Yume, jeśli przy niej nie będzie, więc moĹźe będzie musiała sprĂłbować go zmieścić w kieszeni i tak go nosić.


– Zmieści się? W kieszeni…? – zapytała Merry.


– Mmm, nie wiem. – Yume dotknęła przedniej kieszeni. – MoĹźe będzie miała z tym maaaaały problem. MoĹźe Yume powinna kupić torbę, Ĺźeby go nosić.


Ranta, wbrew i zarazem zgodnie ze swoją naturą, nie miał prawa być zaskoczonym. A pomimo to na jego twarzy widoczna była konsternacja.


– …Słuchaj, on będzie naprawdę ciężki.


– Yume będzie go nosić, więc wszystko w porządku. Ach, tak na przyszłość, Yume niiiiiiiiigdy nie pozwoli ci go dotknąć.


– Niby czemu? – sprzeciwił się. – Dałabyś chociaĹź pogłaskać. Wtedy na pewno urośnie silny.


– Nigdy!


– Urośnie!


– Nie urośnie!


– Urośnie!


– Bez szans!


– Urośnie silny, głuptasie!


– Nie dzieli się skĂłry na niedĹşwiedziu… – powiedział Haruhiro drwiąco się śmiejąc, a potem jedynie westchnął. – Och, niewaĹźne.


Musimy stać się silniejsi, co?


—Silniejsi.


Co to znaczy dla Haruhiro?


Zyskał parę umiejętności, lecz nie sądził, by w ten sposĂłb mĂłgł stać się drastycznie silniejszy. Bez względu na to, jak bardzo doskonalił DĹşgnięcie od Tyłu i Pająka, wciąż miały one limity. WaĹźnym było zbudowanie własnej siły, lecz doskonalenie się jako lider mogło podnieść siłę całej grupy jako monolitu. JednakĹźe zapewne nie byłby to tak oczywisty i zauwaĹźalny postęp.


Koniec końcĂłw moĹźe prostsza rola po prostu pasowała Haruhiro. 


– Merry – powiedział.


– Co?


– Wszystko dobrze? Nie chcesz, no wiesz… wziąć moĹźe jakąś pamiątkę albo coś takiego?


– Ach. – Jej oczy rozszerzyły się lekko, tak jakby była zaskoczona. – Nie wpadłam na to. Zobaczmy. Tak, wezmę coś ze sobą. Kiedy wrĂłcimy do Alterny będę musiała teĹź powiedzieć Hayashiemu.


– Powinnaś. Jestem pewny, Ĺźe odczuje ulgę.


– Mam taką nadzieję.


Merry zaczęła przeglądać rzeczy, ktĂłre pozostawił po sobie Michiki. Haruhiro podszedł bliĹźej, by zasugerować uleczenie ich ran, lecz powstrzymał się. Widząc jak troskliwie i z uwagą przeglądała rzeczy jej przyjaciół, nie chciał jej przerywać.


– …Dzisiejszy dzień był wyczerpujący – wymamrotała Shihoru.


Yume delikatnie wykonywała obroty ramionami.


– Masz rację.


– To jeszcze nie koniec – wtrącił Haruhiro, ostrzegając ich surowo. – Nie powinniśmy się rozpraszać, pĂłki nie będziemy w Alternie. Jednak nie sądzę, byśmy mieli wpaść na coś jeszcze.


– Nie byłbym tego taki pewny – dodał Ranta ironicznie.


Przestań. Nie bądĹş taki. Zawsze gdy tak pleciesz, właśnie wtedy wpadamy w kłopoty.


Po plecach przeszedł go dreszcz.


Odwrócił się.


– …Pla…


– Co? – Rudowłosy takĹźe się obrĂłcił. – Och…


– Jest Ĺşle… – dopowiedział Moguzo.


– Co? – Yume bujała jeszcze w obłokach.


Shihoru cicho pisnęła.


– Nie ma mowy… – Słowa wyślizgnęły się z ust Merry, pomimo Ĺźe nie miała takiego zamiaru.


Czemu?


Dlaczego właśnie teraz?


To na co patrzyli w kaĹźdym innym momencie byłoby niemałym kłopotem, ale wĂłwczas… to było po prostu za wiele.


– Uciekać… – To wszystko co zdołał powiedzieć.


