Rozdział 21: Krucha niewinność


Rozdział 21: Krucha niewinność

 

 

 

Nie mogło być jednak tak Ĺ‚atwo.


Haruhiro, ktĂłry pełen pozytywnej energii poszedł na zwiad
tego miejsca, nie mĂłgł powstrzymać się przed przełknięciem śliny.


– …Ĺťartujecie sobie, prawda? – wyszeptał. Wcale się tego nie spodziewał. – …Jest ich teraz jeszcze więcej…?


Na piętrze, ktĂłre wyglądało bardziej na otwarty taras rozwalającego się, dwukondygnacyjnego budynku zrobionego z kamienia, siedział w płytowej zbroi goblin, ktĂłry ewidentnie starał się wyglądać jak jakaś szycha. Na parterze, posiadający hełm i kolczugę, przebywał osobnik z podgatunku większych goblinĂłw – hobgoblin.


Tego mĂłgł się spodziewać. Problemem nie było wnętrze budynku, lecz dwa stwory znajdujące się na zewnątrz, przyodziane w kolczugi i hełmy. KaĹźdy z nich posiadał teĹź tarczę i włócznię, a takĹźe miecz przy boku. Wyglądali na straĹźnikĂłw.


Ten będący w płytowej zbroi nie siedział na ziemi, lecz klęczał na krześle. Krześle, ktĂłrego wcześniej tutaj nie było. Musiał je skądś zdobyć


Bał się o tym myśleć, lecz czy goblin ten nie zwiększał liczby swoich pachołkĂłw po to, by poszerzyć swoją władzę? Nie będzie tego wiedział, pĂłki go nie zapyta. Cóş, nawet jeśli zapyta, niczego się nie dowie, ale jeśli faktycznie tak było, oznaczało to jedynie kłopoty.


Haruhiro wrĂłcił do swoich towarzyszy, by opowiedzieć im o wszystkim, co widział.


– …Niestety, musimy zmienić nasz plan. Jest ich teraz czwĂłrka. Sądzę teĹź, Ĺźe wkrĂłtce moĹźe być ich nawet jeszcze więcej.


– CzwĂłrka… – Merry zmarszczyła brwi, patrząc w dół.


Yume nadęła policzki, Shihoru spuściła głowę i westchnęła, zaś Moguzo lekko stuknął wierzchołek swojego hełmu.


– Co, co? – drwił Ranta. – Teraz zaczniecie się bać? Jesteście beznadziejni. Jako słudzy wielkiego Ranty, powinniście się wstydzić.


– Niby od kiedy jesteśmy… – zaczął Haruhiro, lecz szybko przestał. – To bez znaczenia.


– To ma znaczenie. Nie zatrzymuj się tak nagle. Powinieneś mi dopiec jakąś błyskotliwą ripostą. W ogĂłle nie jesteś zabawny. Jesteś tylko Haruhiro, więc nie zabieraj mi jedynej rzeczy, dla ktĂłrej Ĺźyję.


Zignorował go, spoglądając na resztę.


– Jeśli załoĹźymy, Ĺźe się nie mylę i wkrĂłtce przybędzie ich więcej, to musimy podjąć decyzję. MoĹźe nie tutaj i w tej chwili, ale jak najszybciej. Poddajemy się czy jednak chcemy ich dorwać? Jeśli chodzi o mnie, chcę ich załatwić. Jestem pewny, Ĺźe w tej chwili moĹźemy sobie z nimi poradzić.


Merry wpatrywała się w niego wzrokiem, od ktĂłrego nie moĹźna było się odwrĂłcić.


– Na jakiej podstawie jesteś pewny, Ĺźe teraz moĹźemy ich pokonać?


– Dzięki nowemu ekwipunkowi, zdolności obronne Moguzo znacznie się polepszyły. Elementy jego pancerza są hartowane, więc nie musi tak mocno skupiać się na defensywie, co prowadzi do tego, Ĺźe siła jego atakĂłw takĹźe jest znacznie wyĹźsza. Shihoru jest w stanie obezwładnić jednego z przeciwnikĂłw swoją magią. MoĹźemy w końcu polegać teĹź na Yume, ktĂłra rzeczywiście zaczęła trafiać wrogĂłw ze swojego łuku, zaś ja przez krĂłtki czas mogę zająć przeciwnika w walce uĹźywając Odepchnięcia. No i mamy ciebie, Merry.


– Hej, a co ze mną? Moje imię nie pojawi się w twojej wyliczance? Czy to nie dziwne? Halo?


– Co do mnie… – Merry spuściła wzrok i spojrzała w bok. – …zadręcza mnie to, Ĺźe tak na mnie polegacie. W końcu jestem… kapłanem, ktĂłry pozwolił zginąć swoim towarzyszom.


