Rozdział 16: Kiedy mierzysz wysoko


Rozdział 16: Kiedy mierzysz wysoko

 

 

 

Kiedy Haruhiro następnego ranka opuścił pensjonat, spotkał Shihoru, ktĂłra nagle zaczęła go przepraszać.


– U-um! Ja… przepraszam! Byłam przekonana, Ĺźe wasza dwĂłjka jest w bliskich relacjach… Przepraszam, wyciągnęłam pochopnie wnioski! Yume mi wyjaśniła, co się tak właściwie stało, więc…


Przeprosiny były jak najbardziej w porządku, ale byłby duĹźo szczęśliwszy, gdyby nie wspominała o tym przy Rancie i Moguzo.


– Relaaaacje? – Nozdrza Ranty rozszerzyły się, gdy przybliĹźył się do twarzy Haruhiro. – Co? O co chodzi z tą relacją? Jakiego rodzaju i między kim? Hmmmm?


– …To nic takiego. – Haruhiro przechylił się nieco do tyłu.


– “To nic takiego”, hm? Powiedz mi. MĂłw! Gadaj! – krzyczał.


– Słuchaj, Shihoru juĹź powiedziała, Ĺźe wyciągnęła pochopne wnioski, prawda? – usprawiedliwiał się.


– Tak, dlatego właśnie pytam, co takiego się stało, Ĺźe wyciągnęła takie wnioski.


– Teraz posłuchaj – wtrąciła się Yume.


Mam nadzieję, Ĺźe nie chce znowu powiedzieć czegoś, czego nie powinna!
Chciałby, by jego obawy się nie sprawdziły, lecz nic się nie zmieniło w tej kwestii.


– To było tak, Ĺźe wczoraj Yume była przytulana przez pana Haru, a Shihoru to zobaczyła. To wszystko.


– Cooo…?! – Oczy Moguzo prawie wyskoczyły z orbit.


– Hola, hola, hola, holaaaaaa! – Gałki oczne Ranty takĹźe wyglądały jakby zaraz miały eksplodować. – Co, naprawdę, jak to się stało? MĂłwisz powaĹźnie?! Kiedy ty i Haruhiro zaliczyliście drugą bazę?!


– Jaką drugą bazę…? Nie, czymkolwiek by ona nie była, Yume i ja niczego nie zaliczyliśmy. To nie to, my—


– Jak to nie to?! PrĂłbowałeś z nią to zrobić, prawda?! Rozkręcaliście się, kiedy Shihoru weszła bez pukania i zatrzymaliście się, bo spanikowaliście, prawda?! Zatrzymaliście się na półmetku!


– Pan Haru płakał – wytłumaczyła Yume.


– …Yume, nie musisz mu tego mĂłwić – powiedział Haruhiro.


– Co?! Płakał… – Ranta przeniĂłsł wzrok z niego na dziewczynę, drapiąc się po swoich kręconych włosach. – …Och, to wszystko. Więc to tak. PozwĂłlcie mi zgadnąć. To było łzawe rozstanie, co? Głupi Haruhiro został odrzucony, a Yume z litości prĂłbowała go pocieszyć. Tak to wyglądało. Teraz rozumiem.


– Jest zupełnie inaczej niĹź myślisz, ale nie chcę tracić juĹź więcej czasu, by ci to teraz tłumaczyć…


– Cóş, w kaĹźdym razie – kontynuowała Yume z jej zwyczajowym, wyluzowanym podejściem. Haruhiro zazdrościł jej tego. – Yume zdecydowała, Ĺźe sprĂłbuje zaprzyjaĹşnić się z Merryś. Shihoru takĹźe. Powiedziała, Ĺźe będzie starała się współpracować.


Shihoru spojrzała na ziemię, obejmując mocno swoją laskę.


– …Nie sądzę, Ĺźe mi się to uda, ale postaram się. Tak myślę.


– ZaprzyjaĹşnić się? – Ranta zmarszczył brwi tak mocno jak tylko potrafił. – Z Merry? To niemoĹźliwe. No kurdę, proszę was, wiecie Ĺźe ona wcale nie ma zamiaru się z nami kumplować?


– …A-ale w ten sposĂłb jest ciężko. – Moguzo zwiesił głowę. – Chciałbym, Ĺźeby udało nam się z nią dogadać, Ĺźeby chociaĹź odpowiednio nas leczyła, no wiecie…


Kooperacja nie była jedyną rzeczą, z ktĂłrą miała problemy. Innym mankamentem było to, Ĺźe nie do końca sprawdzała się jako kapłanka. Nie chciała uzdrawiać ich w normalny sposĂłb. Będąc bardziej specyficznym, pozostawiała lekkie rany samym sobie.


Proszenie o to wcale nie pomagało. Albo byli ignorowani, albo stanowczo im odmawiała. Oczywiście jeśli rana miała wpływ na ich poruszanie się lub zagraĹźała ich Ĺźyciu, leczyła ją, lecz wciąż mieli problemy z tym, Ĺźe była skłonna zostawić swojego towarzysza w bĂłlu.


Manato był całkowicie inny. Nawet jeśli ktoś jedynie się zadrapał, od razu był przez niego leczony. To sprawiało, Ĺźe zawsze czuli się bezpiecznie, nawet jeśli zostali trochę pokiereszowani w trakcie walki.


Z Merry brakowało im tego uczucia. Obawiali się, Ĺźe nawet jeśli będą tego naprawdę potrzebowali, dziewczyna odmĂłwi im leczenia, lub nawet ich opuści. Z tego teĹź powodu byli ciągle podenerwowani.


– W kaĹźdym razie. – Haruhiro spojrzał na wszystkich swoich towarzyszy, oprĂłcz Ranty. Po prostu go pominął.  – Musimy zbudować z nią relacje oparte na zaufaniu. Jeśli od tego nie zaczniemy, ciągle będziemy stać w miejscu. MoĹźe jest jakiś powĂłd, ktĂłry wpływa na zachowanie Merry. Właśnie dlatego, Ĺźe go nie znamy, wszystko idzie jak po grudzie.