Jest tutaj. Nadchodzi. Naprawdę nadchodzi. Serio? Przestań, proszę. Co się dzieje? Dlaczego?


Miał czarne futro w białe plamy i olbrzymie cielsko, ktĂłre było tak duĹźe, Ĺźe trudno było pomyśleć, Ĺźe naleĹźy do kobolda. W dłoniach trzymał gruby, o wiele za wielki nóş do krojenia mięsa.


Plamy Śmierci.


Sapał dziko, a Ĺ›lina kapała mu z pyska i rozpryskiwała się wszędzie dookoła, gdy szarĹźował w ich kierunku z okrutnym błyskiem w swoich krwisto-czerwonych oczach.
 


Trzech sługusĂłw wyglądających na starszych podążało za nim, kaĹźdy w zbroi i hełmie, a takĹźe z mieczem i okrągłą tarczą.


Jest Ĺşle. Nie ma szans, byśmy wygrali.


Co, jeśli zaczniemy uciekać? Nie, tak teĹź nic nie zdziałamy.


Jeśli odwrĂłcimy się do nich plecami, zabiją nas w oka mgnieniu. 


Nie chcę z nimi walczyć, ale musimy. Jeśli mamy z nimi walczyć, nie mogę myśleć o poraĹźce.


Musimy wygrać. Co moĹźemy zrobić, by zwyciężyć?


– Przepraszam, Moguzo, musisz się zająć Plamami! – wrzasnął. – Pozostali zajmą się resztą!


Nie zdołał usłyszeć odpowiedzi od wszystkich. Panikował. Czy moĹźna było go za to winić? W pierwszej kolejności musieli zdjąć sługusĂłw. Wszystko zaleĹźało właśnie od tego.


– Ohm, rel, ect, nemun, darsh…! – Shihoru rzuciła Splot Cienia, zatrzymując jednego z przeciwnikĂłw. Dzięki temu Haruhiro trochę się uspokoił.


– Ranta, zajmij się jednym…! My z Yume weĹşmiemy drugiego…!


– Jasne!


– Nyaa!


– TeĹź wam pomogę! – Merry podbiegła z laską w rękach razem z nim i Yume. Chciał ją zatrzymać, lecz jeszcze raz to rozwaĹźył.


PĂłki nie zabijemy sługusĂłw, być moĹźe powinna walczyć z nami. Kiedy się ich pozbędziemy, wycofa się na tyły. Tak, zrĂłbmy tak.


– Dzięki…! – Moguzo włoĹźył całą swoją siłę w Cięcie Dziękczynne, lecz Plamy Śmierci z Ĺ‚atwością sparowały ten blok swoją bronią. Natychmiast ruszył do kontrataku. Była to wściekła nawałnica ciosĂłw.


Krzycząc za kaĹźdym razem, Moguzo w jakiś sposĂłb dawał radę blokować wszystkie ciosy, ale—gdyby choć raz mu się nie powiodło, taki cios byłby dla niego śmiertelny, a jego ostrze w niczym by nie pomogło.


Haruhiro był przerażony, więc jak musiał czuć się Moguzo?


Opiera się strachowi, by blokować te uderzenia. W jakiś sposĂłb musimy wykorzystać ten czas. Nie, nie w jakiś sposĂłb. Musimy to po prostu zrobić.


DwĂłjka sługusĂłw zignorowała walkę Plam Śmierci i popędziło w kierunku Haruhiro i reszty.


– Zawiść…! – Ranta wystrzelił w kierunku jednego z nich, aĹź ten zachwiał się.


– Ja to zrobię! – Haruhiro wybiegł przed Yume, szarĹźując w kolejnego. Tak naprawdę nie chciał go zaatakować.


Ten ciął swoim mieczem.


Odepchnięcie.


Sparował to swoim sztyletem.


Gdy tak parował, parował i parował, Yume i Merry zaszły kobolda z obu stron, aby go zflankować. 


– Cięcie KrzyĹźowe!


– Rozwałka!


Zaatakowały jednocześnie z obu stron. Przeciwnik zablokował ataki swoim mieczem oraz tarczą, lecz jego postawa została złamana.


Teraz.
Haruhiro błyskawicznie dostał się za niego i uĹźył Pająka.


Chwytając go od tyłu, podniĂłsł przyłbicę jego hełmu i wbił ostrze prosto w prawe oko. Wykręcił je, wyciągnął i odskoczył.