– Za to my pozwoliliśmy zginąć naszemu kapłanowi. Dlatego teĹź nie chcemy, by zginął ktokolwiek więcej. Nigdy, przenigdy. Bez względu na to, co się stanie. Merry, zapewne myślisz tak samo. Wierzę w ciebie.


Nie odpowiedziała. Ugryzła się w wargę, powstrzymując się od odpowiedzi. Yume i Shihoru połoĹźyły dłonie na ramionach.


– Tak tylko wspomnę – Ranta wskazał na siebie kciukiem. – Ĺźe jestem nieśmiertelny, więc nie umrę, nawet jeśli mnie zabiją. Nie trać czasu na zamartwianie się głupotami.


Podniosła głowę, rozluĹşniając mięśnie ust i lekko mrużąc oczy.


Czy to był uśmiech?


Był tak skryty, Ĺźe Haruhiro nie był tego stuprocentowo pewien, jednak prawdopodobnie właśnie zobaczył jej uśmiech. Ĺťałował jedynie, Ĺźe zniknął tak szybko.
Powinienem wyryć w pamięci ten widok.


– Zrozumiałam. – Przytaknęła. – JuĹź nigdy nie pozwolę nikomu umrzeć. Będę was chronić, więc nie musicie się niczego bać.


– Świetnie. – Haruhiro wyciągnął prawą dłoń, a wszyscy połoĹźyli na niej swoje ręce.


– Fighto, ippatsu!


Po tym zwyczajowym okrzyku Merry przekręciła głowę do boku.


– …Zawsze się nad tym zastanawiałam, ale dlaczego właśnie “fighto, ippatsu”?


Zaśmiali się lekko, lecz po chwili skupili się juĹź na swoim zadaniu.


Muszą działać zgodnie z planem. Tak. Według planu.


Przygotowywali się na ten dzień. Nie było potrzeby układania go od samych podstaw. Musieli wprowadzić jedynie kilka korekt ze względu na dodatkowych przeciwnikĂłw, lecz w dalszym ciągu ich głównym zadaniem było utrzymanie hobgoblina i opanczerzonego goba w szachu, gdyĹź byli oni zdecydowanie silniejsi od pozostałych. To było ich priorytetem.


Wykończą dwĂłch straĹźnikĂłw tak szybko, jak tylko będą mogli, a następnie zajmą się głównymi celami. Wiele razy rozmawiali o strategiach przeciwko nim, więc na pewno sobie poradzą. Uda im się. Z pewnością wygrają.


Jak zawsze Haruhiro poprowadził Yume i Shihoru przodem. Ranta, Moguzo i Merry podążali za nimi utrzymując bezpieczny dystans.


Pierwszą prĂłbą było dostanie się niepostrzeĹźenie na odległość dwunastu metrĂłw, Ĺźeby straĹźnicy znaleĹşli się w polu raĹźenia Sennego Cienia. Nieopodal stał mur, ktĂłry zapewniał idealną ochronę piętnaście metrĂłw od celu, lecz dalsze zbliĹźenie się byłoby trudne. Analizując układ terenu odkryli jednak ruiny dwukondygnacyjnego budynku, w ktĂłrym ledwie, ale jednak mogli się ukryć, a leĹźały one jakieś dziesięć metrĂłw od przeciwnikĂłw. Problem tkwił w tym, Ĺźe musieli ich okrążyć, gdyĹź znajdowali się po drugiej stronie.


To było właśnie to miejsce. Stąd właśnie mieli przepuścić atak.


Gdy Haruhiro dał znak swoimi rękoma, Yume przygotowała łuk i aktywowała Strzelca Wyborowego, a Shihoru ścisnęła swoją laskę i uspokoiła oddech.


Nadszedł ten czas. Zabijemy ich. Opancerzonego i hobgoblina. To oni zabili Manato. Starałem się nie myśleć o tym jak o zemście. Myślałem, Ĺźe złość przyćmi klarowność mojego myślenia, a moje dłonie zbłądzą. Nie Ĺźywię do nich urazy, są po prostu wrogami. Silnymi wrogami. Murem, ktĂłry musimy przeskoczyć.


Wystawił swoją głowę zza ruin. “—!” Nawet nie wciągnął powietrza, po prostu przestał oddychać. Natychmiast schował się z powrotem. Patrzył w tę stronę. Opancerzony gob patrzył na niego.


– …ZauwaĹźyli nas? – Ale jak? Dostrzegli ich wcześniej? Dopiero teraz go zobaczył? MoĹźe był to czysty przypadek? Po prostu patrzył w tę stronę i spotkał się z nim wzrokiem? Nie wiedział, ale to nie było teraz waĹźne.