– Ma po prostu okropny charakter – zadrwił Ranta. – Ona jest chora chłopie, po prostu chora. Cierpi na chroniczną, wrodzoną złośliwość. Tego nie da się wyleczyć.


– PrzecieĹź potrzebujemy kapłana, co nie?


– Mam pomysł, Haruhiro. Ty nim będziesz. Dobra! Ĺťegnaj, Merry! Problem rozwiązany! No tak! Chłopie, ale jestem mądry. Wyśmienicie. Świetny pomysł!


Tak naprawdę sam wcześniej myślał o takim rozwiązaniu, lecz jedynie jako ostatnią deskę ratunku. Lubił robotę złodzieja; ukrywanie się, zadania zwiadowcze, szukanie sposobności do ataku od tyłu. Chciał zdobywać coraz to więcej doświadczenia właśnie jako złodziej. Poza tym, po wczorajszej rozmowie z Yume, uświadomił sobie jeszcze jedną rzecz.


– Ranta.


– Tak?


– To ja, ty i Moguzo zdecydowaliśmy, Ĺźe Merry się do nas przyłączy, prawda?


– I ta decyzja była olbrzymim błędem, dlatego teĹź powinniśmy juĹź ją wykopać z druĹźyny.


– Przyłączyła się do naszej ekipy, więc jest teraz jednym z nas.


Wyglądało na to, Ĺźe Ranta szukał riposty, lecz jedynie zamilkł i zaczął się dziwnie gapić w podłogę.


– Słuchaj, rozumiem. – Haruhiro złapał go za prawy nadgarstek swoją lewą dłonią. – To nie jest proste, by tak od razu traktować ją na rĂłwni z pozostałymi. No i Merry swoim zachowaniem wcale nam w tym nie pomaga. Lecz jeśli ciągle będziemy się tak od niej odcinać, to nigdy nie będzie w stanie się do nas wpasować, nawet jeśliby tego chciała. Ona nie jest maszyną, ktĂłra będzie chodzić wkoło nas i jedynie nas uzdrawiać.


– …To prawda – powiedziała Yume, kładąc palec na policzku. – Merry jest chłodna w stosunku do nas, ale być moĹźe my teĹź tacy byliśmy wobec niej.


– Tak… – Moguzo skinął powoli głową. – To moĹźe dlatego.


– M-moĹźe – oznajmiła Shihoru, mamrocząc bez przekonania – ona tak naprawdę jest dobrym człowiekiem… M-moĹźe jest tsundere albo coś?


– Nie ma mowy! – Ranta spojrzał w drugą stronę. – Bez szans. Nie postawiłbym na to Ĺźadnych pieniędzy. Jest złośliwą kobietą, zepsutą do szpiku kości. Nic nie zmieni mojego zdania. Powinniśmy się z nią rozstać. Głupi Haruhiro moĹźe być naszym kapłanem. Bo to zła kobieta była.


– Jeśli byłbym kapłanem w naszej druĹźynie, niewaĹźne co by się stało, nie uleczyłbym ciebie. No wiesz, jesteś mrocznym rycerzem. BĂłg ciemności Skullhell i bĂłg światła Lumiaris są wrogami, prawda? Nie jestem takim mięczakiem, Ĺźe leczyłbym wrogĂłw.


– Pff. Jesteś zdyskwalifikowany! Zdyskwalifikowany! Moguzo moĹźe… Nie, bez wojownika mielibyśmy problem. Dobra, Yume! Ty to zrobisz!


– Yume chce swojego wilczura, więc pozostanie łowcą.


– Fuj… jesteś tak samolubna! W takim razie Shihoru! Co z tobą?!


– …Nie sądzę, bym była w tym dobra. Jeśli ktokolwiek zostałby ranny, zaczęłabym panikować juĹź przed samym uzdrawianiem.


– Jesteś bezuĹźyteczna! Wy wszyscy jesteście bezuĹźyteczni! Całkowicie bezuĹźyteczni! To nie ma sensu! To jakaś zbieranina ludzi, ktĂłrzy nawet nie muszą się starać, by być bezuĹźyteczni! Jeśli więc doszło do tego… – odchrząknął Ranta. – …Jeśli juĹź do tego doszło, jest tylko jedna opcja. Nawet ona jest lepsza od braku jakiegokolwiek kapłana. Po prostu mĂłdlmy się, Ĺźeby była tsundere… Gdyby nią była, zauroczyłaby się we mnie, co nie? To chyba nie takie… złe, prawda?


– O-oczywiście, Ĺźe nie zauroczyłaby się w tobie…


– Och, zamknij się Moguzo! Moguzo?! CzyĹźby właśnie ten Moguzo mnie zripostował?! Hej, naprawdę?! Nie mogę w to uwierzyć!


Więc właśnie tak się stało – ustalili pewne zasady. Będą traktować Merry jako jedną z nich, a ona stanie się ich towarzyszką.


Później mogli więcej o tym porozmawiać. Jeśli nie będą w stanie pokonać tej przeszkody, nie będą mogli takĹźe rozwijać się jako druĹźyna.


Jednak nie wyglądało na to, by znajdowała się przed nimi łatwa droga.


Merry jak zawsze oczekiwała na nich przy północnej bramie.


Haruhiro pomyślał, Ĺźe wszystko zaczyna się od odpowiedniego przywitania się, więc energicznie krzyknął “Dzień dobry!”.


PrzecieĹź tylko się z nią przywitał. Dlaczego więc musiała wbijać w niego swoim wzrokiem te lodowe sztylety?