Przeciwnik wciąż oddychał, więc Merry zaatakowała go laską, a Yume z okrzykiem przewrĂłciła go kopniakiem.


Nie wstawał. Pozostały dwa.


Czy powinien biec do tego trzymanego przez Splot Cieni, czy tego, ktĂłrym zajmował się Ranta?


Bez wahania ruszył w kierunku tego pierwszego. Yume i Merry pobiegły razem z nim. Nie mĂłgł się poruszać, więc powinno pĂłjść łatwo.


Dziewczyny zajmowały jego uwagę, gdy Haruhiro prześliznął się za jego plecy. Pająk. Wykończył go w ten sam sposĂłb co poprzedniego, a następnie ruszył do ostatniego.


Ale co z Moguzo? Wygląda na to, Ĺźe ledwo się trzyma. Właśnie teraz, gdy zablokował ten cios swoim półtorakiem, prawie ugięły mu się kolana. Zdołał się jakoś przed tym obronić, ale—sam dłuĹźej nie pociągnie w takim stanie.


– Sam sobie z nim poradzę! – krzyknął Ranta.


– …Liczę na ciebie! – odrzekł Haruhiro.


Będę wierzył. W swoich towarzyszy.


– Merry, na tyły! – rozkazał. Yume wraz z nim zajęli pozycje obok i z tyłu Plam Śmierci, by wywierać na nim presję. Lecz zamiast wywierać na nim presję…


O co chodzi? Co to za przeraĹźająca aura?


Był odwrĂłcony tyłem do chłopaka. Nawet na niego nie spoglądał. Pomimo tego nie miał on zielonego pojęcia jak podejść do ataku. Czuł, Ĺźe cokolwiek by nie zrobił, okaĹźe się to bezuĹźyteczne.


Lecz niezaleĹźnie od tego, musiał to zrobić.


Tak, musiał.


PrĂłbował podejść do DĹşgnięcia od Tyłu. Taki był plan. JednakĹźe po chwili zauwaĹźył, Ĺźe został powalony.


Co?


MoĹźe kiedy prĂłbowałem się do niego zbliĹźyć, kopnął mnie albo coś?


MoĹźe i mgliście, ale chyba pamiętam, Ĺźe tak właśnie to się stało. Czy jestem cały?
Wstał. Boli tutaj i tutaj, jestem teĹź trochę oszołomiony. Nie jestem pewny, ale chyba wszystko jest w porządku.


– Ĺťryj to, i to, i to, i to, i to…! – wrzeszczał Ranta, wytrącając z dłoni kobolda miecz i tarczę w serii ciosĂłw tak szybkich, Ĺźe oko mogłoby za nimi nie nadążyć. Wszystko to wyglądało na wymuszone, ale najwidoczniej przyniosło rezultaty.


Czubkiem swojego miecza strącił hełm z głowy przeciwnika i wbił ostrze w jego gardziel.


– …Wahaha! Jedno
vice…!


Nawet w takim momencie przejmuje się vice? Muszę zakwestionować jego człowieczeństwo, lecz bez względu na to moĹźna na nim polegać.


– Teraz tylko Plamy Śmierci! – powiedział śmiało Haruhiro, tak głośno, by wszyscy mogli go usłyszeć. Chciał dodać odwagi wszystkim tak bardzo, jak tylko mĂłgł.


Wątpił jednak, by tak naprawdę przyniosło to jakikolwiek efekt.


– Auuuuahahaha! Auuuuahahaha! Auuuuahahaha! – Wył Plamy Śmierci, gdy całkowicie przytłaczał Moguzo.


Oczywiście Haruhiro, Yume i nawet Ranta chcieli mu pomĂłc, lecz nie mogli podejść wystarczająco blisko.


Dlaczego? Czy to ta aura? Czy coś tak niejasnego i niezdefiniowanego jest powodem?


Nie.


To był jego sposĂłb poruszania się. Był niesamowicie dynamiczny. Wyglądało to tak, jakby jego nogi były na sprężynach, gdy poruszał się tak lekko wymachując swoją bronią. Nie pozostawał w miejscu nawet na sekundę. To przez to nie mogli skupić się na celu.


Wciąż jednak musi mieć nawyki i wzorce ruchĂłw, ktĂłre stosuje, prawda? Gdybym tylko mĂłgł się ich nauczyć…


Nie, nie mam czasu by się tak zrelaksować.