Szybko wystawił głowę jeszcze raz, aby zbadać sytuację. Oddychał ciężko. Opancerzony miał kuszę, ktĂłrą celował w jego stronę


– …C-co robimy? – Yume rozluĹşniła cięciwę.


Twarz Shihoru zesztywniała i stała się cała blada.


Czy pozostali, ktĂłrzy nie są wcale tak daleko, zrozumieją o co chodzi? Ukrywali się i Haruhiro nie widział ich z tego miejsca, więc nie był tego pewny.


Co powinienem zrobić? Co mam zrobić? Wycofać się? Nie, nie ma szans. Opancerzony krzyczał. Wykrzykiwał rozkazy. Na pewno pozostali przybędą, by nas zaatakować. Nie moĹźemy się wycofać. Musimy to zrobić. Problemem jest ta kusza. Jeśli kogoś trafi, ta osoba moĹźe zginąć.


– Zostaw to Yume.


– …Co?


Nie zdążył jej powstrzymać, a dziewczyna zostawiła swĂłj łuk i wyskoczyła zza ruin.


Opancerzony wystrzelił. Yume zwinęła się w kłębek i przeturlała się do przodu z nadzwyczajną prędkością.


Szczury Unik. Była to umiejętność umoĹźliwiająca jej poruszanie się niczym szczury, z ktĂłrymi niegdyś walczyli w lesie. Mogła unikać atakĂłw cały czas posuwając się naprzĂłd.


Czy udało się jej uniknąć bełtu? Najwidoczniej tak.


– Magia! – Haruhiro klepnął Shihoru w ramię.


– J-jasne! – Wychyliła się, rysując swoją laską pieczęcie Ĺźywiołów i inkantując zaklęcie. – Ohm, rel, ect, krom, darsh…!


Czarny, wyglądający niczym mgiełka Ĺźywiołak poleciał w kierunku opancerzonego. Hobgob podniĂłsł jedynie swoją maczugę, nie wychodząc z budynku, lecz ochroniarze juĹź się zbliĹźali. Jeśli tylko udałoby się jej go uśpić—


– Ach! – Chłopak podniĂłsł głos.


Opancerzony skoczył z piętra na dół. Ĺťywiołak cienia przeleciał przez miejsce, w ktĂłrym jeszcze przed chwilą stał, rozpływając się w powietrzu.


Spieprzyliśmy to. Ostro to spieprzyliśmy. Jest Ĺşle. Jest tragicznie. Nie. To nieprawda. MoĹźemy to nadrobić. Nie panikuj.


– Zajmę się nimi! Shihoru, leć do Merry! – Wyjął sztylet.


– Jasne! – odpowiedziała znowu.


Ranta i Moguzo wyszli z cienia. Yume ponownie uĹźyła Szczurzego Uniku, by uniknąć włóczni ochroniarza. Drugi z nich zaatakował Haruhiro.


Gdzie jest tamta dwĂłjka? Cholera. Nie masz czasu, by to sprawdzić. Włócznia. Jego włócznia.


Odbił w bok swoim sztyletem grot nadchodzącej broni. Jeśli uderzy ją wystarczająco mocno, atak będzie chybiony, a z odrobiną szczęścia moĹźe uszkodzić broń, wytrącić ją przeciwnikowi z rąk lub spowodować, by stracił on rĂłwnowagę. Była to złodziejska umiejętność do walki o nazwie “Odepchnięcie”, lecz ten goblin był dosyć silny. Bez względu na to ile razy blokował ataki przeciwnika, ten bez przerwy go naciskał. To nie był zwykły gob.


– Zajmę się obydwoma! – krzyknął Moguzo.


Serio… naprawdę zamierzał wziąć na siebie opancerzonego i hobgoblina rĂłwnocześnie? To było szalone.


Jakby jednak na to nie patrzeć, jedynie on mĂłgł z nimi odpowiednio walczyć. Dlatego właśnie zamierzali na początku zneutralizować opancerzonego.


To właśnie był ich plan. To była jego podstawa. Rozpadł się tak Ĺ‚atwo.


MoĹźe powinni od razu uciekać. Teraz było za późno. Rozmyślanie nad tym w tym momencie w niczym by nie pomogło.


Haruhiro wycofał się uĹźywając Odepchnięcia. Cofał się i cofał. Wyglądało na to, Ĺźe Ranta i Yume zajmowali się drugim z ochroniarzy. Shihoru ponownie wypuściła Senny Cień, lecz tym razem uderzył on hobgoblina.


Przeciwnik zachwiał się, tak jakby miał zaraz usnąć. Nim jednak to się stało, opancerzony uĹźył płaskiej strony swojego miecza, by uderzyć go w tyłek i wybudzić z tego transu.


Wie o magii. Wie, do czego jesteśmy zdolni.