Czuł się w tym momencie, jakby po prostu z niego kpiła, patrząc z szyderczym uśmieszkiem. Pewnie myślała coś w stylu
Spłoń w piekle albo Przepadnij śmieciu.


Po dręczeniu chłopaka swoim zimnym wzrokiem, rzuciła krótkie “Dzień dobry”.


– Pospieszmy się, będę za wami podążać.


Nic w tej kwestii się nie zmieniło.


W drodze do Starego Miasta w Damuro Yume i Shihoru podjęły odwaĹźne prĂłby rozmowy z kapłanką. Pytały o to, gdzie mieszkała, co miała na Ĺ›niadanie i kolację, czy o to, kiedy stała się ochotnikiem.


Z ktĂłrej strony by nie patrzeć były to raczej nieszkodliwe pytania, lecz Merry nigdy nie dawała prostej odpowiedzi. “Kto wie?” czy â€œJedzenie” znajdowały się na polu odpowiedzi nie takich złych, lecz kiedy wymsknęło się jej “Jakie to ma znaczenie?”, Yume i Shihoru nie były w stanie zmusić siebie do kontynuowania tej konwersacji.


Jest trudnym przeciwnikiem. Cóş, w sumie to nie jest wrogiem. Jest sojusznikiem. Jest jedną z nas.


Nawet jeśli nie potrafili z nią rozmawiać, chcieli chociaĹź trochę polepszyć swoje stosunki. Rankiem poszczęściło im się i napotkali grupę trzech goblinĂłw, więc przygotowywali się na ciężką bitwę. Gdyby byli w stanie wyjść z tej walki zwycięsko, być moĹźe udałoby się im zrobić choć jeden krok naprzĂłd.


– …Moguzo, Ranta, bierzecie na siebie po jednym! Yume i ja zajmiemy się ostatnim! Shihoru i Merry, zapewnijcie wsparcie chłopakom!


Subtelnie starał się przekonać dziewczynę, by udzieliła wsparcia, lecz gdy Tętent Cieni i Magiczny Pocisk Shihoru uderzyły przeciwnika, Merry jedynie stała. Gdy Ranta otrzymał lekkie cięcie w lewe ramię i przesadnie wrzeszczał z bĂłlu, po prostu go zignorowała.


– Nie wycofuj się po czymś takim! Jesteś wojownikiem, prawda?! – krzyknęła do Moguzo, ktĂłry wystraszył się po tym jak otrzymał płytkie cięcie na skroni. Po prostu. To tyle. Nie zrobiła niczego więcej.


– Cholera, nie bądĹş taka zarozumiała! Stoisz tylko i nic nie robisz! – Ranta odkopnął goblina od siebie i wkroczył w miejsce, ktĂłre w ten sposĂłb sobie wywalczył, zmniejszając dystans i wyprowadzając pchnięcie swoim mieczem. – …Gniew…!


StwĂłr jedynie pisnął z bĂłlu, kiedy broń wbiła się w jego szyję. Jeszcze przez chwilę rzucał się w agonii, by zaraz potem zamilknąć na wieki. Umiejętności władania orężem uĹźywane przez mrocznych rycerzy, Mroczne Sztuki Walki, unikały walki w zwarciu, preferując przy tym atakowanie spoza zasięgu przeciwnika. Były to prostu taktyki polegające na uderzeniu i wycofaniu się na bezpieczną odległość.


To co właśnie zrobił wcale nie pokrywało się z jego słowami. Na szczęście wszystko dobre, co się dobrze kończy. Teraz została nam tylko dwĂłjka. Nie—


Moguzo z okrzykiem na ustach uĹźył Natarcia, tym samym odpychając przeciwnika, z ktĂłrym jeszcze przed chwilą miał zakluczone ostrza. Na tym nie poprzestał i szybko wymierzył cios w zataczającego się do tyłu wroga.


– Hungh…!


Czaszka goblina została przepołowiona, a reszta ciała została zgnieciona. Pozostał tylko jeden.


– Marc em parc…! – Shihoru wypowiadając inkantację narysowała swoją laską pieczęcie Ĺźywiołów, a po chwili kropka światła wielkości pięści uderzyła w klatkę piersiową ostatniego stwora.


– Gyah…! – zaryczał.


Siła uderzenia Magicznego Pocisku była porĂłwnywalna do siły uderzenia pięścią przez dorosłego człowieka. Goblin tylko na chwilę stracił rĂłwnowagę, lecz dzięki temu Yume wykorzystała okazję i błyskawicznie się do niego zbliĹźyła prĂłbując ściąć go swoją maczetą.


– …Karczowanie…!


Przeciwnik był zaskoczony, lecz udało mu się uniknąć ciosu odskakując do tyłu. Prosto pod ostrze Haruhiro, ktĂłry właśnie znajdował się za nim.


Teraz,
pomyślał, a jego ciało weszło w swego rodzaju trans.


Nie wziął nawet oddechu przed DĹşgnięciem od Tyłu. Sztylet wbił się w plecy stwora niczym nóş w masło, a następnie przebił się przez jego brzuch.


Coś czuję, Ĺźe trafiłem w dziesiątkę!


Goblina złapały gwałtowne drgawki, gdy siły opuszczały jego ciało. Haruhiro obniĹźył końcĂłwkę swojego ostrza i swoim ramieniem pchnął ofiarę. Przeciwnik bez Ĺźadnego oporu zsunął się ze sztyletu, opadając bezwładnie twarzą na ziemię.


– Gwahahahaha! – rechotał głośno Ranta, odcinając w tym samym czasie szpony ze zwłok goblina. – Nasze zgranie było kompletnie do dupy, lecz moje cięcie doprowadziło nas do wielkiego zwycięstwa! Jestem taki wspaniały! To jest tak przewidywalne, Ĺźe aĹź nudne! Ale właśnie, boli mnie ręka! Merry! Ulecz ją!