– Ohm, rel, ect, vel, darsh…! – Shihoru splotła Tętent Cieni.


Idealny moment, ale brak szczęścia?


Plamy Śmierci z warknięciem machnął swoim przypominającym nóş mieczem, z Ĺ‚atwością tnąc czarną masę Ĺźywiołaka cienia, ktĂłra zniknęła.


JednakĹźe właśnie przez to na chwilę się odsłonił, choć ciężko było to nazwać odsłonięciem się.


– Guh…!


Moguzo, ktĂłry ciągle się bronił, przeszedł teraz do ofensywy.


Powoli zaczęło mu brakować tchu, prawdopodobnie był teĹź ranny, lecz gdyby pozwolił przeciwnikowi na dalszą walkę w ten sam sposĂłb, z pewnością jego defensywa zostałaby w końcu przełamana. Musiał więc podjąć to wielkie ryzyko. Właśnie tak zdecydował Moguzo. Haruhiro wcale nie sądził, by był w błędzie. To była najwyraĹşniej jedyna opcja. Nawet jeśli…


– Gwoohahah…!


Plamy Śmierci wybił półtoraka Moguzo z jego rąk, lecz nie za pomocą swojej broni, acz co zaskakujące, swoim lewym ramieniem.


Co u diabła? Niby w jaki sposĂłb jest to sprawiedliwe?


Haruhiro był osłupiały, ale to musiało być nic w porĂłwnaniu do tego, co czuł Moguzo. Tak naprawdę nawet jeśli nie byłby przez to zszokowany, rezultat byłby taki sam.


Rycząc “Gwahahh…!” przeciwnik cisnął ostrzem swojego miecza w lewy bark Moguzo. Pchnięcie to rozdarło jego zbroję, zatapiając się głęboko w jego obojczyk.


– Moguzooooo…! – Ranta skoczył na kobolda.


Jesteś szalony. To było zbyt lekkomyślne.


Rudowłosy prawie został przepołowiony przez zwrotne cięcie Plam Śmierci, acz w ostatniej chwili pisnął i zanurkował w dół, o włos unikając rychłej śmierci.


JednakĹźe dzięki temu Moguzo zdołał się odtoczyć. Krwawi dosyć mocno i wygląda na powaĹźnie rannego.


– Merry, leć do Moguzo…! – Haruhiro nie musiał tego mĂłwić. Dziewczyna juĹź prĂłbowała leczyć chłopaka.


Czas. Muszę kupić jej trochę czasu.


Yume w tym czasie przygotowała się do strzału.


– A masz! – Wystrzeliła. Z dosyć bliskiej odległości.


Trafiła w bok przeciwnika. Ten zawył ze złości zwracając się w jej kierunku.


– Nie odwracaj się ode mnie…! – Zaatakował Ranta. Lecz Plamy Śmierci z Ĺ‚atwością sparował jego cios, nacierając na dziewczynę.


Yume oczywiście zaczęła uciekać.


– Straszny. Jaki straszny, straszny…!


Wyrzuciła swĂłj łuk i prĂłbowała odtoczyć się za pomocą Szczurzego Uniku.


Haruhiro gonił za przerośniętym koboldem, ale nie był w stanie niczego zrobić. A raczej nie mĂłgł nawet za nim nadążyć.


– …Cholera! – wrzasnął.


– O ciemności, Lordzie Vice…! – Ranta zaczął splatanie czaru. – Demoniczne Przyzwanie…!


Nie wiadomo skąd, coś wyglądającego niczym czarnawo-purpurowy ludzki tors bez głowy pojawiło się przed nim. Miało dwoje oczu wyglądające niczym otwory, a pod nimi rozcięcie, ktĂłre przywoływało na myśl usta. Był to demon Zodiaczek.


– Teraz, Zodiaczek! – ryknął.


– …Nie chce… Nie ma szans… Keehehehe… Keehehehehehehe… Eehehehehehe…


– Uch, tak myślałem Ĺźe nie poleci…


…Co ty do diabła robisz, człowieku? To sytuacja krytyczna.
Haruhiro był zbyt zdegustowany, by cokolwiek powiedzieć. Nie Ĺźeby miał na to teraz czas.


– Agh…! – Yume została wysłana w powietrze przez przeciwnika.