– Yume! – krzyknął ze złością Ranta. – Jeśli będziesz tylko biegać w kółko, nigdy go nie dorwiemy! Kontratakuj, głupia!


– Och, cicho! Jesteś ostatnią osobą, od ktĂłrej Yume chce to słyszeć… – Ponownie prĂłbowała uniknąć ciosu, uĹźywając Szczurzego Uniku, lecz nieco się spóźniła. Albo przeciwnik przyzwyczajał się do jej ruchĂłw. – …Urkh!


Włócznia drasnęła jej prawe ramię. Nie, zagłębiła się w nie.


– Czemu, ty…! Jak śmiesz robić to Yume?! – Ranta rzucił się na niego. Skoczył do przodu, tnąc swoim mieczem po skosie. – Zawiść…!


– …Gahh! – Przeciwnik zasłonił się tarczą. Chwycił swoją broń tak, by była krĂłtsza i zaatakował. Została sparowana. Pchnął ponownie.


– Och, co, whoa?! – Chłopak z trudnością zdołał parować jego ciosy, wycofując się przy uĹźyciu swoich unikalnych umiejętności. – …Dystans! No dawaj! …Co? Dlaczego mnie nie atakujesz?!


– Bo jesteś zbyt mało subtelny! – Haruhiro wypluł te słowa, Odpychając, Odpychając i Odpychając.


Merry inktantowała modlitwę.


– Światło, niech boska ochrona Lumiarisa zstąpi na ciebie… Uleczenie.


W przeciwieństwie do Uzdrowienia, Uleczenie nie wymagało, by kapłan trzymał swoją dłoń przy ranie. Działało na dystans, a dodatkowo obejmowało całe ciało. To czar, ktĂłrego Manato nie znał.


Yume była praworęczna, a to właśnie jej prawe ramię zostało uszkodzone. Merry musiała uznać, Ĺźe rana była wystarczająco powaĹźna, by ją uleczyć.


Mogła wrĂłcić na pierwszą linię, lecz Moguzo miał kłopoty. W jakiś sposĂłb udawało mu się unikać maczugi hobgoblina, jednak opancerzony cały czas trafiał go swoim mieczem.


Nie było czasu do stracenia. Haruhiro musiał zdjąć jednego z ochroniarzy, by mĂłc pomĂłc Moguzo. W innym przypadku byli zgubieni.
Czy jest coś, czego mogę uĹźyć? Jakiś plan?


OprĂłcz myślenia musiał cały czas Odpychać włócznię przeciwnika. Brakowało mu tchu, drętwiały mu dłonie, lecz gdyby nie sparował ataku choć raz, byłby to koniec. Czuł narastającą panikę.
Dasz radę. Muszę dać radę. Dam radę i wtedy, co? Co zrobię?


– Haru!


Ktoś do niego krzyknął.
Nigdy nie nazwała mnie Haru, lecz to była Merry. To był jej głos.


Nie dam rady spojrzeć w jej stronę. Ale do mnie krzyknęła. To pewnie znaczy, Ĺźe chce, bym do niej podbiegł.


To właśnie zrobił. W dalszym ciągu uĹźywając Odepchnięcia, wycofał się do Merry i Shihoru. Zwabił tam swojego przeciwnika.
Tego właśnie chciałaś, prawda? Jest dobrze, prawda?


Kiedy dziewczyna krzyknęła “Zmiana!” Haruhiro odskoczył na bok. Merry ruszyła do przodu, blokując włócznię goblina swoją laską. Nie, zrobiła o wiele więcej niĹź samo zablokowanie.


– …Kontra!


Przez chwilę wydawało się, Ĺźe włócznia wypadnie z jego rąk, lecz to nie było to. UĹźyła odrzutu od jego broni, by dĹşgnąć go w pierś. Ochroniarz zawył i wycofał się.


Teraz. To nasza jedyna szansa.


Wyczuwając jego zamiary, Merry kontynuowała napĂłr na wroga. Przestawił się on całkowicie na obronę, więc nie mogła jej przełamać, lecz to wciąż wystarczało.


Haruhiro dostał się za jego plecy.


PozwĂłl mi to zobaczyć,
modlił się. PozwĂłl mi zobaczyć światło. Nie, nie jest dobrze. Nie widzę. Nie mam jednak na to czasu.


Wbił sztylet w plecy przeciwnika, z całej siły go blokując. Zdołał przebić kolczugę, lecz było to płytkie pchnięcie.


Goblin zawył z bĂłlu i rzucał się dziko. Pod wpływem chwili Haruhiro zarzucił swoje lewe ramię wokół jego szyi i w połowie drogi wyciągnął swoją broń. Ponownie go dĹşgnął. Wyciągał go i wsadzał z powrotem, bez końca. DopĂłki goblin nie upadł bezwładnie na ziemię, dĹşgał go bez opamiętania.