Dziewczyna olała go, Ĺźwawo podchodząc do Moguzo.


– Siadaj.


– …Okej. – Rozkazała mu jakby był psem, lecz spoczął swoim tyłkiem na ziemi.


Merry dotknęła jego czoła, tyłu jego głowy, a w końcu takĹźe i skroni. Kiedy ten skrzywił się, wyszeptała coś do niego, lecz Haruhiro nie był w stanie tego usłyszeć. Wykonała znak heksagramu i wypowiedziała modlitwę.


– Światło, niech boska ochrona Lumiarisa zstąpi na ciebie… Uzdrowienie.


– …Jeśli będziemy czekać do końca walki, to jest w stanie nas uleczyć – wymamrotał do siebie Ranta w czasie zbierania sakiewek goblinĂłw. ZnaleĹşli w nich dwa szylingi i dwa ładne kamienie, a takĹźe garstkę kłów, jakichś przyborĂłw i innych drobnostek. W zaleĹźności od ceny tych kamykĂłw mogli właśnie zyskać jakieś cztery srebrne monety.


– Hej, Merry! Skończyłaś z Moguzo, to wylecz teraz mnie!


– To tylko zadrapanie.


– Nie, wcale Ĺźe nie! Patrz, leci z niego krew! Nawet jeśli właśnie przestaje, to leci cały czas!


– SprĂłbuj na to splunąć. I mĂłw do mnie z uĹźyciem zwrotĂłw grzecznościowych, bo kończy mi się juĹź cierpliwość.


– Eek!


—tak się właśnie to skończyło, poniewaĹź niezbyt często chciała leczyć jego rany. Jednak trzeba przyznać, Ĺźe Ranta często robił duĹźo hałasu o nic, kłócąc się o kaĹźde, nawet najdrobniejsze zadrapanie.


Być moĹźe Manato wyglądał na wspaniałomyślnego, lecz tak naprawdę był cały czas zdenerwowany. Nie czuł się swobodnie, dopĂłki kaĹźdy z nich nie był w perfekcyjnym stanie, więc od razu leczył kaĹźdego z nich. MoĹźe nie było to tak naprawdę konieczne. Kiedy Haruhiro głębiej się nad tym zastanowił, uznał, Ĺźe Manato przesadzał. Co do Ranty, zdecydowanie traktował go zbyt pobłaĹźliwie.


Po uprzątnięciu zwłok Haruhiro od razu do niej podszedł i zapytał.


– MoĹźe to jest kwestia tego, jak do tego podchodzisz? Merry, czy ustaliłaś sobie jakieś zasady, według ktĂłrych działasz jako uzdrowicielka? Specyficzną metodę pracy czy coś w ten deseń?


– Co? – prychnęła.


To było dosyć straszne “Co?”. Chciałbym, Ĺźebyś przestała tak robić.
W jakiś sposĂłb powstrzymał się od jęknięcia i pobudził siebie do dalszego działania.


– …Cóş, po prostu pomyślałem, Ĺźe moĹźe są róşne typy kapłanĂłw, skoro jest ich tak wiele… No wiesz, tak naprawdę nie mam o tym Ĺźadnego pojęcia. Nie mam zbyt duĹźego doświadczenia.


Wyglądało na to, Ĺźe Merry chciała coś powiedzieć, lecz jedynie westchnęła, zapewne myśląc, Ĺźe byłby to dla niej zbyt duĹźy wysiłek. SkrzyĹźowała ramiona i odwrĂłciła wzrok do boku.


– Kto wie.


No i nadeszło. Jej słynne “kto wie”. Haruhiro się wkurzył.


– M-moĹźesz mi to wyjaśnić? Jestem złodziejem, więc nie wiem niczego o kapłanach, lecz jeśli będę tylko myślał “nie łapię tego, nie Ĺ‚apię tego”, to nigdy tego nie załapię i nie sądzę, by było to w porządku, więc—


– To tylko twoja opinia. Myślę, Ĺźe jest w porządku tak, jak jest właśnie teraz.


– Wcale nie jest…! – Szybko wziął głęboki wdech.


Nie jest dobrze. Prawie się złamałem. Było blisko. Muszę się uspokoić. Ale ona tak mnie wkurza. Co jest z nią nie tak? Czemu musi być tak uparta?


– …Uszanuję twoją prywatność i będę starał się w nią zbytnio nie zagłębiać. Ale nasze role w trakcie walki, sama jej płynność… musimy to wszystko brać pod uwagę. Chcę o tym wszystkim porozmawiać trochę więcej. W grupie.


– Jeśli nie lubisz tego jak pracuję, czemu po prostu tego nie powiesz? Od razu odejdę.


– To nie to. Chcę po prostu—


– Więc nie widzę problemu.


– …Racja.


Niech ktoś mi do cholery powie jak powinno się z nią rozmawiać? MoĹźe nie ma takiej moĹźliwości. Ja takowej nie widzę.


Po tym wszystkim Yume i Shihoru z pełną determinacją prĂłbowały rozmawiać z Merry, lecz kaĹźda prĂłba została przez nią zmiaĹźdĹźona. Haruhiro takĹźe kilkukrotnie prĂłbował rozpocząć z nią dyskusję, lecz ona po prostu go ignorowała.


Do wieczora zabili siedem goblinĂłw, a ich zysk wyniĂłsł dwa szylingi i pięć miedziakĂłw na głowę, co nie było złym wynikiem, jeśli w taki sposĂłb o tym myśleli. Jednak Haruhiro nie mĂłgł przestać porĂłwnywać się do Renjiego, ktĂłry rzucił w ich stronę koronę w taki sposĂłb, jakby wcale się nią nie przejmował. Zazgrzytał zębami, gdy poczuł kłujący bĂłl w klatce piersiowej.


Merry odeszła tak szybko, jak tylko otrzymała swoją część dzisiejszych zyskĂłw, więc pozostała piątka najadła się i poszła do Tawerny Sherry’ego.