– Ahhh! Cho no tutaj, ty…! – Ranta chwycił Zodiaczka za ramię i pociągnął go za sobą.


Może robić nawet coś takiego?


Rzucił nim w kierunku Plam Śmierci.


– Ĺťryyyyyyyyyyyj tooooooo…!


(…Przeklnę cię… Przeklnę cię, przeklnę cię, przeklnę cięęęęęęę…)


Demon zderzył się z koboldem—albo raczej przyczepił się do jego twarzy. Ten od razu go pochwycił i odrzucił, lecz w tym czasie Ranta zdążył się zbliĹźyć.


– Gniew…!


Celował w szyję. Plamy Śmierci jednakĹźe wywinął się z tego, choć ostrze i tak go dosięgnęło, przelatując po futrze i cielsku. Krew nie płynęła strumieniem, choć zauwaĹźalne było krwawienie.


NieĹşle,
pomyślał Haruhiro. To nie przeciwnik, ktĂłry jest nie do pokonania, bez względu na to, co zrobimy. MoĹźemy to zrobić. Jeśli dobrze do tego podejdziemy, moĹźemy z nim walczyć. Być moĹźe nawet wygramy.


Wyczuwał tę szansę tylko przez krĂłtki moment.


– Aaaaauuuuuuuuuuuuuuuuuu…! – Oczy Plam Śmierci zmieniły kolor. Błysk w jego oczach był kompletnie inny od tego, ktĂłry widzieli na początku.


– …Uah…!


Ranta w mgnieniu oka został zmiaĹźdĹźony.


Ale, co właśnie—się stało?


Haruhiro nie był w stanie tego zauwaĹźyć.


Cokolwiek by to nie było, powaliło Rantę, ktĂłry powaĹźnie krwawi. Podnosi swĂłj miecz w gĂłrę—czy chce go wykończyć?


Coś jest przyczepione do jego ramienia, w ktĂłrym trzyma broń. Czarnawo-fioletowe i—
szeroko otworzył oczy.


– Zodiaczek?


– Keehehehe… Keehehehehehehe… Eekekekekekeke… Keehehehehehehe…!


Warknąwszy, Plamy Śmierci chwycił demona i jakby mĂłwiąc “stoisz mi na drodze”, huknął nim o ziemię. Ten z sykiem zniknął, niczym wyparowując, ale dzięki temu Ranta przetrwał.


Kobold machnął mieczem w kierunku chłopaka. W tym momencie Moguzo wkroczył do walki, jęcząc z wysiłku przy parowaniu tego ciosu swoim półtorakiem.


Gdyby nie było tam Zodiaczka, ktĂłry mu przeszkodził, co by się stało? Prawdopodobnie Moguzo nie zdążyłby. Zodiaczek uratował Rantę.


Shihoru właśnie pomogła wstać Yume, lecz ta trzymała się za brzuch. Wyglądało jakby okropnie cierpiała.


Moguzo był przepychany przez swojego przeciwnika, lecz wciąż starał się go odciągnąć od rannego towarzysza, ktĂłry nie mĂłgł się poruszyć.


– On staje się silniejszy, im bardziej jest ranny! – krzyknęła Merry, biegnąc do Ranty. – …Haru! Zaraz zabraknie mi magii! Dwa czary, moĹźe trzy, jeśli się sforsuję!


Zrobił gwałtowny wdech i zacisnął zęby.


Moguzo… Nawet jeśli Merry uleczy jego rany, nie przywrĂłci to jego wytrzymałości. Ledwo łapie kaĹźdy kolejny oddech.


Im bardziej go zranimy, tym jest silniejszy? Im bardziej zagonimy go w kozi rĂłg, tym będzie nam z nim trudniej. pomimo Ĺźe juĹź mamy z nim problemy? Co to do diabła jest? Co moĹźemy w ogĂłle z tym zrobić?


Nie możemy zrobić nic.


Uciekamy.


Tylko to moĹźemy zrobić.


Ale czy moĹźemy uciec? Gdybyśmy mogli, juĹź dawno byśmy to zrobili. Nie, wtedy jeszcze miał ze sobą trzech sługusĂłw, więc sytuacja się trochę zmieniła. Teraz jest tylko on. Czy jednak zdołamy?