– …Merry, jesteś naszą wybawicielką! – Haruhiro odepchnął nieruchome ciało na bok i rozejrzał się wokół. Jego ramiona unosiły się za sprawą ciężkiego oddechu. Ranta i Yume w dalszym ciągu nie byli w stanie zabić drugiego z ochroniarzy.


– …Hungh! – Moguzo zablokował maczugę swoim półtorakiem. Zachwiał się.


– Moguzo! – Haruhiro pognał w jego kierunku, lecz nie miał szans, by zdążyć.


Opancerzony skoczył w kierunku Moguzo z rechotem na ustach, nie prĂłbując go ciąć swoim miecz, lecz uderzyć go po prostu w głowę.


Gdy broń zetknęła się z barbutem, iskry wzleciały w powietrze. Nawet z hełmem nie mĂłgł zlekcewaĹźyć tego ciosu. Ponownie się zachwiał, lecz w dalszym ciągu stał twardo na nogach i krzycząc w niebogłosy ciął swoim mieczem, zmuszając przeciwnikĂłw do cofnięcia się.


Oddychał nierĂłwno. Nie krwawił, lecz gdyby zdjął teraz zbroję, byłby cały poobijany. Oczywiście było to dla niego ciężkie, a pomimo tego Moguzo wymachiwał swoim półtorakiem śmiejąc się serdecznie.


– To? To nic takiego! Ja? Wszystko ze mną dobrze! Wahaha!


Zachowywał się jak kompletnie inny człowiek. Było naprawdę Ĺşle. Nie było szans, by sam dał sobie radę.


Powinienem mu pomĂłc?
Jednak sztylet Haruhiro prawdopodobnie nie przebiłby zbroi opancerzonego i nie zadałby śmiertelnej rany olbrzymiemu hobgoblinowi. Było to praktycznie niemoĹźliwe.


– …Ranta, pomóş Moguzo! Zajmę się tym!


– Hmph! Więc nadszedł czas na gwiazdę wieczoru? – Ranta natychmiast podbiegł, po drodze skacząc, podrygując i kicając, i pchnął swĂłj miecz w opancerzonego. – Gniew…!


– Keh…! – Przeciwnik z Ĺ‚atwością odepchnął jego broń, lecz wyglądało na to, Ĺźe jego uwaga przeniosła się z Moguzo.


– …Och! Och! Och?! – Ranta był tym, ktĂłry musiał opierać się temu jednostronnemu naporowi. Bardzo szybko musiał skupić się jedynie na defensywie.


Trzymaj się, Ranta. Nie umieraj.


Haruhiro rozejrzał się i pomyślał,
Teraz Moguzo ma trochę łatwiej, lecz ten ochroniarz juĹź dawno powinien nie Ĺźyć, bo będziemy coraz bardziej spychani. Pewnie trzyma swoją tarczę, wygląda na to, Ĺźe skupia się na obronie. Yume nie moĹźe dla mnie przyjmować ciosĂłw, więc jeśli chcę dostać się na jego tyły—


Gdy tak się nad tym zastanawiał, przeciwnik zwrĂłcił się w jego stronę i pchnął włócznią—


Chwila, co? Tutaj? Ja? Nie chrzań?!


– Och, whoa! – PrĂłbował się z tego wykręcić, lecz włócznia zahaczyła o jego bok i wbiła się w ziemię. Zginając się w pół, dotknął rany, ktĂłra była cała mokra. Pomimo starań bĂłl był tak silny, Ĺźe jęknął, lecz to nie było coś, czego nie mĂłgł przetrwać.


– Haru?! – krzyknęła Merry.


Brzmiała na lekko zmartwioną, więc pomimo Ĺźe było to głupie, ucieszył się.


– …Jest okej! Musimy go zdjąć…!


– Ja to zrobię! – powiedziała Shihoru, szarĹźując na goblina.


Chwila, co ty robisz? Co ty robisz?!


– C… – Merry zabrakło słów, gdy goniła za nią.


Ochroniarz, ktĂłry wyciągnął miecz wiszący u swego biodra, zauwaĹźył dziewczynę.


W czasie biegu zaczęła rysować w powietrzu pieczęcie Ĺźywiołów.


– Ohm, rel, ect, vel, darsh…!


Z charakterystycznym
vwong czarna masa wodorostĂłw wystrzeliła z końca jej laski.


W tym momencie…
Och, jasne, uświadomił sobie Haruhiro.


Tętent Cieni nie był tak wolny jak Senny Cień, lecz nie był teĹź wystarczająco szybki, by przeciwnik nie mĂłgł go nie uniknąć. W takim przypadku dlaczego by się do niego nie zbliĹźyć? Nawet jeśli prędkość była taka sama, im bliĹźej była, tym trudniej było uniknąć czaru. W zasadzie Shihoru zrobiła to po to, by jak najbardziej zwiększyć prawdopodobieństwo trafienia i wyglądało na to, Ĺźe było warto.