– Ale kupa ludzi tutaj, co nie? Yume nie chce pić alkoholu, więc weĹşmie sobie sok.


– …Ja teĹź nie chcę alkoholu. To miejsce tętni Ĺźyciem…


Dziewczyny były pierwszy raz w tym miejscu, więc były bardzo zajęte rozglądaniem się i denerwowaniem się wszystkim wokół.


– Hej, dziewczyny. UspokĂłjcie się, dobra? To tylko tawerna, nie ma w tym nic niezwykłego. Serio, przestańcie – tłumaczył Ranta, zachowując się jak stały klient, lecz one prawdopodobnie w ogĂłle go nie słuchały.


Po chwili podeszła do nich kelnerka, u ktĂłrej zamĂłwili napoje i zapłacili za nie. Haruhiro wziął dzisiaj lemoniadę zamiast piwa. Była zrobiona z cytryny oraz miodu dodanych do naturalnie gazowanej wody z GĂłr Tenryu. Trzeba przyznać, Ĺźe mu zasmakowała.


– …Naprawdę mamy problem z Merry – zaczął.


– Tak – Przytaknęła mu Yume. – Yume i Shihoru prĂłbowały z nią duĹźo rozmawiać, ale nawet nie zwraca na nas wagi.


– Yume, masz na myśli “uwagi”, a nie â€œwagi” – poprawiła ją szybko Shihoru, lecz ta tylko mrugnęła zdezorientowana.


– Naprawdę? Yume była pełna, Ĺźe “wagi”. Więc tak to jest. “Nie zwraca na nas powagi”.


– …Nie “pełna”, a â€œpewna”. I wcale nie â€œnie zwraca na nas powagi”, a â€œnie zwraca na nas uwagi”.


– Co? Yume znowu przekręciła? Wciąż robi takie błędy.


To nasz jedyny wybĂłr – wtrącił się Ranta, przeciągając palcem po swojej szyi. – To. Powinniśmy się pospieszyć i zrobić jej to. To, łapiecie? To.


Wyglądało na to, Ĺźe bardzo lubił wykonywać ten gest dekapitacji. MoĹźe sądził, Ĺźe wygląda to fajnie, lecz jeśli naprawdę tak myślał, to był w jeszcze większym błędzie niĹź Yume.


– Ach… – powiedział Moguzo, wpatrując się w kierunku drzwi.


O wilku mowa, jak to mawiają,
pomyślał Haruhiro.


To była Merry, ktĂłra właśnie weszła do przybytku.


To była tylko chwila, lecz zerknęła w ich stronę. Byli prawie pewni, Ĺźe ich spostrzegła, lecz udawała, Ĺźe wcale tak się nie stało. Poszła dalej i zajęła wolne miejsce przy szynkwasie.


– Co… – Ranta uderzył w stół. – Do diabła! Co jest z nią nie tak?! Na miłość boską, jesteśmy jedną druĹźyną! Normalna osoba skinęłaby chociaĹź głową!


– Co do Merryś – Yume zmarszczyła brwi i zrobiła kwaśną minę – słowo “normalna” wcale się jej nie tyczy. To, co właśnie zrobiła, ukłuło trochę serduszko Yume.


– …A-ale my teĹź do niej nie pomachaliśmy, ani nic takiego. Myślę, Ĺźe teĹź jesteśmy winni… Chyba. – dodała Shihoru.


– Achh. – Haruhiro podrapał się po szyi. – Tak, masz rację. Oczekiwaliśmy, Ĺźe nas zignoruje i przygotowaliśmy się na to. Więc co, patrzcie i podziwiajcie? Czy coś takiego. Być moĹźe teĹź nie powinniśmy tego robić.


– Nie pieprz takich głupot. Czemu mamy niby się starać, Ĺźeby nie zranić jej uczuć?


– Widzisz Ranta, właśnie z powodu takiego zachowania my dziewczyny cię nienawidzimy – powiedziała Yume.


– Och, zamknij się! Nie chcę słuchać dziewczyny z małymi cyckami, ktĂłra zachowuje się jakby mogła mĂłwić za wszystkie kobiety!


– Nie nazywaj ich małymi!


– Małe! Małe! Małe! Małe! Małe! Małe! Maaaaaałe!


– Uuuugh – jęknęła.


– …Ranta, niewaĹźne gdzie pĂłjdziesz, nigdy nie przestajesz być okropny – powiedział Haruhiro.


– To nie twoja sprawa, Haruhiro! Tak jakby obchodził mnie wyraz twarzy dziewczyny! Zwracam uwagę jedynie na piersi, tyłki, nogi i ramiona!


– …Obrzydzasz mnie. Jako osoba. – Shihoru spojrzała na niego jak na najgorsze ścierwo.


– O-okrutnie! – Nawet on musiał zauwaĹźyć, Ĺźe było kiepsko. – Nie patrzę tylko na piersi, tyłek, nogi i ramiona. Nie obchodzi mnie ich wyraz twarzy, ale sama twarz jest takĹźe waĹźna! Bo nawet jeśli masz super ciało, ale twoja twarz jest obrzydliwa, to nawet tego nie tykam! Co? To dziwne, czuję, Ĺźe gapicie się na mnie jeszcze bardziej. Czemu?


– Ktoś właśnie… – Moguzo wskazał na Merry. – …zaczął rozmawiać z Merry.


– Och. – Haruhiro zamrugał. – …Masz rację.


To nie była Ĺźadna niespodzianka, ale nie było to teĹź coś, czego by oczekiwał. Co więcej, mężczyzna rozmawiający z nią z ciągłym uśmiechem na ustach był kimś, kogo znał.


Spotkali się ze sobą tylko raz. Łagodna twarz. Zbroja i peleryna. Ten miecz. Jego raczej białawy strĂłj.