Jest szybki. Jeśli za nimi pogoni, bez cienia wątpliwości nas dorwie. Gdy zaatakuje nas od tyłu nie będziemy mieć Ĺźadnych szans. Zabicie kogokolwiek z nas zajmie mu sekundę. Jeśli złapie pierwszą osobę, złapie teĹź drugą, i trzecią—Nie, to nie ma sensu. Uciekamy razem. Chciałbym to zrobić, ale nie ma na to szans. Musielibyśmy poświęcić kilkoro z nas, a nawet jeślibyśmy się wydostali, nie udałoby się wszystkim. W najgorszym przypadku wszyscy zostaniemy starci w pył.


Jedna osoba. Co najmniej jedna osoba musi zostać z tyłu. Jedna osoba moĹźe go opóźnić. Poświęcając swoje Ĺźycie. Umierając. Jeśli jedna osoba umrze, pozostała piątka przeĹźyje.


To jedyna opcja. Wiem to. Zrobimy to. Kiedy się tym zadręczam, Moguzo w kaĹźdej chwili moĹźe zginąć. Jeśli to się stanie, jesteśmy skończeni. Czeka nas pogrom. Wszyscy umrą. Zostaniemy wycięci. Nie mogę na to pozwolić.


Muszę zabić jednego z nas. By ocalić piątkę. Ale kto to będzie? Kto go opóźni? Czy muszę im to powiedzieć? “Wszyscy będą uciekać, a ty się przez ten czas nim zajmij. Proszę, zgiń.” Przykładowo, Moguzo?


– …Okej! – Ranta skoczył na rĂłwne nogi. Wygląda na to, Ĺźe został uleczony.


Haruhiro zamknął oczy.


– …Przepraszam was.


Za bycie tak Ĺźałosnym liderem.


Wciąż jednak nie zdołam zrobić tego, czego nie potrafię.


Haruhiro chwycił Plamy Śmierci od tyłu, gdy ten prĂłbował wgnieść Moguzo w ziemię. Zdołał to zrobić dosyć łatwo, lecz nie tak, by był tym rozczarowany.


PoniewaĹź juĹź podjąłem decyzję i nie czuję juĹź dłuĹźej strachu? To bez znaczenia.


Przeciwnik prĂłbował go zrzucić.


Nie pozwolę ci na to. Nie puszczam.


Trzymając się kurczowo, uderzał go rękojeścią swojego sztyletu w głowę. Znowu i znowu. 


– Moguzo, Ranta! Merry, Yume, Shihoru! Teraz macie szansę! Uciekajcie!


– A-a-ale… – powiedział ktoś, chyba Moguzo, ale nie był tego pewny.


– Jazda…! – Oszalał. Walił bez opamiętania swoim sztyletem. Bez końca.


Plamy Śmierci wciąż był koboldem, więc budowa jego ciała utrudniała mu uchwycenie czegokolwiek, co jest na jego plecach, jeszcze bardziej niĹź człowiekowi. Wciąż jednak dawał radę uderzać chłopaka łokciami. Nie wyglądało na to, by zdołał ciąć go swoim mieczem, lecz uderzał Haruhiro w plecy i głowę.


Och, cholera. Zaraz zacznę jęczeć. Czuję, Ĺźe stracę chwyt nim do tego dojdzie. Jednak nie mogę go puścić.


– …Chcecie by moja śmierć poszła na marne? – wrzasnął. – Nie zdołam uciec! Popatrzcie na mnie! To koniec! Proszę, uciekajcie! Błagam was!


– ChodĹşmy! – krzyknął Ranta.


Och, Ranta.


Dobrze, Ĺźe taki jesteś. To właśnie Ranta, ktĂłrego znam. Mielibyśmy kłopoty bez ciebie w druĹźynie. Zawsze ciągnij wszystkich ze sobą w taki sposĂłb. To coś, co tylko ty moĹźesz zrobić. Liczę na ciebie.


Przez moment Haruhiro widział Yume patrzącą w jego kierunku. Lecz jej ciało było zwrĂłcone w drugą stronę—spojrzała się jedynie w tył. Była gotowa do ucieczki. Poczuł ulgę. Jeśli Yume pobiegnie, był pewny, Ĺźe Shihoru zrobi to samo.


Yume, gdy pogłaskałaś mnie po głowie, pomyślałem: “To miłe”. Shihoru, nie ciągnij ze sobą wspomnień po Manato zbyt długo.


– Haru! – krzyknęła Merry.