– Fogh…! – Goblin został trafiony prosto w twarz przez Ĺźywiołaka cienia. Całe jego ciało popadło w konwulsje.


Yume podbiegła i machnęła swoją maczetą.


– Cięcie KrzyĹźowe…!


Wytrąciła tarczę z rąk przeciwnika, a ostrze mocno zraniło go w prawe ramię. Dzięki temu nawet jeśli dojdzie do siebie z szoku wywołanego hiper-wibracjami, nie będzie mĂłgł zbyt sprawnie posługiwać się mieczem.


– Hah, hah, hah…! – Tak jakby widząc sposobność, dziewczyna kontynuowała napĂłr. Atakowała bezustannie, nie starając się nawet łapać oddechu.


Haruhiro bez problemu wślizgnął się za plecy przeciwnika i pomimo Ĺźe nie widział specjalnego światła, zrobił to samo, co wcześniej. Wbijając ostrze w plecy ochroniarza, wyciągnął go i dĹşgnął ponownie. Owijając jego szyję swoją ręką, dĹşgał nieprzerwanie. W przeciwieństwie do pierwszej ofiary, czuł się z tym Ĺşle.


To okrutny sposĂłb zabijania.
Pomimo Ĺźe miał z tego powodu słabości, nie przerywał. Mogliście zabić mnie w ten sam sposĂłb. Przepraszam, ale płyniemy na tej samej łodzi.


Kiedy go wykończył, był wyczerpany. Jego bok bolał, ale nie miał czasu, by nad tym biadolić.
W końcu. W końcu nadszedł ten czas.


Naciskając swoje mięśnie brzucha, podniósł głos.


– To prawie koniec! PokaĹźmy, Ĺźe wszystko co robiliśmy, nie poszło na marne!


Wiem, Ĺźe to dziwne myśleć tak o własnych słowach, ale komu to pokaĹźemy?
pomyślał. Manato odszedł. Nie poszło na marne? Serio? MoĹźe tylko chcę tak myśleć. Chciałbym wymyślić lepszy tekst. Chcę dojść do momentu, w ktĂłrym będę w stanie to zrobić. Nie chcę, by był to koniec. Niezbyt chcę być ochotnikiem, ale chcę mieć jakieś “jutro”. Chcę Ĺźyć. Nie chcę umierać. Przynajmniej nie chcę JESZCZE umrzeć. Manato, musiałeś czuć to samo. Nie mogłeś być usatysfakcjonowany. Było tyle rzeczy, ktĂłre mogłeś jeszcze zrobić. Mam farta, Ĺźe dalej tu stoję, więc będę nadal Ĺźył. Brnął naprzĂłd. Razem ze wszystkimi odnajdę “jutro”… Lecz, Ĺźeby tego dokonać musimy wygrać. Musimy ich zabić.


– Najpierw zdejmę hobgoba! – Haruhiro pobiegł, by znaleźć się na plecach przeciwnika. Wyglądało na to, Ĺźe Yume przygotowywała się do ataku od boku.


Z okrzykiem “Hunngh! Hunngh!” na ustach Moguzo zaatakował go dwukrotnie. Pierwszy cios został sparowany maczugą, lecz drugi wbił się w jego lewe ramię. Pomimo Ĺźe nie przebił się przez kolczugę, hobgob jęknął z bĂłlu zdejmując lewą dłoń z maczugi, ktĂłrą trzymał obiema rękoma.


Poczuł to.


– Przyszpilmy go!


Wtedy to się stało.


Opancerzony.


– Gyahhgah…! – Goblin zostawił w tyle Rantę, tnąc w Moguzo. ZbliĹźył się niepostrzeĹźenie, a ostrze leciało po skosie.


Nie pieprz, czy to był Szaleńczy Atak? Jesteś tylko cholernym goblinem.


Moguzo powstrzymał cios półtorakiem, a ostrza ich broni zblokowały się. JednakĹźe atakowanie z tej pozycji było jedną z jego specjalności. Moguzo prĂłbował przytrzasnąć miecz opancerzonego i uĹźyć Natarcia. Ten jednak odskoczył i natychmiast ciął w Rantę.


– Och…! – Został kompletnie zaskoczony, a w powietrzu dało się słyszeć jedynie głuche echo od uderzenia miecz o jego hełm garnczkowy. W gwałtownej serii przeciwnik kontynuował natarcie, najpierw pchnąc, potem tnąc z gĂłry i z dołu. Chłopak mĂłgł jedynie krzyczeć “Ach! Hej! Hola!” uciekając przed atakami. Był tak naciskany, Ĺźe nie mĂłgł nawet uĹźyć Dystansu do ucieczki.