– …Och, to Shinohara z Oriona.


– Oriona? – Ranta przekręcił głowę do boku. – Whoa, mĂłwisz powaĹźnie. Jeśli mĂłwimy o Orionie, są dosyć sławnym klanem. Chwilka, Shinohara… Jeśli dobrze pamiętam to jest ich liderem. Cóş, jakby to miało jakieś znaczenie. Kogo to obchodzi, co robi ta zła kobieta. Och! Napoje przybyły. Wznieśmy toast. Toast. ZdrĂłwko!


– Z-zdrĂłwko – odpowiedział jako jedyny Moguzo.


Haruhiro stuknął się swoim drewnianym kuflem jedynie z Moguzo, Yume i Shihoru, a następnie wziął łyk lemoniady. Była słodka, kwaśna i przepyszna.


– Hej, hej, panie Haru. – Yume pociągnęła go za rękaw. – Co to klan?


– Ach, klany to… – Haruhiro sam nie wiedział zbyt wiele o klanach, ale były to po prostu grupy lub druĹźyny, ktĂłre tworzyli ochotnicy, by osiągnąć jakiś konkretny cel.


W skład większości ekip wchodziło pięć lub sześć osĂłb. Słyszał, Ĺźe było to spowodowane bardzo waĹźną umiejętnością kapłana – Protekcja, ktĂłra była zaklęciem wzmacniającym mogącym objąć maksymalnie szĂłstkę ludzi. Jednak istnieli potężni wrogowie, ktĂłrych taka grupa nie miała Ĺźadnych szans pokonać, a takĹźe wrogie terytoria, do ktĂłrych wejście w tyle osĂłb oznaczało samobĂłjstwo. Istniały wyzwania wymagające skoordynowanej współpracy wielu druĹźyn, zatem struktura klanowa została najwyraĹşniej stworzona właśnie po to, by takową współpracę umoĹźliwić.


– …istnieje wiele sławnych klanĂłw. Berserkowie czy Ĺťelazny Staw. Albo ten składający się jedynie z kobiet – Aniołki Charliego. No tak, Orion teĹź jest słynny.


– Popatrzcie. – Ranta wskazał kciukiem na Shinoharę. – Znak w kształcie X na jego pelerynie ma siedem ramion, prawda? To właśnie symbol Oriona. Pewnie gdzieś w okolicy są inni członkowie.


Miał rację, po tawernie byli rozsiani klienci z takimi samymi pelerynami. Shinohara powiedział mu kiedyś, Ĺźe dosyć często przychodzili do tego lokalu. Haruhiro zawsze zamierzał podejść i przywitać się, jeśli by na nich wpadł. MoĹźe właśnie nadeszła odpowiednia chwila—


Racja, to zła pora. Nie chcę mu przerywać, gdy rozmawia z Merry. To moĹźe poczekać.


Ale co ich tak naprawdę łączyło? Wyglądało na to, Ĺźe gadał jedynie Shinohara, a Merry rzucała tylko krĂłtkie komentarze i kiwała głową, lecz najwidoczniej wcale jej to nie przeszkadzało. Jeśli silić się na jakikolwiek opis, to wyglądała na skruszoną.


W końcu odszedł i zostawił ją samą. Patrzyła przez chwilę na jego plecy, gdy wychodził, a następnie spuściła wzrok i wzięła łyk swojego napoju.


– Ta dwĂłjka to robi – zaśmiał się złośliwie Ranta.


– Nie wyczułem niczego takiego… – powiedział niepewnie Haruhiro.


– Haaaaruhiroooo. Ty, kolego, jesteś naprawdę ślepy. Jakbyś na to nie patrzył, właśnie taką aurę dawali. Na pewno to robią. Sto procent, gwarantuję ci to.


– Idę zamienić słówko z Shinoharą.


– Hej, ty sukinsynie! Nie ignoruj mnie! Przez ciebie będę smutny!


Myśląc o tym, Ĺźe Ranta mĂłgłby śmiało spełnić swoje pogróşki i być smutnym, ile tylko chce, Haruhiro zaczął podnosić się ze swojego miejsca, lecz nagle w budynku zrobiło się strasznie głośno. PowĂłd tego stał się od razu widoczny.


– …Soma.


– Hej, czy to nie Soma.


– To Soma!


– Soma!


– Soma…!


Wszyscy ochotnicy wykrzykiwali jedno imię.


Kto to Soma? To musi być ten koleś.
Grupa sześciu osĂłb wkroczyła właśnie do Tawerny Sherry’ego. To ten na przedzie.


Wyglądał na wciąż młodego mężczyznę, lecz róşnił się od innych. Bardzo się róşnił. Po pierwsze, jego ekwipunek był wyjątkowy.


Co to za czarna zbroja, ktĂłra pokrywa całe jego ciało, jednocześnie doskonale na nim leĹźy, wygląda na nadzwyczajnie lekką, a dodatkowo nie ma Ĺźadnych kanciastych miejsc?


Prawdopodobnie została zrobiona z niezliczonej liczby malutkich, metalowych blaszek, połączonych ze sobą, lecz było teĹź to pomarańczowe światło dochodzące ze Ĺ›rodka w róşnych miejscach. Rozjaśniało się i Ĺ›ciemniało, jakby oddychając.


Miał teĹź na sobie długą, asymetryczną spĂłdnicę, ktĂłra wyglądała na element zbroi i chroniła całą dolną część jego ciała.
Lecz to tylko sprawia, Ĺźe wygląda jeszcze lepiej.


Długi miecz, ktĂłry nosił na swoich plecach miał zakrzywione ostrze.
Jeśli istnieje ktoś, kto nie jest kompletnie oczarowany tą złowieszczą, acz przepięknie wykonaną bronią, to najwyraĹşniej nie wie, o czym tak naprawdę mĂłwi.