IdĹş. Proszę, idĹş. Wiesz, chyba zacząłem cię lubić i chcę byś przeĹźyła, więc Merry, proszę, po prostu idĹş.


Słyszał ryk Moguzo, ktĂłry powoli zanikał w oddali.


To dobrze,
pomyślał. Uciekaj, Moguzo. Jesteś silny. Coraz silniejszy. Staniesz się jeszcze lepszy. Jesteś rdzeniem tej druĹźyny. MoĹźna powiedzieć, Ĺźe wszyscy na tobie polegamy.


W sumie to juĹź nie â€œmy”.


Ja juĹź nie będę częścią tej druĹźyny.


Zostałem sam.


Nie Ĺźeby cokolwiek dało się z tym zrobić. Sam podjąłem tę decyzję.


Nie mogłem zrobić niczego innego. Nie mĂłgłbym poprosić kogokolwiek z was, by umarł za mnie. Jeśli miałbym to zrobić, raczej wolałem umrzeć sam.


Wiem, Ĺźe musi to być dla was trudne. Nie chcecie mnie poświęcić, by przeĹźyć, prawda? Nie chcę, byście tak myśleli, ale tak właśnie będzie, racja?


Chcę jednak, byście się z tym uporali. Nie wiem jak to powiedzieć, ale pĂłki nie zostawicie tego za sobą, cały ten głupi popis nie będzie miał sensu.


Michiki. Ogu. Mutsumi.


Jeśli tutaj umrę, skończę jak wy?


Jeśli tak, mam nadzieję Ĺźe Merry uĹźyje na mnie Rozproszenia. Proszę, zamień mnie w popiół. Gdy to się stanie, moĹźe ktoś dołączy do druĹźyny i zajmie moje miejsce?


Wiecie, w jakiś sposĂłb… czyni mnie to niesamowicie samotnym i smutnym. Chciałbym sobie tego nie wyobrazić. MoĹźe po prostu byłem na swojej granicy.


Poczuł, Ĺźe jego ciało wzlatuje w powietrze.


Uh oh.


Puścił go.


Puścił Plamy Śmierci.


Upadł na ziemię. Kobold przygotowywał się do biegu. Nie miał zamiaru zabić Haruhiro? Czy planował zostawić w pół martwego chłopaka i pognać za resztą?


Nie. Nie, nie, nie, nie, nie, nie.


Jak duĹźo czas im kupił? Jak daleko zdołali uciec? Czuł jakby minęło juĹź sporo czasu. Ale być moĹźe było to tylko kilka chwil? Nie był w stanie tego stwierdzić.


– Hej…!


Haruhiro powstał. Przeciwnik nie odwrĂłcił się.


Nie pozwolę ci pĂłjść. Sądziłeś, Ĺźe cię puszczę?


Nie bądź śmieszny.


—W tym momencie zobaczył linię.


Nie była zamglona, widział jasną, czystą niczym dzień linię i zaczął się od razu poruszać.


Jestem powolny,
pomyślał. Dlaczego? Ale to nie tylko ja, Plamy Śmierci teĹź. W takim razie chyba jest dobrze.


Zdołałem go dogonić.


Czy to miejsce? Na jego plecach? Musi tutaj być jakiś wewnętrzny organ albo coś takiego.


Skoczył na kobolda, wbijając tam sztylet. Wszedł niczym w masło.


Haruhiro nawet przez chwilę nie miał wątpliwości. To był koniec.


Plamy Śmierci potknął się i upadł w tym samym miejscu, w ktĂłrym stał.



Na jakiś czas Haruhiro zatopił swoją twarz w obrzydliwie brudnym futrze kobolda, lecz w końcu przetoczył się na bok.


Gdy prĂłbował coś powiedzieć, dziwne “ohhh” wydostawało się z jego gardła. Dotknął swojej twarzy i szyi, był cały we krwi. Do tego bĂłl. Wtedy przeszło mu przez myśl,
Co zrobię jeśli zostawili mnie tak za sobą? Raczej nie chciałbym tego. Jednak nie sądzę, bym mĂłgł się ruszyć.


– Heeeeeeeeej… – Haruhiro zdołał podnieść głos i zawołać towarzyszy.


Wierzył, Ĺźe po niego wrĂłcą.


Miał rację.

 

 

<<Poprzedni rozdział

Kolejny rozdział >>