Jest Ĺşle. Jeśli tak dalej pĂłjdzie to zginie.


– Ohm, rel, ect, vel, darsh…!


Shihoru była osobą, ktĂłra uratowała chłopaka. Był to Tętent Cieni. Czarna kula wodorostĂłw uderzyła w ramię opancerzonego. Zawył i zadrĹźał jedynie przez chwilę, lecz w tym czasie Ranta zdołał się od niego trochę oddalić i złapać oddech.


– …Tch! Nie potrzebowałem twojej pomocy!


– Potrzebujemy decydującego ciosu…! – Haruhiro trzymał swĂłj bok.
Nie potrafię ignorować takiego bĂłlu. MoĹźe dlatego, Ĺźe zbytnio się spieszę, nie mogę się skupić. SpĂłjrz na Shihoru. Wygląda na to, Ĺźe ma problemy. Jest dość mocno zmęczona. Na początku dwukrotnie uĹźyła wyczerpującego Sennego Cienia, a teraz drugi raz uĹźyła Tętentu Cieni. Ile jeszcze razy będzie mogła uĹźyć magii? Poza tym jeśli dobrze pamiętam, Senny Cień nie działa dobrze na cele, ktĂłre są podekscytowane. Nie wygląda teĹź na to, by Tętent Cieni mĂłgł być decydującym atakiem. W takim przypadku zostało tylko jedno wyjście. Rozstrzygniemy to teraz. Właśnie tutaj. PĂłki nie przeciągnie się to w nieskończoność i zostaniemy rozbici, zabijemy tego hobgoba.


– Moguzo, zrĂłb to…!


– Mhm! – Natychmiast mocno stanął na nogach i ryknął.- Ruohhhhhhhhhngh…!


Wrzasnął wystarczająco głośno, by przyprawić ich o dreszcze. Był to Okrzyk wojownika. Gdy ktoś usłyszał go z bliska bez odpowiedniego przygotowania, szok był gwarantowany. Przeciwnicy nie tylko byli wstrząśnięci, lecz drĹźeli teĹź ze strachu. Właśnie to przytrafiło się hobgoblinowi. Nagle stanął sztywno, niczym sparaliĹźowany. Szybko doszedł do siebie, lecz liczyła się kaĹźda sekunda.


– Karczowanie! – Yume cięła maczetą na wysokości pasa hobgoblina.


Moguzo zrobił krok w tył, by po chwili machnąć swoim półtorakiem z całych sił wykorzystując ciężar swojego ciała.


– Dzięęęęęęęki…!


Z przeraĹźającym dĹşwiękiem broń Moguzo zatopiła się w barku przeciwnika, prawdopodobnie zatrzymując się na obojczyku.


– …Fuohh…! – Hobgob padł na jedno kolano, lecz prĂłbował wstać.


Tak długo jak oddycha nie moĹźemy opuścić gardy. Nie zrobimy tego.


– Ĺťryj to! – Z takim okrzykiem Haruhiro kopnął przeciwnika w tył jego głowy.


Moguzo przepuścił na niego tuman ciosĂłw, gdy był on jeszcze wstrząśnięty od kopnięcia.


– Ungh! Ngh! Hungh! Gah, gah, gah! Achhhhh! Uwahhhhhhhhhhhhhhhhhhh…!


To nie takie proste. Ludzie umierają tak szybko, lecz odbieranie Ĺźycia nie jest takie łatwe.


Widok był makabryczny, lecz sam Haruhiro brał w tym udział. Nie mĂłgł odwrĂłcić wzroku tylko dlatego, Ĺźe widok był obrzydliwy.


Gdy goblin przestał się szarpać, Moguzo upadł na czworaka. Jego plecy falowały ciężko, a oddech był przerywany. To nie było tylko zmęczenie. Musiał być ranny na kaĹźdym kawałku swojego ciała.


– S-s-szy…! – krzyknął Ranta. – Szybko, p-pomóşcie mi! Szy…bko!


Kiedy spojrzeli w tamtą stronę, chłopak pochylał się do tyłu parując ciosy opancerzonego. Chwiał się na swoich nogach.


Osiągnął swĂłj limit. Prawdopodobnie dawno go przekroczył.


– Dobrze ci idzie! Świetna robota, Ranta!


– Tak! Yume teĹź cię pochwali ten jeden raz!


Haruhiro i Yume prĂłbowali wziąć go w kleszcze. Jednak przeciwnik zadał cios i zaczął biec.


Biegnie. Biegnie szybko. Chce uciec? Nie. To nie to. Tam jest Shihoru.


– Ach…?! – Otworzyła szeroko oczy i pchnęła swoją laskę przed siebie.