Mały miecz wiszący u jego boku takĹźe był zdumiewający.
Szczerze to ten jeden całkowicie by mi wystarczył. Chcę go.


Mężczyzna, ktĂłry nosił przy sobie wszystkie te bronie oraz zbroję był na kompletnie innym poziomie, a jego twarz takĹźe była niezwykła.


Ma wyraĹşne rysy twarzy. Nie są zbyt męskie, ani piękne w bardziej neutralnym sensie, to wcale nie to. Lecz gdyby spojrzał na kogoś tymi migdałowymi oczami pełnymi chłodnego opanowania, intensywności i rozpaczy, nie sądzę, by ktokolwiek mĂłgł pozostać spokojny patrząc mu w oczy.


Grupa podążająca za nim takĹźe nie wyglądała na zwykłych ludzi.


Był tam mężczyzna o Ĺ›niadej cerze, z dredami i oczami sanpaku, noszącym na sobie tak promieniującą, Ĺźe aĹź oślepiającą srebrną zbroję.


Jest ogromny,
pomyślał Haruhiro. Musi być wyĹźszy nawet od Moguzo.


Wyglądał na dobrze zbudowanego, ale przez małą głowę sprawiał wraĹźenie chudego.


W przeciwieństwie do niego, facet stojący zaraz za nim był raczej mały. Miał dziecięcą twarz, lecz jego oczy były grube z powodu zbyt duĹźej ilości wydzieliny.
Czuję, Ĺźe zostałbym przeklęty, gdybym spojrzał mu prosto w oczy.


Czy ten z długimi rękoma, zbyt mocno długimi, ktĂłry stał obok niego, był w ogĂłle człowiekiem? Nosił przeraĹźającą maskę, więc ciężko było być tego pewnym, lecz Haruhiro miał przeczucie, Ĺźe był czymś innym. Zbroja, ktĂłrą miał na sobie, takĹźe nie wyglądała zbyt normalnie. Tak, jakby owinął całe swoje ciało metalowymi i skĂłrzanymi elementami, a dodatkowo jego olbrzymi miecz z ząbkami przypięty do jego plecĂłw wyglądał niebezpiecznie.


Jednak kiedy spojrzał na dwie kobiety idące za nimi, był to powiew świeĹźości dla jego oczu i poczuł się, jakby jego mĂłzg miał za chwilę się rozpłynąć. W skład druĹźyny Somy wchodziło czterech mężczyzn i dwie kobiety, obie piękne.


Jedna była seksowną, starszą dziewczyną o aurze chłodnej damy. Miała na sobie coś, co przypominało suknię o odwaĹźnym wzorze, ktĂłra odsłaniała część jej biustu i nĂłg. Była udekorowana naszyjnikami, pierścionkami, bransoletkami, przeróşnymi rzeczami najwyĹźszej jakości, krĂłtkim mieczem i innymi, lecz Ĺźadna z tych rzeczy nie stwarzała poczucia przepychu. Ona sama była na tyle zachwycająca, Ĺźe Ĺźadna z tych rzeczy nie mogła przyćmić jej urody.


Druga swoim wyglądem przypominała trochę Merry. To nie to, Ĺźe jej twarze były podobne, lecz posiadała takie samo, nieludzkie piękno. Była piękną, młodą dziewczyną, czy moĹźe piękną kobietą?


Wyglądała tak, jakby mogła być w podobnym wieku do Haruhiro, lecz w tym samym momencie wyglądała teĹź na starszą. Miała na sobie napierśnik z wyrytymi na nim delikatnymi wzorami, lecz poza tym była lekko wyposaĹźona. JednakĹźe posiadała przy sobie miecz.


Była wojownikiem? Kobiecy wojownicy byli rzadko spotykani. Odstawiając to jednak na bok—


Co za zachwycające, srebrne włosy.


Nie były wcale podobne do włosĂłw Renjiego. Tak jakby ktoś stopił prawdziwe srebro i zrobił z niego nić. Jej oczy niczym inkrustowane szafirami, a skĂłra niezwykle biała.


Niczym śnieg. To nie było tylko takie wraĹźenie; naprawdę wyglądała niczym śnieg. Oczywiście musiała przez nią płynąć krew, więc widać było lekki odcień czerwieni, lecz pomimo tego jej skĂłra była promienna.


Merry w porĂłwnaniu do niej jest nikim. Ta kobieta nie jest człowiekiem. Ma szpiczaste uszy.


– …Czy to nie elfka? – wyszeptał Ranta.


– Elfka… – Spapugował go, kiedy gapił się w tamtą stronę tak mocno, Ĺźe aĹź zapomniał mrugać.


Elf. Co to? Nie wiem, a jednocześnie wiem. Elf. Racja. Jest prawdopodobnie elfką.


Ktoś podbiegł do Haruhiro z okrzykiem “Jo! Jo!” na ustach. Kimś tak głośnym mĂłgł być jedynie Kikkawa.


– Hej, czy to nie Haruś, Rantanek, Moguzio, Yumeczka i Shihorcia! Wszystko dobrze? Dobrze? Ja mam się świetnie. Hej, widzieliście to, widzieliście, widzicie to? Soma jest zdumiewający, co nie?! Nie sądziłem, Ĺźe będę miał szansę go zobaczyć. Co za szczęście! Wszyyyyyscy mamy dzisiaj wielkie szczęście! Świeeeetnie!


Wyglądał na jeszcze bardziej podekscytowanego niĹź ostatnio. To z powodu Somy?


– …Kikkawa, kim jest Soma?