Zesztywniała ze strachu. Nie moĹźe walczyć… Ale nie musimy się martwić.


– Z drogi! – Merry stanęła przed dziewczyną, ustawiając laskę i całe swoje ciało pod kątem.


To była “Gotowość”. Postawa obronna.


Opancerzony podniĂłsł swĂłj miecz. Czy Merry sparuje go do boku, a moĹźe odepchnie? Nie mogła zrobić niczego. Ostrze przeciwnika sunęło łukiem nisko przy ziemi. Wbiło się w grunt, wzbijając kurz. Merry była zaskoczona i zamknęła oczy.


W tym właśnie momencie goblin odskoczył, rzucając coś lewą ręką. Nóş. Nóş do rzucania?


Merry wycofała się, kierując dłoń do brzucha. Był tam. Był tam nóş. Wbity głęboko.


– Merry…!
Stop. Co robisz? Manato. Merry skończy jak on. Nie rĂłb mi tego.


Haruhiro zaszarżował.


Nie myślę. Co powinienem zrobić? Nie wiem. Nie wiem co zrobić.


Następną rzeczą, ktĂłrą zauwaĹźył, było to, Ĺźe zbliĹźa się do opancerzonego.


Miecz.


Broń przeciwnika sunęła w jego stronę.


Z gĂłry po lewej. Leci we mnie pod skosem. Nie mogę uniknąć. Co mogę zrobić? Nurkuję. Idę dalej. PĂłki mnie nie sięgnie.


Myślał, Ĺźe umrze. Lecz nie umarł. Jeszcze nie.


Skończył tuląc goblina od przodu. Rąbnął twarzą w jego hełm, ale wcale się tym nie przejął.


– Gwahh…! – Powiedział coś, lecz nie był to ludzki język, więc nie zrozumiał.


Miecz. Zatrzymać miecz.


Desperacko trzymał prawe ramię przeciwnika, w ktĂłrym ten dzierĹźył miecz. Gob uderzył go w szczękę. Jeszcze raz i jeszcze raz. Poczuł, Ĺźe jego świadomość powoli odpływa.


Nie odpływaj. Nie odpływaj, nie jesteś rybą.


Rozmawiając ze sobą w taki sposĂłb, Haruhiro chwycił odwrotnie sztylet.


Opancerzony krzyknął. Tak jakby mĂłwił, by chłopak przestał.


Za cholerę nie przestanę. Nie ma szans.


Hełm chronił całą jego głowę, lecz były w nim otwory na oczy.


Tutaj.


PrĂłbował dĹşgnąć sztyletem właśnie tam, lecz goblin go powstrzymał. Powstrzymał go chwytając ostrze lewą dłonią. Ich ręce się trzęsły. Trochę dalej. Trochę dalej i dotrze do jego oczu. To â€œtrochę dalej” wydawało się tak odległe.


– Cholera! Cholera, cholera, cholera…! Dlaczego musisz być tak silny…?!


– Panie Haruhiro…! – To był głos Moguzo.


Kroki. Biegł tutaj. Nim zdołał na niego spojrzeć, opancerzony odskoczył.


– Hunnnnnnnnnnngh…!


Moguzo schylił się, spuszczając miecz trzymany w gĂłrze z taką siłą, Ĺźe wyglądało jakby miał upaść. Głośny dĹşwięk rozbrzmiał w jego kiszkach, a Haruhiro pomyślał jedynie,
Moguzo, to było niesamowite. Półtorak odłączył głowę przeciwnika od reszty jego ciała. Oczywiście goblin juĹź dłuĹźej nie oddychał. Był martwy.


– Czy… zabiłeś go? – wyszeptał nerwowo Ranta.


– Tak… Yume tak myśli. – Dziewczyna zgarbiła się wyczerpana.


– …Nie mogę w to uwierzyć – dodała Shihoru.


– Woahhhhhhhhh?! – Moguzo uniĂłsł swĂłj miecz i krzyknął radośnie, lecz sam jeszcze nie mĂłgł w to uwierzyć, więc zabrzmiało to niezbyt entuzjastycznie.


– …Przepraszam, Ĺźe mĂłwię to teraz. – Merry podniosła dłoń. – Nie przeszkadza wam, Ĺźe to uleczę? Straszliwie boli.


– Za co przepraszasz? – zaśmiał się Haruhiro, by po chwili ścisnąć się za bok. Prawie jęknął. Byłoby lepiej, gdyby tego nie dotknął? Nawet jeśli zostawił to w spokoju, powodowało rwący bĂłl. Nie mĂłgł juĹź dłuĹźej ustać, więc przyklęknął.


– …Przepraszam, Merry. Mogę poczekać, ale ulecz teĹź mnie. Auć…

 

<<Poprzedni rozdział

Kolejny rozdział >>