– Cooooo. Haruś, nie znasz Somy?! Serio?! Ĺťartujesz sobie. Naprawdę, nie ma szans. Soma jest numerem jeden wśrĂłd ochotnikĂłw. Ochotnik nad ochotnikami. No cóş, co do samych umiejętności, kilka osĂłb być moĹźe by się z tym spierało, lecz co do samej marki, ktĂłrą sobie wyrobił, jest na samym szczycie, bez dwĂłch zdań. Jednak ja sam widzę go po raz pierwszy. Jest inny! Tak inny! Tak Ĺ›wietny! Gdybym był kobietą chciałbym, by mnie od razu wziął! Soma, kochaaaam cię! Tak. To kłamstwo. Wcale nie traktuję go aĹź tak powaĹźnie. Wciąż jest jednak niesamowity. Dążę do tego, by być taki jak on. Gdybym mĂłgł stać się kimkolwiek, chciałbym być właśnie nim.


– Ale jak! – Oczy Ranty lśniły. – Jeśli jesteś mężczyzną! Jeśli jesteś ochotnikiem! W to właśnie musisz mierzyć! Cholera! Gdzie mogę zdobyć sobie trochę takiej zbroi? Chcę ją mieć na sobie!


– …J-jak dla mnie. – Moguzo spuścił wzrok i mamrotał. – J-ja chciałbym h-hełm.  Jeśli moĹźliwe to teĹź zbroję p-płytową. Wtedy mĂłgłbym zrobić trochę więcej…


– …Chciałabym nauczyć się więcej magii. Magii, ktĂłra pomoĹźe wszystkim. To, co teraz posiadam, nie jest wystarczające… – Shihoru spojrzała z bĂłlem w oczach, gryząc swoją dolną wargę.


– Co do Yume, Yume teĹź chce zbroi. MoĹźe powinna coś z tym zrobić, co nie? Yume nie jest dobrą łuczniczką, więc wiecie, musi nieraz walczyć z przodu.


– Co do mnie—


Co powinienem powiedzieć?
Haruhiro wciąż nie mĂłgł oderwać oczu od druĹźyny Somy. Ale jeśli miałby być szczery, nie chciałby zostać kimś jak Soma w sposĂłb, w jaki widzieli to Ranta i Kikkawa. Nie był nawet przekonany czy moĹźe zamknąć przepaść dzielącą ich grupę od ekipy Renjiego.


Nie ma sensu aspirować do bycia kimkolwiek. Kiedy nie ma szans, Ĺźe go dościgniesz, to jest po prostu głupie.


To jednak nie oznaczało, iĹź myślał, Ĺźe jest w tej chwili dobrze. Wcale tak nie sądził. Chciał ciągle przeć naprzĂłd.


Nawet jeśli nie mĂłgł być jak Renji, ktĂłry wbiegał schodami przeskakując stopień lub dwa kaĹźdym krokiem, Haruhiro wciąż mĂłgł wspinać się tymi samymi schodami powoli i ostroĹźnie, krok po kroku. Niewątpliwie to samo prĂłbował czynić Manato. Mogli poruszać się w swoim tempie, będąc lepszymi dzisiaj niĹź wczoraj i jutro niĹź dzisiaj. Oczywiście takie Ĺźyczenie nie spełni się samo. Musiał coś z tym zrobić.


Co powinienem teraz robić i jak?


Powinien zaoszczędzić pieniądze i nauczyć się nowych umiejętności? Kupić lepszy ekwipunek?


Te rzeczy były waĹźne, ale było w tym wszystkim o wiele więcej.


Manato powiedział, Ĺźe na mnie liczy. Czy to znaczy to, o czym teraz myślę? Ĺťebym kontynuował to, co on robił przez cały ten czas? Ĺťebym stał się liderem tej grupy?


Czy potrafię to zrobić? Ktoś musi się za to wziąć, dobrze o tym wiem. Ale czy muszę to być ja? Nie chcę tego robić. Nie chcę nieść tego krzyĹźa. To zbyt duĹźy kłopot. A co z Manato? Czy robił to, poniewaĹź tego chciał i sprawiało mu to przyjemność? Chyba niekoniecznie. Być moĹźe było ciężko i chciał się poddać, lecz zaciskał zęby i dalej w tym trwał. Czy mogę być pewny, Ĺźe tak nie było?


– Och, ale, ale, ale! – Kikkawa w pewnym momencie zarzucił rękę wokół ramienia Ranty i zaczął się śmiać.


Być zdolnym do czegoś takiego razem z Rantą jest czymś zdumiewającym.


– Nie sądziłem, Ĺźe uda mi się spotkać Somę! Słyszałem, Ĺźe jego rewirem jest Stary Ishmal i bardzo rzadko wraca do Alterny! To jednak ja dla ciebie! Jestem takim szczęściarzem, Ĺźe sam się siebie boję! Nie, tak naprawdę wcale się siebie nie boję!


– Hej, Kikkawa! ChodĹş, zakumplujemy się z Somą i jego gangiem! Jesteśmy teraz w takim stanie, Ĺźe na pewno nam się uda!


– Chcesz iść?! Idziesz?! Ranta, naprawdę idziemy?!


Wstali w tym samym momencie.


Nie myśleli powaĹźnie o zagadaniu do Somy, prawda? Haruhiro uniĂłsł się na krześle, by rozejrzeć się po tawernie.


Grupa Somy siedziała przy stoliku zaraz obok szynkwasu, a wokół nich powoli narastał tłum. Merry była sama i coś sobie popijała. Nie widział nigdzie Shinohary. Po prostu poszedł gdzieś indziej?


Usiadł z powrotem, popijając lemoniadę. Kiedy podniĂłsł głowę, jego oczy napotkały wzrok Yume.


Dziewczyna przechyliła głowę na bok, jakby pytając,
czy coś nie tak?


Haruhiro potrząsnął głową, jakby chciał powiedzieć
nic takiego i wziął kolejny łyk swojej lemoniady.


Cóş, wcale nie nic takiego. “Lider”, co? Naprawdę mogę nim zostać?

 

<<Poprzedni rozdział

Kolejny rozdział >>